Podnieść Polskę z upadku

Wielu porównuje współczesną sytuację społeczno-polityczną w Polsce do kryzysu wieku osiemnastego, kiedy doszło do rozbiorów Rzeczpospolitej. Pod wieloma względami wydaje się ona podobna. Kryzys osiemnastego wieku nastąpił już w czasach saskich, szczególnie ze względu na uwikłanie się polityki polskiej w uzależnienie od obcych. August II Mocny oraz jego syn August III niemal całkowicie uzależnili państwo od Rosji. Stanisław August Poniatowski nie zostałby królem Polski, gdyby nie caryca Katarzyna.

Poza tym elity polskie masowo wręcz jeździły a to do Petersburga, a to do Berlina, a to do Wiednia. Pobieranie wynagrodzenia od obcych dworów nie tylko było nagminne, ale i nie było uważane za naganne. Państwo polskie z takimi elitami nie mogło przetrwać. Najbardziej przykrym wyrazem pogubienia elit była konfederacja targowicka, która chcąc ratować stary ustrój (wolność szlachecką), zaprosiła wojska carycy Katarzyny do obalenia Konstytucji 3 maja. Działanie to skończyło się rozbiorem Rzeczypospolitej. Można zatem śmiało powiedzieć, że przyczyną upadku Polski była zapaść moralna elit. Innym elementem prowadzącym do wstrząsów ideowych państwa były fascynacje francuskim oświeceniem, które generowały konflikty ze starą katolicką kulturą polską.

Współczesna targowica

Współczesna sytuacja społeczno-polityczna obfituje również w cały szereg zachowań, które śmiało moglibyśmy porównać do osiemnastowiecznej Targowicy. I nie chodzi tutaj tylko o to, że część naszych polityków każdy niemal problem wewnętrzny wynosi na zewnątrz kraju, domagając się interwencji Brukseli czy Berlina w wewnętrzne sprawy Polski. Chodzi nade wszystko o to, że działanie takie nie jest napiętnowane przez sporą część polskiego elektoratu. Ludzie najbardziej nieraz atakujący na zewnątrz Polskę zyskują u nas poklask wyborców. Przyczyna tego stanu rzeczy leży nie tylko w nadmiernej wierze Polaków w dobroczynne działanie Unii Europejskiej (mamy bodaj najbardziej euroentuzjastyczne społeczeństwo w całej UE). Chodzi również o to, iż łatwo ulegamy nowemu modelowi kosmopolityzmu osnutego na kanwie ideologii multikulturalizmu. Ślepa wiara w to, że państwa narodowe przechodzą do lamusa historii, przypomina niestety czasy sowieckie – wtedy również głoszono ideologię budowania wszechświatowej wspólnoty socjalistycznej. Czym to się skończyło, wszyscy wiemy.

Ta polska łatwowierność wykorzystywana jest cynicznie przez wielkich graczy zewnętrznych, którzy w latach minionych z łatwością przejęli główne centra naszego przemysłu, kultury, a nawet mediów, siłą rzeczy uzyskali też wpływ na bieg spraw politycznych. Stąd tak mozolne wysiłki, by Polskę z tych uzależnień wydobyć. Państwo, którego obywatele w sporej części nie chcą pełnej niepodległości, nie może długo przetrwać. Stąd paląca konieczność naprawy Rzeczypospolitej.

Są u nas pojawiające się raz za razem marzenia, aby uzdrowić państwo niejako poza Narodem. Wpatrzeni w tradycję piłsudczykowską ludzie ci mają nadzieję, że gdy przejmą władzę, potrafią poprowadzić bieg spraw państwowych tak, aby Rzeczpospolitą wynieść na piedestał. Jednakże w łacińskim kręgu cywilizacyjnym działanie takie musi skończyć się fiaskiem. Wychowywać do niepodległości trzeba cały Naród. Przy czym niepełne jest samo hasło niepodległości bez dookreślania, o jaką Polskę nam chodzi. Niepodległa Rzeczpospolita może być pogrążona w odmętach ideologii, może popaść w różnego rodzaju błędy i zbrodnie. Ważne jest zatem, aby wychowywać ludzi w duchu klasycznym, w poszanowaniu tradycji katolickiego narodu. Niepodległość narodu ukształtowanego w duchu neomarksistowskim będzie bowiem zawsze iluzją. Wszak ideologia ta z samej swej natury podważa istnienie klasycznej wspólnoty narodowej, wyklucza czynnik religijny z kultury, uderza w rodzinę. Jeśli zatem chcemy niepodległości prawdziwej, a nie fasadowej (czekoladowej), musimy ją budować w świadomości Polaków.

Źródła kryzysu

Różne błędy polityczne wieku osiemnastego nie doprowadziły ostatecznie do zguby Narodu właśnie dzięki kulturze opartej na fundamencie katolickim. Mimo niewoli Naród pielęgnował swą kulturę i rozwijał ją na najwyższych piętrach ducha. Zatem i dzisiaj musimy o tym pamiętać, że los Polski zależy od Kościoła katolickiego i jego wpływu na życie wspólnotowe. Jak zatem bronić się przed zagrożeniami ideologicznymi i przed wprost płynącą z tego źródła głupotą polityczną Polaków? Przede wszystkim należy zdiagnozować źródła kryzysu, a dalej należy podjąć kulturową walkę o dusze Polaków. Mimo że na poziomie intelektualnym mamy zdiagnozowany problem (zob. dorobek Lubelskiej Szkoły Filozoficznej), na poziomie czynu dominuje bierność. W dużym stopniu jesteśmy zarażeni sposobem działania chrześcijan zachodnioeuropejskich, którzy za maską filozofii dialogu poddali się we wszystkich niemal sferach oddziaływania kulturowego, sprowadzając życie religijne do subiektywnych przeżyć indywidualnych osób. Taka metoda doprowadziła do niewyobrażalnego wręcz upadku życia duchowego świata Zachodu.

Powinniśmy się zatem uczyć na błędach naszych przyjaciół z Europy i USA, a nie z gorliwością je powielać. Na tych łamach chyba nie muszę przypominać, jak to niektórzy ludzie Kościoła atakowali Radio Maryja, uznając, że właśnie w tej rozgłośni i dziełach przy niej powstałych leży główny problem zaostrzonego konfliktu społecznego w Polsce. Po latach warto podjąć refleksję, gdzie, jako Naród, byśmy dzisiaj byli, gdyby nie Radio Maryja. To, że Naród Polski wciąż się broni przed zalewem genderyzmu, skrajnego ekologizmu czy też multikulturalizmu, zawdzięczamy w dużej mierze toruńskiej rozgłośni, a nie tym, którzy chcieli czym prędzej wprowadzić na nasz grunt zachodnio-europejską teologię wyzwolenia.

Czym szczególnym charakteryzuje się Radio Maryja, że odniosło tak ogromny duszpasterski sukces? Nade wszystko odwagą w głoszeniu Ewangelii i szczególnym zawierzeniem Matce Bożej. Takiej odwagi i takiej wierności narodowej tradycji potrzeba dziś polskim katolikom. Utrzymanie niepodległości wprost zależy od odrodzenia moralnego Narodu. To zaś jest możliwe tylko pod warunkiem powrotu do wiary katolickiej. Można zatem zaryzykować tezę, że Polska albo będzie katolicka, albo nie będzie jej wcale.