„Ludzie-jajka tudzież jajo-ludki, czyli o skorupkowatości społeczeństwa”

Salvador Dali, Metamorfoza Narcyza, 1937

Doskonale zdaję sobie sprawę z potęgi słowa – zarówno mówionego, jak i (a może w szczególności?) pisanego. Ten, kto za pomocą ciężkiej pracy lub naturalnych predyspozycji, opanował trudną sztukę operowania mową, ten posiadał możliwość zarówno bystrzejszego (rzetelniejszego, barwniejszego, ciekawszego) opisu rzeczywistości, co równie bystrej (barwnej, przekonującej) manipulacji. Nie jest to oczywiście jakimś moim osobistym, przełomowym odkryciem, którym postanowiłem się pochwalić. Wszak dość łatwo o zrozumienie tej prawidłowości. Wystarczy trochę poczytać. Wystarczy poobserwować dzisiejsze życie społeczne. Nieustannie doświadczamy (politycznego, gospodarczego, „naukowego”, medialnego, etc.) naginania lub przemilczania konkretnych faktów, co spowodowane jest brakiem rzetelności, brakiem wiedzy, brakiem rozumienia, a coraz częściej (niestety) wynikiem celowego działania na rzecz konkretnych ideologii. Demaskacja ideologii i mitów, którymi żywią się obecne masy ludzkie1, nie będzie jednak celem tego tekstu. Chciałbym tylko przypomnieć, że za pomocą słowa możemy z najgorszych łotrów uczynić aniołów2, a osoby szlachetne, honorowe, przyrównać do diabłów, demonów i skazać na społeczny niebyt tudzież „śmietnik historii”. Dlatego też każdy tekst wymaga od czytelnika pewnego stopnia ostrożności. Takie podejście nie jest niczym złym. Fakt, że poza ufnością musimy zdobyć się na podejrzliwość, w sposób naturalny wynika z relacji, która łączy tekst i odbiorcę. Jest prostą konsekwencją czytania zaangażowanego, czyli odpowiedzialnego – pociągającego za sobą pewne obowiązki.

Dlaczego o tym wspominam na początku mego tekstu? Po pierwsze – chciałbym zachęcić drogich czytelników do autentycznego starcia się z przedstawianą przeze mnie refleksją. Do przełamania ewentualnych (skorupkowych) oporów, bierności i zastanowienia się nad swoim otoczeniem (rodziną, znajomymi, społeczeństwem) oraz (co najważniejsze!) samym sobą. Proszę zatem nie przyjmować ślepo tego, co przedstawiam, ale (w miarę możliwości) wysilić swój umysł, pozwolić sobie na pewien krytycyzm (lub autokrytycyzm) i z pewną ufnością, i z pewną podejrzliwością, zacząć stawiać pytania.

Po drugie – chciałbym w pewnym stopniu usprawiedliwić dość „luźny” ton mego tekstu. Pozwalam sobie na taki jego charakter, gdyż powstał z takiej właśnie refleksji. Refleksji nieco groteskowej, chichoczącej, jawnie smutnej, ironicznej, z którą świadomie romansuję na scenie brutalnego świata. Tyle ze wstępu. Przejdźmy wreszcie do sedna.

Rozpocznijmy może od strasznego tytułu mego tekstu. Co to ma bowiem być? Co należy rozumieć przez termin „ludzie-jajka tudzież jajo-ludki”? Zrozumiałe jest, że bez moich autorskich wyjaśnień (choć pewnie i z nimi) możemy ten tytuł interpretować w najróżniejszy sposób. W dzisiejszych czasach trudno nawet ustalić kim tak naprawdę jest człowiek, więc „ludzie-jajka tudzież jajo-ludki” to chyba już lekka przesada, prawda? Może tak. Może i prawda. Bo co to za dziwaczny obraz? O jakie jaja i jajka tu chodzi? O jakich ludzi? Czy taki osobnik ma jajo zamiast głowy, ręki lub zębów, paznokci lub torsu, bądź zupełnie nie posiada jajek? A może prawdę skrywa jakaś symbolika? Przecież jajko może reprezentować „chaos, zarodek Wszechświata, świat; Słońce (elipsa z kropką); Ziemię (elipsa z krzyżykiem), siłę życiową, płodność, zmartwychwstanie, odrodzenie, nieśmiertelność, trójcę (żółtko, białko, skorupka), słońce w eterze pod sklepieniem nieba; zbawienie; powrót wiosny”3 – słowem całkiem sporo rzeczy. Jajo kojarzymy również z kuchni, kurników, supermarketów, ze święconek Wielkanocnych i sztuki malarskiej4. Mnie chodzi jeszcze o coś innego, mianowicie o przedstawienie pewnego typu człowieka, który będąc człowiekiem jest zarazem jajkiem (niemal dosłownie). Kim zatem jest taki człowiek? Jaki jest? Czym się dokładnie charakteryzuje? W tym tekście chciałbym się podjąć próby zaprezentowania mojego skromnego (szkicowego) pomysłu i wskazania na trzy podstawowe cechy „ludzi-jajek tudzież jajo-ludków”. Są one następujące:

