Kłopoty z inteligencją

Technologia nie rozwiąże za nas naszych problemów, może jedynie stworzyć nowe.

Coraz częściej w mediach pojawiają się liczne artykuły opisujące zastosowania i nowe odkrycie na polu nauki określanej jako sztuczna inteligencja. Wywołują one żywe reakcje, dyskusje i liczne komentarze. Jednak brakuje w tych doniesieniach choćby wzmianki na temat podstawowy – co to właściwie jest owa sztuczna inteligencja. Rozumny namysł nad tą nazwą powinien nam pozwolić na stwierdzenie, że jeśli konstruujemy sztuczną inteligencje, to z pewnością doskonale wiemy, czym jest inteligencja naturalna.

Jednak tutaj czeka nas niespodzianka. Inteligencja naturalna, ludzka, nie doczekała się jeszcze powszechnie akceptowalnej, jednoznacznej definicji. Stosowane w praktyce definicje Galtona, Bineta czy też Spearmana pochodzą z ubiegłych wieków i ich stosowanie obecnie wydaje się raczej konwencją historyczną niż właściwym określeniem naukowym.

Fetysz IQ

Jeszcze większy zamęt w dyskusjach nad inteligencją powoduje duża popularność tzw. testów na inteligencję, które określają jej wartość w postaci współczynnika IQ. A tak naprawdę IQ nie ma wiele wspólnego z definicją inteligencji. Został on wprowadzony ponad 100 lat temu przez Williama Sterna, aby określić, czy dzieci są gotowe do rozpoczęcia nauki w szkołach powszechnych i od jakiego poziomu powinny rozpoczynać edukację.

Aby wyliczyć wartość IQ, określano za pomocą testów i pytań tzw. wiek umysłowy dziecka. Jeśli dziecko 7-letnie potrafiło poprawnie rozwiązać zadania przygotowane dla ośmiolatka, to wtedy dzielono wiek umysłowy dziecka przez jego wiek biologiczny i mnożąc wynik przez 100, otrzymywano wartość współczynnika IQ. Jeśli ta wartość jest większa niż 100, to możemy jedynie powiedzieć, że dziecko ma zdolności większe niż te przypisane dla jego wieku biologicznego. Wartość ta nie mówi nam nic o inteligencji dziecka, jedynie określa jego aktualne zdolności. Można je zawsze zwiększyć, stosując odpowiednie metody edukacyjne. Wartość IQ nie determinuje całej przyszłości dziecka, jest tylko jednym z parametrów pomagających określić jego gotowość do dalszej nauki.

Jednak z wartości IQ uczyniono swoisty fetysz, chwalą się nią współcześni celebryci, istnieją specjalne kluby i towarzystwa osób „nadinteligentnych”. A przecież IQ miało tylko pomagać w określeniu gotowości małego dziecka do edukacji szkolnej. Wykonywanie tego testu u dorosłych jest więc trochę bez sensu, wymaga nawet stosowania zmodyfikowanych procedur pomiarowych. No chyba, że ktoś w wieku trzydziestu kilku lat wybiera się po raz pierwszy do szkoły podstawowej.

Nowa wieża Babel

Dzisiaj w świecie nauki funkcjonuje ponad 30 różnych definicji i metod określania ludzkiej inteligencji, większość z nich to bardzo stare koncepcje. Jak zatem zdefiniować pojęcie inteligencji, aby było ono użyteczne w epoce powszechnego stosowania komputerów i zaawansowanych algorytmów numerycznych? Na to pytanie nie znamy na razie odpowiedzi, chociaż coraz częściej pojawiają się głosy, że takie jednoznaczne określenie wcale nie jest nam potrzebne.

W 1981 roku amerykańscy naukowcy przeprowadzili bardzo ciekawe doświadczenie. Pytali przypadkowe osoby na stacjach benzynowych, w centrach handlowych i na dworcach kolejowym, jak rozpoznać zachowania inteligentne. Potem to samo pytanie zadali ekspertom, profesorom psychologii ze słynnych ośrodków akademickich. Okazało się, że definicje przypadkowych osób oraz ekspertów były identyczne. Można zatem stwierdzić, że skomplikowane i trudne definicje akademickie są identyczne ze zdroworozsądkową koncepcją laików. Wszyscy oni zgodnie twierdzili, że osoba inteligentna to ktoś radzący sobie z problemami codziennymi i umiejący się odpowiednio zachować w różnych sytuacjach życiowych.

Co zatem z pojęciem sztucznej inteligencji? Jeśli mamy takie kłopoty z określeniem pojęcia naturalnej, ludzkiej inteligencji, to co nas upoważnia do tworzenia jej sztucznego odpowiednika? Przypomina to trochę budowę wieży Babel. Chcemy zbudować technologiczną konstrukcję, która pozwoli sięgnąć nam „wyżej”, stworzyć sztuczną inteligencję, dzięki której rozwiążemy nasze współczesne problemy. Nie rozumiemy, czym jest dar ludzkiej inteligencji, a chcemy go zastąpić tworem sztucznym. Jeśli budowa wieży Babel skończyła się „poplątaniem języków”, to czy tworzenie sztucznej inteligencji nie zakończy się „poplątaniem rozumu”?

