Kontrola umysłów

Nowe technologie narzędziem spadkobierców Karola Marksa

Unia Europejska dawno już przestała przypominać idealny monolit krajów, w których panuje powszechny dobrobyt, a obywatele żyją w stanie nieustannej szczęśliwości. Wieloletnia dominacja liberalnej ideologii pogłębiła zarówno nierówności ekonomiczne, jak i społeczne. Jednak zamiast szukać nowych rozwiązań, wsłuchiwać się w głos obywateli poszczególnych państw członkowskich i uwzględniać różnorodność społeczno-polityczną, przywódcy europejscy – ślepi na fakty i aktualne wydarzenia – forsują siłowe rozwiązania narzucające jedynie słuszną drogę dalszej integracji.
Bardzo często, jako usprawiedliwienie swoich działań, powołują się oni na nieuchronność zmian podstawowych relacji społecznych. Na czym te zmiany mają polegać, możemy zaobserwować na podstawie konkretnych działań instytucji europejskich. Ateizacja, dekonstrukcja pojęcia rodziny, likwidacja państw narodowych i wykreślenie Boga z kanonu podstawowych wartości to najbardziej widoczne aspekty.

Gloryfikacja marksizmu

Do ważnego symbolu tych zmian urasta uroczysta celebracja 200. rocznicy urodzin Karola Marksa, która została zorganizowana w niemieckim Trewirze, w bazylice Konstantyna I, w maju ubiegłego roku. Świątynia zbudowana w IV wieku, jedna z najstarszych świątyń chrześcijańskich, obecnie pełniąca funkcję zboru ewangelickiego, została wykorzystana jako miejsce celebracji urodzin twórcy zbrodniczej ideologii. W takim miejscu przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker w sposób jawny gloryfikuje marksizm, stwierdzając, że „nie jest on odpowiedzialny za zbrodnie spadkobierców”.
Zatem wiemy już, jakie to zmiany społeczne chce nam zaproponować Unia Europejska. Nie będzie to jednak znana z historii, klasyczna rewolucja marksistowska, która za pomocą terroru i przemocy narzuca „nowy porządek społeczny”. Mentalni spadkobiercy Marksa zgromadzili już odpowiednie środki, aby wykorzystując najnowsze technologie, dokonać „odpowiednich” zmian społecznych.
Lekarstwem na obecne problemy Unii Europejskiej ma być pełna integracja, nie tylko narodów, ale wszystkich mieszkańców UE. Narzędziem zmian ma być wykorzystanie na szeroką skalę technologii cyfrowych, które mają wypełnić lukę wynikającą z różnic wiekowych, kulturowych, regionalnych i językowych. Tradycyjne cechy społeczeństwa, takie jak szacunek dla starszych, autorytety dobra i mądrości, różnice biologiczne, regionalne i językowe mają być wyrównane „walcem równości”, wspomaganym nowymi koncepcjami „poprawności politycznej”, „mowy nienawiści” i innych konstruktów językowych marksizmu kulturowego.

