„Cytryna. Słońce. Lazur”

Weranda zalana słońcem. Na stoliku czerwono-biało-zielona surówka (pomidor, czerwona i zielona papryka, ser feta, czosnek), siedem mandarynek i szklanka wody z cytryną. Oba rodzaje cytrusów zerwane z drzew w ogrodzie. Jest 7 marca, 19° C. Siedzę już tak drugą godzinę. Opalam się. Jednak Cypr to nie tylko cytryna, słońce i lazurowe morze…

 

Przyjechałam tutaj 29 stycznia, by 1 lutego rozpocząć drugi semestr studiów. Pierwsze trzy dni spędziłam w Pafos. Te dwie noce były najzimniejszymi nocami mojego życia. Temperatura spadała do 8° C. Budynki przystosowane do gorącego klimatu nie posiadają ogrzewania centralnego, a w moim pokoju nie było ani klimatyzacji, ani elektrycznego grzejnika. Trzy warstwy ubrań, kołdra i koc nie zapewniły tyle ciepła, bym nad ranem mogła spokojnie usnąć. Kiedyś tak często używane przeze mnie określenie „lodówa” (np. o chłodzie pokoju w akademiku) nabrało nowego znaczenia. Albo po prostu przekonałam się, że zawsze może być gorzej… I doceniłam tradycyjne kaloryfery.

Od ponad miesiąca mieszkam w „stolycy”, jednak nadal słowa Nikozja i stolica w żaden sposób mi do siebie nie pasują. Powierzchnia: 111 km² (to mniej niż Gdynia!), brak wielkomiejskiego ścisku budynków i ludzi, minuty nie uciekają. Od rana w przyulicznych kawiarenkach mężczyźni grają w szachy lub dyskutują o (jak przypuszczam) polityce i gospodarce. Jeśli któryś z nich stoi na zewnątrz, a Ty należysz do płci pięknej, nie przepuści okazji, by zaczepić Cię słowem, uśmiechem lub wymownym spojrzeniem. Co więcej, poinformuje kolegów, że idziesz – nawet jeśli kroczysz po drugiej stronie ulicy, masz na sobie dres i „dopiero wyszłaś z łóżka”. Zawsze jesteś „soł bjutiful”. Prawdopodobnie dlatego, że tylko 15% przechodniów to kobiety. Stare miasto Nikozji to mrowisko wąsko wyspecjalizowanych sklepików i zakładów: meblowy, odzieżowy, obuwniczy, sklep z klamkami i uchwytami, z opakowaniami plastikowymi, z kombinezonami roboczymi, stolarz, szewc, kaletnik. Nie zachęcają wyglądem, aby do nich wstąpić. Albo właśnie w tym tkwi ich urok? Może jedno dotyczy tubylców, a drugie – turystów… A sezon jeszcze się nie rozpoczął… To dlatego tak często te i inne lokale są po prostu puste! – ale to tylko moja hipoteza…

Mieszkańcy Cypru to stosunkowo mała społeczność, dlatego co roku każdy zaproszony jest na Charity Vienna Ball. We wnętrzach hotelu Hilton organizatorzy aranżują spotkania polityków, dyplomatów, przedstawicieli kultury i nauki oraz członków kręgów biznesowych – szczególnie z Austrii, Rosji i Cypru. Nie, nie należę do którejkolwiek z wymienionych grup, jednak też tam byłam.

4 marca wydarzenie odbyło się po raz siódmy. Na pierwsze trzy godziny zaplanowano kilka tańców wykonanych przez Debiutantów, czyli dziesięć par, które przez dwa miesiące uczęszczały na lekcje tańca (zatańczyły m. in.  Poloneza – nie była to jednak popularna u nas kompozycja Wojciecha Kilara), przywitanie gości specjalnych, przemówienie ambasadora Austrii Karla Muellera, balet z filmu „Czarny Łabędź” w wykonaniu primabaleriny Ekateriny Alaevy, występ śpiewaczki operowej Iriny Zeniou. Głos zabrała dyrektor Balu Wiedeńskiego Tatiana Zenevich (nota bene okazało się, że przez pięć lat uczyła w dwóch szkołach baletowych w Polsce i – mimo że było to dwadzieścia lat temu – pięknie rozmawiała w naszym języku) i dyrektor Fundacji „Help a Child with Special Needs” Nataly Kushnereva. Po minipokazie mody zlicytowano dwie z dziesięciu zaprezentowanych sukienek wieczorowych. Kolejnymi przedmiotami aukcji były dwa obrazy, portret wykonany zaledwie chwilę wcześniej na naszych oczach, biznes lunch ze wspomnianą już Tatianą Zenevich oraz biżuteria Swarovskiego. Dopiero przed północą parkiet zapełnili goście tańczący walce, tango i wiele innych w rytm dźwięków orkiestry symfonicznej. Ciekawie zobaczyć, jak to wygląda –  ale raz.

Zakończenie karnawału w Limassol to dzień radości, koloru i konfetti. W ostatnią niedzielę lutego mieszkańcy Cypru zjechali do centrum tej – uznawanej za najatrakcyjniejszą – miejscowości, by wziąć udział w największej na wyspie imprezie tego typu. Tutaj wszyscy wykorzystują możliwość przebrania się i paradują w cudacznych kostiumach. Generalnie czułam się jak w Rio. Do tego kilogramy konfetti w formie papieru ze niszczarki. Wieczorny spacer po marinie przypomniał mi, jak bardzo tęsknię za morzem.

Open University of Cyprus to uczelnia, która kształci na odległość. Luty był miesiącem organizacyjnym, dlatego następnym razem napiszę więcej o tym uniwersytecie. Obiecuję! A teraz… Wracam do powtarzania słówek na wieczorną lekcję języka greckiego.

Agata Pniewska