Może powinniśmy raczej mówić, że sztuczna inteligencja służy jedynie do naśladowania inteligentnych zachowań człowieka? Tylko obecnie coraz trudniej jest znaleźć w świecie naukowców spójną definicję człowieka. Jeśli naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego namawiają tegorocznych maturzystów, aby rozpoczynali studia na kierunku antropozoologia, gdzie połączono w jedną dziedzinę naukową dwa, sprzeczne ze sobą słowa, antropo – człowiek oraz zoo – zwierzę. Dodatkowo w opisie nowego kierunku pojawia się sformułowanie „człowiek i inne zwierzęta”. Jaką więc definicję człowieka proponują naukowcy z największego polskiego uniwersytetu? Kierunek tych studiów będzie prowadzony na wydziale Artes Liberales – sztuk wyzwolonych. Nasuwa się dość prosta konstatacja: wyzwolonych „od czego”? Wszystko wskazuje na to, że wyzwolonych od rozumnego namysłu, który winien być domeną każdego uniwersytetu. Sztuki wyzwolone to w klasycznej definicji średniowiecza „siedem umiejętności godnych człowieka wolnego”. Jeśli wolność rozumiemy jako możliwość wyboru prawdy, to wtedy owe umiejętności są nam bardzo przydatne, pomagają w rozumnym wyborze dobra i prawdy.

Człowiek czy maszyna

Nie powinno nas zatem dziwić, że współczesna nauka zagubiła gdzieś najważniejsze fundamenty poszukiwania prawdy. Jeśli uniwersytety nie potrafią wskazać właściwego kierunku, to nie dziwmy się, że również technologia podąża własną drogą. Finansowanie użytecznych badań to dzisiaj głównie domena ponadnarodowych korporacji, a dla nich jedynym wyznacznikiem jest skuteczność w uzyskiwaniu zysku. Dlatego zamiast rozumnego namysłu nad ludzką naturą i wykorzystania technologii w budowaniu drogi do prawdy, zaczęliśmy jako ludzie prowadzić cyberwojny, stosować kłamstwo i oszustwo nazywane pokrętnie „fake newsem” albo „postprawdą”. Stosujemy algorytmy naśladujące zachowanie człowieka, budujemy „inteligentne” roboty bojowe, które będą walczyły za nas w przyszłych wojnach. Ale zapomnieliśmy zupełnie o prawdziwych fundamentach człowieczeństwa. Nie potrafimy nawet jednoznacznie wyjaśnić fenomenu naszej ludzkiej inteligencji. Może zatem czas najpierw powrócić do dokładnego zbadania kondycji współczesnego człowieka, zanim zaczniemy go ulepszać i budować „nowego” na naszą niedoskonałą miarę. Jak uczy historia, takie próby zawsze kończyły się wielką katastrofą.

Niedawno zainstalowaliśmy już algorytmy sztucznej inteligencji w kosmosie, a dokładnie na planecie Mars. Przebywający tam od 2012 robot „Curiosity” został zdalnie z Ziemi unowocześniony poprzez wgranie nowego oprogramowania. Sztuczna inteligencja została zaimplementowana w maszynie znajdującej się na innej planecie. System ma samodzielnie obserwować otoczenie marsjańskiej pustyni, wybierać ciekawe obiekty do badań geologicznych i strzelać do nich z działa laserowego. Nie ma tam już człowieka sterującego bądź pilnującego działań robota, stojącego za maszyną. Zresztą sygnał sterujący biegnie na Marsa i z powrotem ponad 15 minut. Zostawiamy zatem robota wyposażonego w algorytm sztucznej inteligencji i działo laserowe na Marsie – dobrze, że tak daleko. Czy jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkie jego zachowania w przyszłości?

Bez rozumnego namysłu opartego na fundamentach najwyższych wartości rodzą się ideologie. Jeśli nie poznamy dokładnie całościowego pojęcia odpowiedzialnego za rozumny namysł i nie osadzimy go we właściwych ramach etycznych i moralnych, to nasze dotychczasowe działania technologiczne doprowadzą nas do stworzenia konstruktów, które z człowiekiem nie mają nic wspólnego. Najpierw poznajmy dokładnie ludzkie przymioty, aby zidentyfikować nasze słabości i niedoskonałości, a dopiero potem budujmy maszyny, które będą naśladować nasze naturalne zdolności. Technologia nie rozwiąże za nas naszych problemów, może jedynie stworzyć nowe, które zdominują nasze życie na wiele następnych pokoleń.