Po pierwsze – charakteryzują się oni zamknięciem. Mowa tu o ograniczeniu siebie, poprzez stworzenie swoistej bariery, mającej chronić przed jakimiś zewnętrznymi nieprzyjemnościami (np. przed wymaganiami, obowiązkiem, pracą). To próba uniknięcia konfrontacji z prawdą, z istotnymi problemami egzystencjalnymi, wysoką kulturą, sztuką, bliźnimi oraz – co się okazuje nieuchronne – konfrontacji z samym sobą. Ten „skorupkowy” rodzaj zamknięcia implikuje kilka postaw, których ostateczny kształt zależy od osobowości właściciela skorupki. Do podstawowych możemy zaliczyć (irracjonalny) strach (przed prawdą, faktami, innym) oraz niezdrową wrażliwość, ujawniającą się w nadmiernej (irracjonalnej) emocjonalności, która zajmując miejsce rozumu, zaczyna kierować wszelkimi działaniami danej osoby. Konsekwencją tego jest tylko dalsze zamknięcie, bierność, głębsza izolacja, większy strach przed porażką, ujawnieniem, utratą poczucia bezpieczeństwa, bądź głośne (rozwrzeszczane, „hasełkowate”) reakcje obronne. W przypadku takiej osoby wyjście poza pewien przyjęty (najczęściej ideologiczny) światopogląd, zaczyna być przez nią postrzegany jako niezwykle przerażająca perspektywa. Najgorszym wydarzeniem okazuje się być utrata własnego miniświatka, a kryterium wszelkiego postępowania jest zachowanie swej skorupki – ładnej oraz lśniącej.

Wizja strachliwych jajo-ludków pucujących (zapewne od środka) swoje skorupki może się wydawać całkiem zabawna. Konsekwencje takiej postawy są jednak bardzo niebezpieczne. Tacy ludzie są bowiem w stanie pozwolić się uprzedmiotowić, obedrzeć z możliwości rozwoju i ludzkiej godności, są w stanie poświęcić całe dokonania największych umysłów historii oraz bez walki zezwolić władzy na „poukładanie” ich życia, byle tylko zachować swe marne poczucie przyjemnego, bo niewymagającego bezpieczeństwa. Nie widzą przeszkód bycia jednym z tysięcy jajeczek w koszyczku. Nie widzą problemu w uprzedmiotowionej, czyli zredukowanej wizji siebie.

Czy ta irracjonalna postawa „ludzi-jajek tudzież jajo-ludków” stanowi zatem wstęp do wprowadzenia państwowego, zideologizowanego, racjonalnego i „wszechwiedzącego” systemu? Czy to kolejny krok w stronę utworzenia „społecznie doskonałego, zmechanizowanego człowieka”5? Proponuję tu na chwilę przystanąć, zastanowić się i czytać dalej.

