Na ostatniej prostej

Trzeci miesiąc w Chorwacji już za mną. Nie mogę uwierzyć, że czas płynie tutaj tak szybko.  Jest początek czerwca, pogoda dopisuje, a przede mną jeszcze dwa eseje do napisania… A potem już tylko wolność i podróże!

Maj był dość intensywny. To okres pisania prac zaliczeniowych i przygotowań do egzaminów. Na szczęście tych ostatnich udało mi się uniknąć, bo dobrze napisany esej został nagrodzony zwolnieniem z egzaminu. Profesorowie są wymagający, ale bardzo życzliwi. Zawsze cieszyli się, kiedy mówiłam, że jestem zadowolona z ich wykładów.

Ładna pogoda i wysokie temperatury nie sprzyjają nauce, o czym dobrze wie każdy student. Siedzenie w pokoju w ciągu dnia jest niemożliwe, noce też są bardzo ciepłe i duszne. Jedną z form spędzania wolnego czasu jest wyjście na siłownię – w sprzęt zaopatrzone są wszystkie akademiki, a miesięczny karnet kosztuje tu ok. 60 zł. Odpocząć można w pobliskim parku lub nad jeziorami.

Także i w tym miesiącu nie mogło zabraknąć wycieczek. Moim celem był Zadar – jedno z największych miast Dalmacji oraz piąte miasto Chorwacji. Zadar znajdował się pod panowaniem rzymskim, a za czasów Cezara i Augusta został umocniony murami obronnymi z basztami i trzema bramami. Zbudowano forum, liczne świątynie, bazyliki, amfiteatr oraz akwedukt. Dziś można zobaczyć pozostałości po wielu z tych budowli. Miasto słynie z wiśniowego likieru Maraschino. Jednym z miast partnerskich Zadaru jest polski Rzeszów.

Starówka ma typowo włoski styl: wąskie, kamienne uliczki, kolorowe kamienice, liczne kościółki, a tuż obok nich kafejki i restauracje. Nie sposób nie zakochać się w takim widoku. W centrum rzymskiego forum znajduje się kościół św. Donata z IX wieku, a w okolicy romańska katedra św. Anastazji oraz kościół św. Marii z charakterystyczną dzwonnicą. To jedne z najpiękniejszych zabytków Zadaru.

W nadbrzeże (dokładniej – w schody) niedaleko przystani promowej wbudowane są organy. Gdy tylko nadchodzi fala, wydają one niski dźwięk. Może się wydawać, że pochodzi on z morza. Kolejną, równie imponującą atrakcją Zadaru, jest pomnik ku czci Słońca. Jest to krąg o średnicy 22 m, składający się z paneli baterii słonecznych oddających wieczorem swoją energię w postaci świecących diod. Ponadto pomnik ten odzwierciedla Układ Słoneczny. Widok migających w nocy świateł jest naprawdę nieziemski.

W programie moich wycieczek nie mogło także zabraknąć wypadu na plażę. Te chorwackie są raczej kameralne i próżno na nich szukać widoków znad polskiego Bałtyku. Nie zmienia to faktu, że woda jest przezroczysta i bez problemu można dostrzec dno Adriatyku. Widać, że powoli rozpoczyna się wakacyjny sezon – coraz więcej ludzi relaksuje się na kamienistych plażach chorwackiego wybrzeża.

Słońce nie rozstaje się z Zagrzebiem ani na chwilę. To czas, kiedy letnie sukienki spisują się na medal. Dla Chorwatów to chyba jeszcze nie jest szczyt upałów, bo noszą spodnie, bluzy i płaszczyki. Ponad 30 stopni Celsjusza to dla mnie jednak zbyt dużo na takie stroje…

Wracam więc do pisania ostatnich esejów, by z czystym sumieniem oddać się odpoczynkowi i podróżom. Przede mną jeszcze Split i Dubrownik. W planach mam także zwiedzenie innych bałkańskich krajów. Czy się uda? Mam nadzieję! Ale o tym napiszę już w ostatniej relacji z mojego chorwackiego Erasmusa.

Maria Gondek