W dzieciństwie był jak inne dzieci: chodził do szkoły, pomagał rodzicom w domowych obowiązkach, rozrabiał czasem… Jedno wyróżniało go spośród rówieśników – niezwykłe nabożeństwo do Matki Bożej. To ona była jego Strażniczką od małego. Któregoś dnia mama Maksymiliana wypowiedziała znaczące słowa – „Mundziu, co z ciebie będzie”? Powinna zapytać raczej – „Czego dokonasz?”. Wkrótce potem małemu Rajmundowi ukazała się Maryja i przyjął na swe barki te dary: czystość i męczeństwo.

Dorosły Maksymilian podjął studia seminaryjne w Krakowie i Rzymie, kończąc naukę z podwójnym doktoratem z filozofii i teologii. Interesował się też fizyką i matematyką, co zaowocowało pracą: „O pojeździe międzyplanetarnym”. Zapukał do furty klasztornej franciszkanów i przyjął habit koloru czarnej ziemi, przypominającej mu o rodzinnym domu i braciach. Wolne chwile wypełniał lekturą o mistykach i ludzkiej duszy.

Nadszedł rok 1914 – wybuchła pierwsza wojna światowa. Jego brat Franciszek udał się na front, ojciec Maksymiliana wstąpił do legionistów i zginął w jednej z potyczek. Dusza przyszłego świętego była rozdarta pomiędzy kontynuacją życia duchownego, a odzywającą się w nim trąbką żołnierską. Postanowił walczyć w tej wojnie nie karabinem, nie granatem, ale różańcem i miłością do bliźniego. Jak mawiał: „Nienawiść nie jest twórcza, tylko miłość jest twórcza”. Pod wpływem agresywnych, antykatolickich parad, wiedziony natchnieniem Bożym zakłada Rycerstwo Niepokalanej, które do 1939 roku zdobywa 750 000 członków. Z jego inicjatywy pojawił się również „Rycerz Niepokalanej”. Gdy organizacja i czasopismo działały tak, jak Ojciec sobie to wymarzył – czas było pomyśleć o ludziach ubogich w wierze w krajach Dalekiego Wschodu. Zakonnicy z o. Kolbe na czele odpłynęli do Nagasaki i podjęli tam aktywną działalność przez kilka lat. Już miesiąc po jego przybyciu rozsyłano partie egzemplarzy „Rycerza” w języku japońskim.

19 września 1939 roku Niemcy wkroczyli na teren klasztoru i zaczęli kolejno zabierać jego mieszkańców. Ściśnięty w ciemnym i zatłoczonym wagonie o. Maksymilian został wywieziony do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Z bloku, gdzie go umieszczono, uciekł raz pewien więzień i kierownik obozu wybrał dziesięciu, którzy mieli być z tego powodu skazani na śmierć głodową. Numer 16.670 wystąpił z szeregu i zaproponował wymianę za więźnia, który rzewnie płakał, że osieroci rodzinę.

Zamknięto go wraz z kilkoma innymi więźniami w ciemnej celi na okres dwóch tygodni. Wymizerniały zakonnik o jednym płucu przetrzymał w betonowej ciemnicy razem z sześcioma innymi więźniami. Niemal bez przerwy się modlił albo intonował pieśni. Nikt nie wychodził, ciała zmarłych kolejno wynoszono. W końcu 14 sierpnia zarządzono wyczyszczenie bunkra i jeszcze żyjących Niemcy dobijali zastrzykami z fenolu. Maksymilian jest bliskim świętym naszych czasów, może nawet bardzo bliskim. Swoją niesamowitą, miejscami niewiarygodną wędrówką po ziemi udowadnia nam, iż każdy z nas może być świętym od zaraz – jeżeli wsłuchamy się w ciszę, gdzie mówi Bóg i może nam okazać jego pomysł na nasze życie.

Julia Starzak