Kolejną cechą „ludzi-jajek tudzież jajo-ludków” jest płytkość relacji międzyosobowych oraz doświadczania rzeczywistości. Z racji trwania w izolacji oraz niechęci do wychylenia się poza bezpieczny parasol swej skorupki, niemożnością okazuje się dotarcie do bliźniego. Relacje mają być niezobowiązujące, powierzchowne, nastawione nie na dobro drugiej osoby, lecz na siebie, na swój zysk, swoją przyjemność, na chwałę własnego „ja”. Druga osoba to tylko kolejny przedmiot, kolejne narzędzie mające służyć do osiągnięcia tych czy innych celów osobistych. Nie ma zatem miejsca na prawdziwą przyjaźń, małżeństwo, rodzinę, wspólnotę, dobro wspólne. Człowiek, brzydko mówiąc, „olewa” rzeczywistość. Nie wchodzi ze światem w zaangażowaną (odpowiedzialną) interakcję. W doskonały sposób zjawisko to zauważył Eugène Delacroix, pisząc 1 stycznia 1854 roku: „Ta powszechna hipokryzja! Wszystko idzie tak złymi drogami, nawet cnota jest słaba i chwiejna, talent zależny od chwili i podległy upadkom i zaniedbaniu, że ludzie przywykli bez trudu zadowalać się we wszystkim j e d y n i e p o z o r a m i t a l e n t u i c n o t y; pozór talentu, złuda uczciwości: nikogo to nie oburza. Dajesz mi, biorę; nie wymagam wiele, ponieważ obawiam się, abym nie musiał wiele zwróci.6. Tylko w grzeczności są przesadni, nie kosztuje bowiem nic.”[s.5] Strach przed poczuciem obowiązku, przed dbaniem o innych, przed daniem siebie drugiemu – to wszystko oblicza współczesnego kryzysu. Kryzysu wzroku (przestajemy widzieć drugiego), kryzysu dialogu (nie potrafimy rozmawiać z drugim ani samym sobą), aż wreszcie kryzysu antropologicznego. Nie wiadomo kim jest człowiek, a więc nie wiadomo, jak traktować innych jako ludzi. Niezwykłość drugiego człowieka powszednieje. Staje się podejrzana, niepokojąca, straszna, odległa, obca, aż wreszcie całkowicie umyka. Na tym nie koniec. Brak rozumienia tego kim jest człowiek, prowadzi do nierozumienia samego siebie. Uniemożliwia widzenie samego siebie. Buduje w człowieku postawę „bylajakości”7, bierności, indyferentyzmu, unikania podstawowych egzystencjalnych pytań, by nie kłopotać nimi swej (och, zapracowanej!) głowy. Ostateczny efekt to nieumiejętność bycia, działania, pracy, twórczości. Bo skoro postępowaniem rządzi bierność, „bylejakość”, lęk przed wychyleniem, przed zdrową konfrontacją, przed wejściem w dialog z drugim i ze światem – to jak można doświadczać otaczającego nas świata? Jak można się rozwijać? Jak wzrastać?

W ten sposób docieram do ostatniej cechy „ludzi-jajek tudzież jajo-ludków”. Jest to strach przed rozwojem. A czym jest ten rozwój i po co ten rozwój? O jakim rozwoju tu mowa? Powołam się tu na słowa Piusa VI, który w encyklice „Populorum progressio” pisał: „rozwój, o którym tu mowa nie ogranicza się jedynie do postępu gospodarczego. Aby był prawdziwy powinien być on zupełny, to znaczy winien przyczyniać się do rozwoju każdego człowieka i całego człowieka”8. Rozwój ten „nie jest pozostawiony dowolnemu uznaniu człowieka”9. Człowiek „będąc zaś wyposażonym w rozum i wolność, bierze na siebie odpowiedzialność i za swój rozwój, i za swoje zbawienie”10. Oznacza to, że wszyscy jesteśmy zobowiązani do autentycznego (rozumnego i całościowego) rozwoju samych siebie, jak również współdziałania z bliźnimi na rzecz autentycznego (rozumnego i całościowego) rozwoju społeczeństwa. Nie jest to rzeczą łatwą. Wymaga przezwyciężenia wielu trudności, jak niska samoocena, niezdrowa duma, strach, nihilizm, egoizm, hedonizm, fałszywe miłosierdzie, ideologizacja, poprawność polityczna, lenistwo, chciwość, bierność, problemy rodzinne, problemy finansowe czy bardzo negatywny wpływ współczesnej (pseudo)kultury. Ta bowiem, zamiast dynamizować rozwój osobowy, dąży do redukowania człowieka. Zaspakaja najniższe potrzeby, zarazem eliminując transcendencję z życia społecznego. Zakorzenia wady, bierność i na tym fundamencie promuje dewiacje oraz wszelkie postawy antyspołeczne. Ostatecznie dehumanizuje człowieka, czemu równocześnie bardzo często zwykła towarzyszyć humanizacja zwierząt. Musimy jednak pamiętać, że to nie współczesna (pseudo)kultura, to nie nasze wady, ułomności, środowisko, lecz my sami decydujemy o swoich działaniach, o swoim rozwoju. Dlatego też jesteśmy zobowiązani przełamywać się i opuszczać bezpieczne schronienie skorupki. Jesteśmy i mamy być bowiem ludźmi – nie bezosobowymi, zamkniętymi i niezdolnymi do relacji cząstkami jakiejś nieokreślonej, pseudospołecznej masy.

