Dużo się dzieje

Wydarzenia ostatnich dni wywracają naszą codzienność do góry nogami i choć wciąż wierzymy, że to tylko chwilowe zakłócenie, nie jesteśmy do końca pewni, ile to jeszcze potrwa.

Chcąc nie chcąc, teraz my, studenci, siedzimy w domach. W pierwszej chwili zapewne wielu z nas myślało, że na trochę oderwiemy się od uczelnianej rzeczywistości i otulimy się błogim (potocznie zwanym) nic nie robieniem. System nauczania online wystartował jednak zdumiewająco szybko i podejrzewam, że tak jak nas, nowa sytuacja zaskoczyła i wykładowców. Zostaliśmy zmuszeni do opanowania nowego wirtualnego środowiska niezbędnego do kontynuacji nauczania.

Pracy związanej z nauką mało nie jest, więc nasze mózgi wciąż dobrze pracują. Trochę jednak brakuje bezpośredniego kontaktu z człowiekiem, nie tym wyświetlanym na naszym ekranie. Teraz bardziej odczuwa się, że to nie to samo. Świat poznajemy wszystkimi zmysłami i na zajęciach w postaci elektronicznej musimy ograniczyć się do (różnej jakości) poznawania słuchem, (spłaszczonego) poznawania wzrokiem i ewentualnego poznawania dotykiem (gdyby komuś w XXI wieku podczas takich zajęć przyszło do głowy sporządzać notatki długopisem). Kontakt jedynie wirtualny może też spłaszczyć w pewien sposób nasze postrzeganie rzeczywistości; jesteśmy wykładowcami lub studentami. Studenci mają wykonywać zlecone zadania i uczyć się, wykładowcy mają zadania zlecać i nauczać. Może dla niektórych to naturalny stan rzeczy, ale na naszej uczelni często podkreśla się wartość człowieka. Nie jesteśmy tylko funkcjami, które akurat pełnimy. Są momenty, w których, chociaż na chwilę, relacja wykładowca-student, wykładowca-wykładowca czy student-student powinny zamienić się na relację człowiek-człowiek, żeby wspomagać się w rozwoju.

W tej nowej sytuacji zostaliśmy postawieni bez większego przygotowania, uczymy się jej wszyscy. Stosunkowo niedawno pojawiły się problemy, o których być może nigdy wcześniej nawet byśmy nie pomyśleli. I pośród tych wielu, naprawdę ważnych, zmagań są też takie, jak np. kończący się transfer internetowy na początku miesiąca czy rozterka: gdzie znaleźć w domu choć trochę spokojniejszy kąt na wzięcie udziału w zajęciach?… Albo po prostu: jak nagle wytrzymać ze sobą pod jednym dachem, gdy od dawna już każdy z domowników prowadził odmienny tryb życia?

Obyśmy mieli cierpliwość do wykładowców, oni do nas, no i my do siebie nawzajem, w naszym najbliższym gronie! Tego wszystkim życzę

Grzegorz Majewski