Coimbra – tak nazywa się miejscowość, do której ruszyliśmy trzeciego dnia pielgrzymki. Rano szło nam się dobrze, ponieważ poranne słońce schowało się za chmurkami, a mgiełka nas lekko chłodziła. Na pierwszym postoju poznaliśmy kilka osób z Europy, które również zmierzają do Santiago de Compostela, m.in. sympatycznego Szwajcara, na którego Kamil i ks. Mateusz mówią „Amigo”. Jak się później okazało, spotkaliśmy Go jeszcze później. Najtrudniejszy moment przyszedł na noclegu. Nocowaliśmy w Klasztorze św. Klary. Nasi Duchowni chcieli odprawić Mszę św. w pobliskim kościele, jednak… zostali odesłani z kwitkiem. Jak to zrozumieć? Nie wiemy. Mimo to etap był udany, a Pana Jezusa spotkaliśmy na Eucharystii w ustronnym miejscu. I na koniec piękna sprawa – łóżeczko, spanie i chrapanie!

We wtorek wyruszyliśmy o 5.30. Przypadkowo rozdzieliliśmy się na dwie grupy przy opuszczaniu Coimbry, ale po 8 km drogi znowu byliśmy razem. Dzień podzieliliśmy sobie na krótkie etapy, więc siły starczyło nam do końca dnia. Na nocleg doszliśmy do Famalicao, a tam przyjęły nas kochane Siostry zakonne, które prowadzą miejscowe przedszkole. Jeju, ile energii! I o tę energię prosimy Pana Boga na kolejne dni naszego pielgrzymowania. Was prosimy o modlitwę, bo bez niej to wszystko na nic. Z Panem Bogiem!

Szymon Kamysz