Tak dochodzimy do końca mego krótkiego tekstu. O ile, powtarzam, pozwoliłem sobie na nieco luźniejszą formę wypowiedzi, o tyle poruszony problem jest niezwykle ważny i godzien głębszej refleksji. Czy bowiem naprawdę jesteśmy w stanie poświęcić wszystko, cały geniusz i wielkość człowieka, tylko dlatego, że nie chce nam się działać? Że jesteśmy „wypaleni”? Zmęczeni? Że boimy się działać? Że się lenimy?11 Bo w młodości trzeba się wyszaleć? Bo coś jest popularne? Modne? Czy to mają być wystarczające powody, by zaakceptować rozprzestrzeniającą się „bylejakość” i ideologiczny terror? Fakt – pewnie łatwiej jest nie patrzeć, nie czytać, nie myśleć. Pewnie miło jest po prostu zamknąć oczy, zasznurować usta i nie interesować się. Stłamsić swoje poglądy. Być głuchym na rozumne argumenty, próby dialogu, krytykę. Udawać, że nie dostrzegamy nic złego. Lub narzekać. W kółko tylko narzekać, narzekać, narzekać, ale nic poza tym nie robić. Bo wszystko to wina świata, innych ludzi, narodu, Kościoła, szkoły, dzieci, rodziców, a „ja” co? „Ja” nic! Bo się chce żyć spokojnie, po prostu, bez problemów i trosk. Bez doświadczenia drugiej osoby. Cóż… Może któryś z szanownych czytelników tak właśnie myśli. Może któremuś z szanownych czytelników naprawdę wystarczy zaspakajanie tylko swych najniższych potrzeb. Może dla któregoś z szanownych czytelników perspektywa bycia jednym z wielu (ponumerowanych) jajeczek w tym czy innym koszyczku, to po prostu atrakcyjna opcja. Opcja i tyle. Jakaś nowość. Jakaś możliwość. Wygoda. Odpowiedzmy sobie jednak na pytanie: czy naprawdę jesteśmy świadomi wagi swoich działań? Czy naprawdę wierzymy, że jesteśmy całkowicie zdeterminowani? Nieistotni? I czy przypadkiem każde, nawet najładniejsze, jajeczko ostatecznie nie gnije lub nie kończy jako czyjaś jajecznica? Jeżeli tak jest (a wierzę, że nie ma nieśmiertelnych jajek), to wówczas nie ma nawet znaczenia czy ta potrawa będzie spożywana na brunatnym, czerwonym czy tęczowym talerzu. Efekt zawsze będzie taki sam. Człowiek zaprzepaści swoje człowieczeństwo. Zaprzepaści wszystkie wielkie dokonania kultury rozumu, dialogu i prawa, którą zastąpi kultura siły, dewiacji i kłamstwa. Życzę szanownym czytelnikom, aby nie dożyli takiego końca. Życzę też, aby zastanowili się nad wagą swoich działań. Jeśli nie będziemy działać, nic nie zdziałamy. Nic nie naprawimy. Nic dobrego nie utworzymy. Nic dobrego nie zostawimy po sobie. Do tego potrzeba bowiem pracy, cierpliwości, wysiłku. Nie ma nic za darmo i nic nie powinno być za darmo. Lecz aby nie kończyć tak „niefajnie”, tak „niesympatycznie”, wyznam, że można jeszcze spotkać wielu ludzi, którzy chcą się rozwijać, dbać o kulturę, tradycję, rodziny, przekazywać wiedzę, pracować, którzy umiłowali mądrość oraz prawdę. Wystarczy ich tylko poszukać, do czego szanownych czytelników zachęcam. Zatem Alleluja i do przodu! Szkoda czasu, by wegetować i gnić.

1 Mit zacofanego średniowiecza, mit krwawej Inkwizycji, mity oświeceniowe, mit Wielkiej Lechii, etc.
2 Wystarczy przywołać kłamliwe ubóstwienie Karola Marksa przez np. W. Liebknechta, F.A Sorge, M. Glassera.
3 S. Kopaliński, Jajo, w: Słownik Symboli, Warszawa 1990, s. 114.
4 Np. Piero della Francesco - „Sacra Conversatione”; Pieter Bruegel - „Kraina szczęśliwości”; Diego Velazquez, „Stara kobieta smażąca jajka”,  ;czy (jak sądzę) – Salvador Dali - „Metamorfoza Narcyza”.
5 S.I. Witkiewicz, O czystej formie, Warszawa 1932, s. 23-24.
6 Pogrubienie tekstu –  J.K.
7 To jeden z naszych grzechów narodowych.
8 Paweł VI, Encyklika Populorum progressio, Watykan 1967, nr 14.
9 Tamże, nr 15.
10 Tamże, nr 14.
11 To straszliwy grzech.

BIBLIOGRAFIA:

1. Kopaliński S., Jajo, w: Słownik Symboli, Warszawa 1990.
2. Paweł VI, Encyklika Populorum progressio. O popieraniu rozwoju ludów, Watykan 1967.
3. Witkiewicz S.I., O czystej formie, Warszawa 1932.

 

Jan Królewski,
II rok, Kulturoznawstwo, WSKSiM,