Konferencja niezgody

Fot.Marek.Borawski

Polska nie ma żadnego interesu, aby konfliktować się z kimkolwiek na Bliskim Wschodzie

Konferencja ministerialna w sprawach Bliskiego Wschodu, jaka ma się odbyć w Warszawie 13-14 lutego, wprowadziła wiele niepokoju w relacje polsko-irańskie. Polska jako niestały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ jest jak najbardziej upoważniona do aranżowania spotkań mających za cel zapewnienie pokoju i stabilizacji, jednakże z reakcji strony irańskiej trudno wnioskować o odprężeniu w stosunkach międzypaństwowych. Współorganizatorem warszawskiego spotkania są Stany Zjednoczone, które anulowały umowę z Teheranem dotyczącą nierozprzestrzeniania broni nuklearnej. Na tym tle powstał spór nie tylko Waszyngtonu z Iranem, ale i największych krajów Unii Europejskiej z USA. Ani Niemcy, ani Francja nie godzą się na politykę Donalda Trumpa w kwestii irańskiej.

Niedawno prezydent USA powziął decyzję o wycofaniu wojsk amerykańskich z Syrii, co odbiło się głośnym echem w świecie. Taki stan rzeczy wydaje się niekorzystny dla Izraela. Tel Awiw cały czas dąży do likwidacji potencjału jakichkolwiek potęg islamskich na Bliskim Wschodzie zlokalizowanych w jego bezpośrednim otoczeniu. Po destabilizacji Syrii najbardziej niebezpieczny jest Iran. Gdyby temu państwu udało się posiąść broń nuklearną, zmieniłoby to radykalnie układ sił na Bliskim Wschodzie. Do tej pory posiadaczem takiej broni w regionie jest jedynie Izrael, co daje mu ogromną przewagę strategiczną. Pacyfikacja Iranu leży zatem w żywotnym interesie Izraela, a więc i USA.

Z drugiej strony Amerykanie są żywo zainteresowani dominacją na Bliskim Wschodzie, tak aby kontrolować sprzedaż ropy naftowej i gazu – strategicznych surowców energetycznych. Najlepszym rozwiązaniem z ich punktu widzenia byłoby nie tyle pokonanie Irańczyków w wojnie podobnej do tej irackiej, co raczej destabilizacja tego państwa na wzór rewolucji arabskich, które przetoczyły się kilka lat temu przez północną Afrykę i Bliski Wschód. Stąd domniemane wsparcie USA dla opozycyjnej wobec rządu w Teheranie, działającej w Paryżu Irańskiej Rady Ruchu Oporu. Związany z prezydentem Donaldem Trumpem Rudolf Giuliani wprost stwierdził, że sankcje wobec Teheranu mają w niedługim czasie doprowadzić do „zdławienia reżimu irańskich ajatollahów”. Jeśli zatem celem sankcji amerykańskich jest wywołanie rewolucji w Iranie, trudno się dziwić, że Teheran tak nerwowo reaguje na konferencję bliskowschodnią aranżowaną przez USA.

Wybór sojusznika

O sposobie traktowania nas przez strategicznego sojusznika wiele mówi fakt, że informację o konferencji jako pierwszy podał 9 stycznia sekretarz stanu USA Mike Pompeo podczas rozmowy z telewizją Fox News na terenie amerykańskiej ambasady w Iraku.

Dlaczego więc Polska angażuje się w inicjatywę bliskowschodnią Donalda Trumpa? Układanka geopolityczna w Eurazji jest dość oczywista. Kraj wielkości Polski nie jest w stanie w pojedynkę uprawiać geopolityki. Może zatem wejść w układ sojuszniczy albo z Rosją, albo z Zachodem. Dodajmy jednak, że Zachód jest podzielony w wielu kwestiach, co szczególnie widać po wygraniu wyborów przez Donalda Trumpa. Niemcy weszły w trwały układ gospodarczo-polityczny z Rosją (Nord Stream 2), nie licząc się z interesami i bezpieczeństwem energetycznym krajów środkowoeuropejskich. W tej sytuacji Polska nie ma zbyt wielkiego wyboru i stara się utrzymywać strategiczny sojusz z USA. Chodzi nie tylko o obronność, ale i o sprawy surowcowe (długoterminowe kontrakty na zakup przez Polskę gazu skroplonego z Ameryki).

