Erasmus w (na) wakacje

Wraz z początkiem sierpnia rozpoczęłam kolejną przygodę z Erasmusem. Swoje kroki skierowałam ponownie do Lizbony, w której dwa lata temu spędziłam semestr, studiując na Uniwersytecie Nova de Lisboa. Tym razem nie przyjechałam tu na studia, ale na wakacyjne praktyki.

Miejsce praktyk znalazłam sobie sama – w organizacji Erasmus Life Lisboa, stworzonej przez byłych studentów Erasmusa dla obecnych studentów, którzy zdecydowali się studiować za granicą. Organizacja zajmuje się przyjmowaniem nowych studentów w Lizbonie, pomaga w zdobyciu karty komunikacji miejskiej czy portugalskiego numeru telefonu. Mówiąc krótko – pomaga zagubionym „Erasmusom” odnaleźć się w nowej rzeczywistości i poczuć się jak w domu, a ze względu na dużą liczbę partnerów – zapewnia studentom liczne zniżki na różnego rodzaju aktywności. Ponadto organizuje wiele eventów: wycieczki, walking tour, imprezy, lekcje surfingu oraz inne wydarzenia, które sprawiają, że studenci nie narzekają na zbyt dużą ilość wolnego czasu w stolicy Portugalii!

Poza działem eventów działa tutaj także housing department, zajmujący się pomocą studentom w znalezieniu zakwaterowania. Piętro wyżej znajduje się Lisbon Language School, która oferuje studentom kursy portugalskiego w atrakcyjnych cenach. Wszystkie działy współpracują ze sobą, a organizacja prężnie się rozwija. Swoją pracę rozpoczęłam w dziale eventów.

Pierwsze dni opierały się na wprowadzeniu nowych stażystów w zasady działania organizacji. Swój staż rozpoczęłam razem z koleżanką z Rumunii, która także była tu wcześniej na Erasmusie. Andreea skończyła już studia i zostanie tutaj do końca stycznia.

W biurze spotkałam stażystów ze wszystkich stron świata: z Włoch, Niemiec, Słowacji, USA, Rosji, Danii, Litwy, Wielkiej Brytanii czy Indii. Nie mogło oczywiście zabraknąć Polaków, którzy stanowią największą na ten moment grupę stażystów. Wielu z nich studiowało tu już wcześniej w ramach programu Erasmus. Okazuje się, że Lizbona to miasto, do którego chce się wracać i… w którym chce się zostać na dłużej.

Nie mogło się obyć także bez podróży – nieodłącznego elementu moich wyjazdów. Choć byłam w Portugalii wiele razy, to za każdym razem odkrywam tam nowe miejsca i odwiedzam te, których jeszcze nie miałam okazji zobaczyć.

Jeden z weekendów spędziłam w uroczej okolicy doliny rzeki Douro, znanej z licznych winnic. Tradycja produkcji wina na tamtym obszarze sięga czasów rzymskich. Był to pierwszy na świecie region winiarski o określonych granicach oraz klasyfikacji winnic. W 2001 r. został wpisany na Listę światowego dziedzictwa UNESCO jako świadectwo krajobrazu przekształconego przez człowieka i podporządkowanego uprawie winorośli i produkcji wina. W drodze powrotnej do Lizbony odwiedziłam także Viseu, miasto w środkowej Portugalii, położone w sercu winiarskiego regionu Dão. Legenda mówi, że nazwa miasta wywodzi się od żyjącego w II w. luzytańskiego wojownika Wiriatusa (Viriato), który toczył boje z podbijającymi okoliczne tereny Rzymianami. Jednymi z najciekawszych zabytków w Viseu są: katedra Sé oraz Igreja da Misericórdia.

Miałam okazję odwiedzić także jedną z moich ulubionych portugalskich miejscowości, położoną pół godziny drogi od Lizbony – Sintrę. Ponieważ jej chłodny klimat ściągał tu niegdyś szlachtę oraz elity z całego kraju, pełna jest pięknych pałaców, rezydencji i ogrodów. Wcześniej miałam okazję zobaczyć już jeden pałac, tym razem postanowiłam zwiedzić kolejny: Palacio de Monseratte. Ta egzotyczna willa – odrestaurowana z inicjatywy Francisa Cooka – zachwyca swoim orientalnym stylem i żywymi kolorami.

Lato w Portugalii nadal trwa, przede mną kolejny miesiąc praktyk, zdobywania nowego doświadczenia, poznawania nowych przyjaciół oraz Portugalii. Jestem przekonana, że będzie to dla mnie owocny czas!

Maria Gondek