Bańka informacyjna

Ważną rolę w tym procesie mają odegrać media, które wykorzystując technologie informatyczne, będą coraz bardziej spersonalizowane, dostosowane do konkretnego człowieka i zamykające go w swoistej bańce informacyjnej, niedopuszczające komunikatów „niezgodnych z obowiązującymi standardami”. Podczas sympozjum: „Oblicza kolonizacji mediów”, które odbyło się w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej 26 stycznia, prelegenci wskazywali, że współczesne media nie opisują już rzeczywistości, tylko ją kreują.
Ksiądz prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz stwierdził jednoznacznie, że „w mediach cyfrowych rozmywany jest szereg podstawowych wyobrażeń o rzeczach fizycznych, czas traci na znaczeniu, a osobowość człowieka może być swobodnie modyfikowana”. Taki jest właśnie cel europejskich reformatorów „nowego społeczeństwa”, narzucić ludziom cyfrową, kontrolowaną odgórnie, relatywną interpretację otaczającej nas rzeczywistości.
Wzorcem dla europejskich technokratów ma być stosowana już od kilku lat w Japonii koncepcja budowy społeczeństwa 5.0. W Japonii już od lat 60. ubiegłego wieku stosowany jest swoisty program kreślenia przez odpowiednio dobranych ekspertów co 5 lat najważniejszych kierunków rozwoju technicznego i naukowego w taki sposób, aby zapewnić trwały rozwój i przewagę konkurencyjną kraju.
Jeszcze przed kryzysem naftowym, który miał miejsce w 1973 roku, eksperci ci stwierdzili, że należy rozwijać te dziedziny gospodarki, które oparte są na informacji, a nie na surowcach naturalnych. Ten niewątpliwy sukces planowej gospodarki japońskiej doprowadził do rozwoju przemysłu elektronicznego i komputerowego i dał im przewagę na rynkach światowych.
W latach 80. to Japończycy jako pierwsi na świecie zaproponowali budowę „społeczeństwa informacyjnego”. Jednak współcześnie Japonia musi się zmierzyć z niezmiernie szybkim starzeniem społeczeństwa, dzietność tam jest jedną z najniższych na świecie, a ponad jedna czwarta społeczeństwa to osoby w wieku powyżej 65 lat.
Z podobną sytuacją mamy już do czynienia w Europie. Wybitni intelektualiści europejscy nie potrafią wyciągnąć logicznych wniosków, że spadek dzietności spowodowany jest ideologiczną walką z rodziną, brakiem ochrony życia i niewłaściwym wspieraniem rodzin. Podobnie jest w Japonii, tamtejsi politycy, żeby rozwiązać problem starzejącego się społeczeństwa, ustawowo zmienili definicję wieku starczego z obowiązujących do tej pory 65 lat na 75 lat.
Jakże przypomina to twórczość Komisji Europejskiej, która za pomocą biurokratycznych dekretów chce rozwiązywać problemy, które wcześniej sama stworzyła. Jednak oprócz zmian legislacyjnych w Japonii przystąpiono równocześnie do głębokich reform społecznych zaproponowanych przez premiera Shinzo Abe, który stworzył nowy paradygmat polityczny dotyczący edukacji – jej podstawowym celem ma być kształcenie młodych ludzi w taki sposób, aby byli najlepiej dostosowani do rynku pracy. Nauka przestała być synonimem osiągania mądrości, kontemplacji dobra i piękna, a stała się narzędziem utylitarnym, mającym przynosić tylko wymierne korzyści.
W Japonii finansuje się tylko te badania naukowe, które mogą być w przyszłości potrzebne dla dalszego rozwoju kraju. Ta koncepcja została nazwana „abenomiką” i wydaje się, że jest ona powielana w strukturach edukacji w innych krajach. Konsekwencją tej polityki jest znaczące ograniczenie finansowania nauk humanistycznych, łącznie z likwidacją kierunków studiów, a przeniesienie całego wysiłku na osiąganie zręczności i sprawności, które można komercyjnie wykorzystać.
Powinniśmy zadać w tym miejscu pytanie: czym we współczesnym społeczeństwie jest wiedza? Młodzi ludzie często stwierdzają, że przecież wszystkie informacje można znaleźć w „googlu”. Nie trzeba nawet wstawać z fotela, żeby samodzielnie zdobyć pożądane wiadomości i następnie również samodzielnie je wykorzystać.
Informacja jest na wyciągnięcie ręki, nie potrzeba pośredników, nauczycieli, autorytetów. Może zamiast mozolnego zdobywania wiedzy i mądrości wystarczy dzisiaj umiejętność żonglowania informacją? Jak zatem kształcić dzisiaj, aby nie dopuścić do japońskiej abenomiki, ale jednocześnie przygotować młodych ludzi do aktywnej pracy na rzecz dobra wspólnego?
To bardzo ważne pytania. Jednak zamiast szukać odpowiedzi, japońscy eksperci proponują budowę społeczeństwa 5.0. Według nich, historycznie pierwsze struktury społeczne były tworzone przez myśliwych-zbieraczy, kolejną edycją było społeczeństwo agrarne, które przekształciło się na przełomie XVIII i XIX wieku w społeczeństwo przemysłowe.
Powszechne użycie komputerów połączonych w globalną sieć to społeczeństwo 4.0, zwane również społeczeństwem informacyjnym, w którym obecnie żyjemy. Ale należy budować nowe społeczeństwo 5.0, które będzie trwałym połączeniem ludzi z technologiami cyfrowymi, zarówno w wymiarze materialnym poprzez neuroprotezy i specjalne wszczepy, jak i w sensie mentalnym, przenoszącym problemy społeczne na rzecz wirtualnych rozwiązań sterowanych specjalistycznymi algorytmami. Przecież w starzejących się społeczeństwach zabraknie rąk do pracy, dzieci rodzić będzie się coraz mniej i nawet kolejne „fale emigrantów” nie rozwiążą tego problemu.
Konieczne będzie zwiększenie robotyzacji, automatyzacji i algorytmicznej redystrybucji dóbr w sposób zrównoważony. Powstać ma zatem społeczeństwo bezklasowe, w którym narzędzia i środki produkcji będą własnością całego społeczeństwa, które zresztą nie będzie musiało pracować, bo dobra będą tworzone przez automaty. Oczywiście w takiej społeczności zbędne staną się wszelkie formy wiedzy nieużytecznej, kultura i sztuka pełnić będą kontrolowaną rolę społecznej rozrywki, promującej „standardy wolności i równości korporacyjnej”, a w sprawach wątpliwych rozstrzygający werdykt wydawać będą odpowiednio sprofilowane algorytmy. Oczywiście, aby osiągnąć ten cel, konieczna będzie globalna kontrola wszystkich obywateli oraz automatyzacja i sterowanie zachowaniami społecznych interakcji. Tylko czy będzie to wymarzony świat równości społecznej i totalnej wolności? Niestety, historia uczy nas, że najbardziej utopijne ideologie znajdują swoich wyznawców, którzy próbują narzucić je siłą wszystkim.

