Agresja niemiecka i niedługo później agresja sowiecka na Polskę zmieniły życie kilkudziesięciu milionów obywateli II Rzeczypospolitej. Wojna stała się udziałem kolejnego pokolenia – ludzi ukształtowanych w Polsce odrodzonej. O wojnie, walce, poświęceniu dla kraju i narodu uczono ich w szkole.

Dziś, 1 marca 2021 roku, czcimy pamięć Żołnierzy Wyklętych, którzy poświęcili swoją młodość, swoją wiarę, marzenia i życie dla Ojczyzny. Jedna z tych dzielnych osób, która “zachowała się jak trzeba”, to Danuta Siedzikówna “Inka”. Pierwszym bolesnym doświadczeniem wojennym rodziny Siedzików były represje sowieckie. Danuta i jej siostra Wiesława wstąpiły w grudniu 1943 r. do Armii Krajowej. Kilka miesięcy później skierowano je na kurs dla sanitariuszek. Działały w siatce konspiracyjnej AK kierowanej przez leśniczego Stanisława Wołoncieja „Konusa” z Narewki.

Urodziła się 3 września 1928 r. we wsi Guszczewina w powiecie bielskim na Podlasiu. Dzięki rodzicom i dziadkom ważną rolę w domu zawsze odgrywały tradycje patriotyczne.„Inka” należała do tych członków Brygady, którzy we wrześniu 1945 r. wrócili do legalnego życia. Obawiała się zdemaskowania przez UB i skorzystała z pomocy ojca chrzestnego, z zawodu leśniczego, który znalazł jej od stycznia 1946 r. pracę w nadleśnictwie Miłomłyn koło Ostródy. „Inka” legitymowała się podrobionym zaświadczeniem Zarządu Miejskiego w Białymstoku dla Danuty Iny Zalewskiej.

Sowieci przystąpili do unicestwiania osób i środowisk niezgadzających się z nowym stanem rzeczy w parlamencie polskim. Wsparcia udzielali im komuniści, którzy działali w strukturach politycznych oraz zbrojnych, podległych Moskwie przed 1945 r. Większość społeczeństwa, po hekatombie II wojny światowej, przyjęła strategię przetrwania w nowych warunkach ustrojowych, sprzeciw okazując przede wszystkim przez poparcie legalnych partii opozycyjnych. Z drugiej strony kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy podziemia pozostało w konspiracji, zachowując gotowość bojową. Nie uznawali władzy marionetkowego rządu komunistycznego. Wierzyli, że nadal jest szansa na odzyskanie suwerenności.

Ostatnią misją „Inki” była podróż do Malborka, Gdańska i Olsztyna. Zlecił ją por. „Leszek”, zastępca „Żelaznego”. Sam „Żelazny” już wtedy nie żył, o czym zresztą jego podkomendni wówczas jeszcze nie wiedzieli. Sanitariuszka miała zdobyć lekarstwa potrzebne oddziałowi i dowiedzieć się, dlaczego „Żelazny” tak długo nie wraca. Wyruszyła 13 lipca ze wsi Zwierzyniec. Choć W Gdańsku mieszkali jej bliscy krewni: siostra Irena i wujek Bruno Tymiński, więc wieczór i noc z 19 na 20 lipca przebiegły w radosnej atmosferze, wypełnionej rozmowami i śpiewaniem piosenek. Dom obserwowali funkcjonariusze UB, którzy nad ranem wkroczyli do mieszkania i aresztowali „Inkę”. Adres zdradziła im łączniczka „Łupaszki” Regina Żylińska-Modras, skłoniona do współpracy z bezpieką.

„Inkę” skazano dwukrotnie na „karę śmierci, utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych” za przynależność do organizacji, „która miała na celu usunięcie przemocą ustanowionych organów władzy i zmianę przemocą istniejącego demokratycznego ustroju państwa polskiego”. Danuta Siedzikówna była jedyną kobietą skazaną na śmierć przez gdański WSR. Obrońca z urzędu zwrócił się do prezydenta Bolesława Bieruta z prośbą o prawo łaski, Bierut odpowiedział odmownie. Do krewnych dotarł gryps, w którym Danuta napisała: „Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”.

Magdalena Iwachow