Na relacje polsko-amerykańskie od czasu do czasu pada cień różnorakich skandali dyplomatycznych. Histeryczna reakcja Waszyngtonu na nowelizację ustawy o IPN penalizującej kłamstwo o „polskich obozach koncentracyjnych” wywołała szok w Polsce. Władze Stanów Zjednoczonych stanęły po stronie Izraela w sporze o historię z Polską, mimo iż racja była całkowicie po naszej stronie. Z wielkim niepokojem odebrano nad Wisłą uchwalenie ustawy 447 nakierowanej na restytucję mienia pożydowskiego (m.in. w Polsce) dla nieuprawnionych podmiotów w Ameryce. Z kolei listy do polskiego rządu wychodzące z gabinetu nowej ambasador USA w Polsce, Georgette Mosbacher, wręcz szokują. Pani ambasador interweniuje w sprawach amerykańskich firm ulokowanych w Polsce z delikatnością porównywalną do zachowania dawnych namiestników w koloniach afrykańskich.

Wszystko to nasuwa określone wnioski. Polska i USA mają cały szereg wspólnych interesów geopolitycznych. Oba państwa chcą osłabić dominację rosyjsko-niemiecką w Europie Środkowej na poziomie militarnym, gospodarczym i politycznym. Wspólne działania nakierowane na ten cel są korzystne dla obu sojuszników. Druga prawda jest taka, że Amerykanie zrobią dla Polski i z Polską tylko tyle, ile leży w ich interesie. Mylne jest przekonanie, że Amerykanie ze względu na nas będą w stanie poświęcić jakieś swoje racje lub że bezinteresownie nam pomogą. Skoro zatem układ przypomina do złudzenia kontrakt biznesowy, Polska powinna do sprawy owego sojuszu podchodzić analogicznie: z Amerykanami angażujemy się tylko w te sprawy, które są dla nas korzystne, i ani milimetra więcej.

Potrzebna jest symetria

Jak na tym tle rysuje się kwestia konferencji warszawskiej w sprawie Bliskiego Wschodu? Polska nie ma żadnego interesu, aby konfliktować się w tym regionie świata z kimkolwiek. Nie jesteśmy tam zaangażowani tak jak Izrael czy USA. Region ten może w przyszłości być bardzo cennym rynkiem zbytu dla naszych towarów oraz wartościowym źródłem zakupu surowców energetycznych. Nerwowa reakcja Iranu w sprawie konferencji warszawskiej musi zatem niepokoić. Ów niepokój można oczywiście rozwiać, ale pod warunkiem pokazania konkretnych korzyści, jakie będą wynikać z naszego współdziałania z Amerykanami w tej sprawie. Jeszcze raz powtórzę: do tej pory mogliśmy się przekonać, że Amerykanie dla Polski nie zrobią nic ponad to, co leży w ich interesie. Zatem nie można infantylnie liczyć na ich wdzięczność, że skoro my im dziś pomożemy, to jutro oni pomogą nam. Układ musi mieć charakter arcyczytelny: coś za coś.

Nie można wykluczyć, że w poufnych negocjacjach z USA naszej dyplomacji udało się coś konkretnego uzyskać w zamian za warszawską konferencję bliskowschodnią. Jednak warto wiedzieć, co mamy na myśli. Pamiętajmy, że ewentualne błędy w polityce zagranicznej mogą się negatywnie odbić również na tegorocznych wyborach parlamentarnych, co byłoby wielce szkodliwe.

Prof. Mieczysław Ryba