Wakacje to czas spotkań z ludźmi. Tymi, których bardzo dobrze znamy, bo spędzaliśmy z nimi przed „wyruszeniem z domu w świat” wiele czasu, jak i tymi, którzy pojawili się w naszym życiu niedawno. Właśnie ta rzeczywistość spotkania, poznania, zawiązania wspólnoty zapewnia wakacjom niepowtarzalność.

Gdy wyruszam w górską wędrówkę, nad morze czy na rekolekcje, gdziekolwiek się one odbywają, oprócz bagażu zabieram ze sobą jeszcze jedną niezbędną rzecz: otwartość na drugiego człowieka, gotowość poznania go i otworzenia przed nim swojego serca.

Jak to wygląda w praktyce? Bardzo prosto. Pierwsze pytania: jak masz na imię? Skąd jesteś? Uczysz się, studiujesz? A gdzie?

Ja odpowiadam cierpliwie tak: Edyta, studiuję, 21 lat…

-A czy to nie za wcześnie na samotne podróże?

-Ech – odpowiadam niefrasobliwie – jeździłam jak miałam 18 lat i nic mi się nie stało, zresztą nie podróżuję sama, jest ze mną Anioł Stróż. A studiuję w Toruniu, dziennikarstwo.
  – A jaka tam jest uczelnia w Toruniu?
  – Jest UMK, ale ja uczę się w WSKSiM.

I w tym momencie rozmowy moi rozmówcy różnie reagują. Niektórzy nie znają nazwy uczelni, a najczęściej nie mają także o niej wyrobionego zdania. Po prostu coś tam, gdzieś słyszeli. Zaczyna się wówczas moje opowiadanie. Inni znają doniesienia medialne, często sprzeczne, nieprawdziwe, są zaciekawieni i pytają: a znasz Ojca Rydzyka?

Wtedy ja odpowiadam: znam, widuję Ojca Dyrektora. Jest bardzo życzliwy, po prostu dobry dla nas, studentów. Jak taki Ojciec. Miałam z nim wykłady, można podejść, porozmawiać. Wiesz, pamiętam taką sytuację, że kiedyś przedstawiłam Ojcu Dyrektorowi moje młodsze rodzeństwo. Jakiś czas temu spotkałam go na Jasnej Górze i wtedy Ojciec pyta mnie: a jak tam twój brat Maksymilian?

Jeśli osoba, która mnie słucha, nie przerywa, to opowiadam dalej, tym razem o studiach. Mówię o naszym środowisku, wykładowcach, kolegach – studentach, duszpasterstwie akademickim, naszej kaplicy. Przytaczam anegdoty z moich praktyk w redakcji w Radiu Maryja albo z wyjazdów na reportaże. Wspominam pomoc na planie filmu „Nędzarz i Madame”.

To wszystko są moje przeżycia, uczucia, wydarzenia, w których brałam udział, z których mam piękne wspomnienia… Jeśli ktoś jest rozsądny, to nie podważa tych doświadczeń, rozumie, że to nie manipulacja, nie odbiór kolejnego wydania wiadomości lub faktów, tylko przeżycie konkretnej osoby, która właśnie zechciała się z nim podzielić częścią swojego świata.

Szczególnie cenne są dla mnie takie rozmowy z moimi rówieśnikami, którzy szukają odpowiedzi na różne pytania, chcą poznawać świat tak jak ja.

Ale… o wakacjach już tyle napisałam, a o koszulkach ani słowa. Więc na zakończenie kilka słów o koszulkach. Pomimo niesprzyjającej spotkaniom sytuacji, dane mi było również w tym roku wziąć udział w rekolekcjach oazowych. Byłam animatorką na oazie z młodzieżą w wieku trzynastu i szesnastu lat. Szczególnie z tymi starszymi rozmawiałam o przyszłości, wyborze studiów, różnych ośrodkach akademickich.

Kiedy opowiadałam koledze ze studiów o zainteresowaniu młodzieży naszą uczelnią, on zapytał: a może przysłać Wam nasze koszulki? Więc odpowiedziałam: czemu nie? Świetny pomysł.

I w ten oto sposób koszulki zawędrowały z Torunia do pięknego ośrodka w Suchej na Pomorzu, tam ubrały je roześmiane dzieciaki i młodzież i tak powstały zdjęcia, które możemy oglądać na stronie naszej uczelni.

No i oczywiście wszyscy otrzymali ode mnie zaproszenie do Torunia…

„Lepiej zobaczyć coś raz, niż słyszeć o tym tysiąc razy” -przysłowie chińskie

Edyta Chmielewicz