„Mogą za nas mówić jedynie nasze obrazy”. Recenzja filmu „Twój Vincent”.

Źródło: flickr.com
Źródło: flickr.com

Dramat, kryminał oraz biografia, lecz nade wszystko pierwszy na świecie pełnometrażowy film wykonany w technologii animacji malarskiej. 65 tysięcy klatek filmowych ręcznie namalowanych przez ponad 120 artystów, powstających przez dziewięć lat. Pionierska produkcja Twój Vincent polskiej reżyserki i malarki Doroty Kobieli oraz Hugha Welchmana znalazła się na liście animacji zakwalifikowanych w wyścigu po nominację do Oscara.  Swoisty hołd dla holenderskiego wizjonera miał swoją światową premierę w czerwcu bieżącego roku. Od 6 października film można  obejrzeć na ekranach polskich kin. Polsko-brytyjska koprodukcja została zrealizowana przez studia filmowe o oscarowym dorobku: Breakthru Films oraz Trademark Films. Obraz jest współfinansowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej.

Za życia artysta nierozumiany i niedoceniony. Pozostały po nim tysiące rysunków oraz setki obrazów – dziś uznawanych za arcydzieła malarstwa. Malował zaledwie przez dekadę. Film Kobieli i Welchmana jest biografią Vincenta van Gogha. Przywołuje na ekran dzieła artysty, które opowiadają o jego życiu. Kreuje je jako pełne pasji, ale i dramatów, które kończy tajemnicza śmierć. Główny bohater, młody mężczyzna podejmuje się zadania dostarczenia listu napisanego przez nieżyjącego już Vincenta do jego brata, Teo. Rozpoczyna więc podróż, która prowadzi go do miejsca śmierci malarza. Poznaje dzięki niej najbliższych wspominających artystę, którzy byli naocznymi świadkami jego ostatnich tygodni życia oraz odkrywa szczegóły jego niewiadomego odejścia. Sama natura Vincenta wyłania się również z pisanych przez niego listów. To właśnie dostarczenie ostatniej korespondencji artysty – już pośmiertnie – staje się osią kompozycyjną scenariusza. Vincenty zaznacza w nim, że mogą za nas mówić jedynie nasze obrazy.

Twój Vincent został nakręcony najpierw jako typowy film z udziałem aktorów. Następnie każda klatka została ręcznie przemalowana. Efekt końcowy to połączenie gry aktorskiej oraz kunsztu malarskiego. Film to gratka przede wszystkim dla wielbicieli twórczości malarza. W filmie opowiadają głównie ludzie uwiecznieni na jego obrazach, pochodne dzieł samego mistrza. Sama technika nie jest niczym rewolucyjnym, jednak nikt do tej pory nie zdobył się na zastosowanie jej w pełnym metrażu. Co ciekawe, żeby uzyskać sekundę animacji, artyści musieli namalować aż dwanaście klatek. Szczególnie skomplikowane ujęcie 43-sekundowe powstawało przez około pół roku. Liczby niewątpliwie robią wrażenie. Jednak w mojej opinii nie jest to przerost formy nad treścią.

Wychodząc z projekcji, zapytałam widzów o ich pierwsze wrażenie na temat filmu.

– Film Twój Vincent wywarł na mnie ogromne wrażenie, przede wszystkim za sprawą nietypowej techniki w jakiej powstał, czyli malarstwa olejnego. Zarówno metoda animacji naniesionych farb, jak dobór kolorów naprawdę zachwycają.  Kolejną zaletą tego dzieła jest świetna fabuła. Widz jest prowadzony przez rozmaite sekrety i fakty z życia Vincenta van Gogha, poznaje świat w jakim przyszło żyć temu niezrozumianemu artyściepodkreśla Krzysztof.

– Jest to jeden z filmów, który jest takim majstersztykiem wizualnym, że nawet gdyby fabularnie kulał, oglądanie go i tak byłoby przyjemnością. Jednak fabuła nie rozczarowuje widza od pierwszych minut, aż do końca, co moim zdaniem, czyni z produkcji absolutne arcydzieło. Dumą napawa fakt, że jest to w połowie polska produkcjaocenia Aleksandra.

Dla mnie sam film stanowi nie tylko estetyczną ucztę dla oczu. Podczas półtoragodzinnego seansu,  doskonale buduje nastrój muzyka skomponowana przez samego Clinta Mansella. Urzekający utwór Starry Starry Night Lianne La Havas będzie mi towarzyszył niejednego, listopadowego wieczoru.

Justyna Majdak

Zespół Prasowy WSKSiM