Maski nienawiści

ROZMOWA z prof. Janem Szyszko, posłem (PiS), byłym ministrem środowiska

Na drzwiach Pana biura poselskiego nieznani sprawcy przykleili sprofanowany wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej. Zechciałby Pan przybliżyć okoliczności tego wydarzenia?

– Jest to biuro senatorsko-poselskie, które prowadzę wspólnie z senatorem prof. Janem Żarynem. Znajduje się ono na pl. Konstytucji 5/18, na piątym piętrze. W poniedziałek rano otrzymałem telefon od mojego współpracownika, który prowadzi biuro, że ktoś ponaklejał na drzwiach obrażające Matkę Bożą plakaty. Natychmiast poleciłem, aby o sprawie zawiadomić policję. Chwilę później pojawili się funkcjonariusze i zabezpieczyli dowody. Następnego dnia złożyliśmy oficjalne zawiadomienie na policję o popełnieniu przestępstwa polegającego na profanowaniu wizerunku Matki Bożej Jasnogórskiej i obrażaniu uczuć religijnych.

Otrzymał Pan już pierwsze informacje od policji?
– Jeszcze nie, ale czekam na ich stosowną reakcję w tej sprawie i podjęcie zdecydowanych działań.

Razem z prof. Janem Żarynem czekamy na to, sytuacja będzie się rozwijać. Gdyby i w tej sprawie – tak jak w poprzednich – śledczy bezradnie rozkładali ręce, to wtedy jestem gotowy podjąć stanowczą interwencję. Choćby u samego prokuratora generalnego.

Nawiązuje Pan do ataków na Pana stację badawczą w Tucznie?
– Tak, zaatakowano ją dwa razy i za każdym razem przestępcy byli bezkarni. Za pierwszym razem włamano się do stacji i zabrano stamtąd gromadzone przeze mnie przez lata eksponaty. Wyniesiono je przed stację i tam zniszczono. Z kolei w sali seminaryjnej zostawiono siekierę i porozlewano krew. Za drugim razem – przed konferencją, w której udział wzięło wielu ministrów krajów Unii Europejskiej – ponacinano drzewa na terenie stacji. Zrobiono to tak, aby pod naporem wiatru się poprzewracały. W ten sposób doprowadzono do sytuacji zagrożenia życia. To nie są żarty. Teren jest nieogrodzony i często przychodzą tam matki z dziećmi, aby się pobawić i wypocząć. Dlatego uważam, że jest to wyjątkowo bulwersujące, że organy ścigania nie potrafią schwytać tych osób.

Ma Pan jakieś podejrzenia, kto to może być?
– Nie wiem, kto mógłby decydować się na tego typu działania: bluźniercze i zagrażające życiu dzieci. Ale chcę zwrócić uwagę na pewien szczegół. Wiemy, kto kilka lat temu rozpoczął protesty w Puszczy Białowieskiej, domagając się zaprzestania prowadzenia przez nas kroków naprawczych. Wiele tych samych osób obserwuję na protestach przeciwko działaniom podejmowanym przez Lasy Państwowe. Krążą po całej Polsce i gdzie tylko leśnicy próbują wypełniać swoje obowiązki, to oni tam są. Blokują też istotne inwestycje gospodarcze. Później te same osoby widzieliśmy z parasolkami w rękach na „czarnych protestach”, gdy domagały się prawa do bezkarnego zabijania dzieci nienarodzonych. Spotykałem je także przed Sejmem, gdzie walczyły z reformą sądownictwa. A teraz te osoby zrzuciły czarne ubranka z feministycznych protestów i założyły na siebie tęczowe pelerynki, w których promują ideologię LGBT. To są ludzie, którzy walczą z nami dla samej zasady. Oni nienawidzą wszystkiego, co polskie i katolickie. Można by ich zapytać, czy coś wiedzą na ten temat.

Panie Pośle, a jak Pan odbiera zmasowane próby narzucenia Polakom ideologii LGBT?
– To, co oni robią, jest to nie tylko plucie na Polskę i Kościół, ale jest to w pierwszej kolejności obrażanie zdrowego rozsądku. Wzywają do powszechnej tolerancji, a przeszkadza im nasza wiara i praktyki religijne. Twierdzą, że oczekują szacunku, a w stosunku do katolików kierują się mową nienawiści. Twierdzą, że walczą o to, aby wszyscy ludzie byli równi, a domagają się przywilejów dla zdecydowanej mniejszości społeczeństwa. To, co robią, jest bardzo niebezpieczne. Tym bardziej że mamy już do czynienia z fizycznymi atakami na księży.

Nie odnosi Pan wrażenia, że to wyjątkowa łagodność organów ścigania względem agresorów wyznających ideologię LGBT jest paliwem do kolejnych ataków?
– Jestem zdziwiony, że ewidentne łamanie prawa spotyka się może nie z tolerancją, ale z bezsilnością instytucji powołanych do pilnowania porządku. Nie wierzę w to, że ta bezsilność wynika z braku umiejętności policjantów, to raczej przejaw strachu. Użyję przykładu Puszczy Białowieskiej. Prowadziliśmy tam działania naprawcze. Leśnicy są zobligowani do usunięcia martwych drzew, aby zagwarantować bezpieczeństwo publiczne wzdłuż dróg i w tych miejscach, w których ludzie zbierają grzyby lub jagody. Przeszkadzały w tym środowiska lewackie i liberalne, które dzisiaj w dużej części określają się mianem LGBT. Policja i straż leśna zareagowały prawidłowo i złożyły odpowiednie zawiadomienia do prokuratury. Z informacji, które otrzymałem, wynika, że prokuratorzy prawie wszystkie sprawy umorzyli. I w tej sytuacji funkcjonariusze policji i straż leśna czują się zagrożeni, bo są środowiska, które mogą robić wszystko, oni nie mogą podjąć reakcji, bo tamci mają po swojej stronie prokuraturę. To jest sytuacja kuriozalna.

Dziękuję za rozmowę.