Nowinki w Polsce

Jak na tle tych „światowych” trendów wygląda sytuacja u nas, w Polsce? Prześledźmy ją w skrócie, przyglądając nowo wprowadzoną ustawę o szkolnictwie wyższym, nazywaną w środowisku naukowym Ustawą 2.0. Całe szczęście do numeru 5.0 zostało jeszcze kilka etapów, ale już w tej postaci możemy znaleźć wpływy zarówno „abenomiki”, jak i kładzenia fundamentów pod społeczeństwo 5.0. Konieczności zmian w nauce nikt nie neguje, trwają gorące spory dotyczące rozporządzeń szczegółowych, wskazywane są zarówno błędy, jak i zalety.
Jednak dla mnie najbardziej szokujący jest wykaz wydawnictw, które zostały uznane za naukowe w sensie Ustawy 2.0. Lista została opublikowana przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego 18 stycznia br., gdzie pod pozycją 453 znajduje się wydawnictwo Krytyki Politycznej, czyli skrajnej lewicy promującej ideologię multikulturową, ideologię gender oraz homopropagandę. Wydawnictwo ma swoją siedzibę w Warszawie, w Centrum Kultury „Nowy Wspaniały Świat”, który jednoznacznie nawiązuje do tytułu książki A. Huxleya. Poza tym redaktorzy Krytyki Politycznej nie ukrywają wsparcia finansowego ze strony Sorosowego Open Society Foun-dation. Nie przeszkadza to MNiSW w umieszczeniu go na liście „zalecanych” i „promowanych” wydawnictw. Nie ma natomiast na liście znanego na świecie wydawnictwa IGI Global, które zajmuje się nowoczesnymi technologiami, ale publikuje również prace nie do końca zgodne z obowiązującym paradygmatem współczesnej nauki. Publikacje IGI Global są indeksowane w międzynarodowych bazach Scopus i są czytane przez naukowców z całego świata. Ciekawe, jaki to algorytm wytypował marksistowskie wydawnictwo, gubiąc jednocześnie wiele innych i cennych wydawnictw o znaczeniu międzynarodowym? Ustawa zakłada też ocenę działalności naukowej każdego wykładowcy i naukowca na podstawie odpowiednich parametrów naukometrycznych. Czy również tutaj zastosowane będą odpowiednie wytyczne poprawności politycznej? Jakie badania naukowe trzeba prowadzić, żeby algorytm oceniający wyliczył odpowiedni wskaźnik?
Widzimy zatem, że problemy związane z tworzeniem „nowego społeczeństwa” to nie jest jakaś daleka abstrakcja, pojawiają się one dzisiaj i teraz, chociaż na początku dotykają bezpośrednio elity naukowej, tak jak w każdej zmianie społecznej, to za chwilę będą dotykały każdego człowieka. Pamiętajmy, że w społeczeństwie 5.0 będziemy poddani bezwzględnemu dyktatowi algorytmów oceniających, klasyfikujących i zarządzających. Kto będzie kontrolował algorytmy, jeśli dopuszczą się one jawnej niesprawiedliwości albo okażą się po prostu błędne? To pytanie na razie pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi.