Nowe technologie w edukacji

Jeśli chcemy zmodernizować szkolnictwo zawodowe, inwestujmy w infrastrukturę informatyczną, która umożliwi kształcenie na najwyższym poziomie

W tym roku w Londynie od 23 do 25 stycznia odbywała się wielka światowa konferencja dotycząca wykorzystywania nowoczesnych technologii w edukacji Bett 2020. W konferencji, której najważniejszym elementem były olbrzymie targi prezentujące konkretne rozwiązania technologiczne, wzięło udział ponad 35 tys. uczestników, prelegentów oraz przedstawicieli rządowych agencji edukacyjnych z całego świata. System edukacyjny w Wielkiej Brytanii uważany jest za jeden z najlepszych na świecie, w którym umiejętnie łączone są klasyczne formy i treści kształcenia z najnowszymi rozwiązaniami technologicznymi. Obecnie większość takich rozwiązań wykorzystuje technologie informatyczne, stosując je w procesach dydaktycznych na wszystkich poziomach nauczania. Jednak najważniejszy jest cel, jaki stawiają sobie Brytyjczycy w odniesieniu do takich technologii – mają one wspierać nauczyciela w jego pracy w szkole. Nie zastępować, uzupełniać czy też nakładać nowe obowiązki i wymagać zdobywania kolejnych umiejętności, ale właśnie mądrze wspierać proces dydaktyczny, w którym to nauczyciel jest najważniejszym elementem.

Wsparcie, nie wyręczenie

W tym roku najwięcej miejsca poświęcono rozszerzonej rzeczywistości, robotyce oraz nowym metodom programowania ze szczególnym uwzględnieniem uczenia maszynowego. Te konkretne rozwiązania mają zmieniać oblicze edukacji i przygotowywać uczniów do właściwego używania zaawansowanej technologii zarówno w pracy zawodowej, jak i w życiu codziennym. Ponieważ brytyjscy nauczyciele bardzo pozytywnie oceniają wykorzystywanie technologii internetowych w procesie nauczania, firmy oferują coraz lepsze platformy edukacyjne, dostosowane do coraz popularniejszych metod spersonalizowanego nauczania. Odpowiednio zaprojektowane i wykorzystane platformy sieciowe pomagają nauczycielom dostosować proces nauczania w taki sposób, aby uczniowie mający kłopoty z jakimś konkretnym tematem byli wspierani przez systemy informatyczne inaczej niż uczniowie, którzy są w stanie szybciej opanować jakieś zagadnienie. Bardzo ważne w brytyjskim systemie nauczania jest wspomaganie procesu dydaktycznego odpowiednio przygotowanymi materiałami tworzonymi przez nauczycieli we współpracy ze specjalistycznymi firmami informatycznymi. Stworzone w takim modelu rozwiązania informatyczne są dostępne dla wszystkich uczniów w angielskich szkołach na zasadach otwartych, typu Open Source, które nie są objęte restrykcyjnymi prawami autorskimi. Wpływa to nie tylko na koszty wykorzystywania technologii informatycznych w szkołach, ale umożliwia również jego nieskrępowany rozwój oraz aktualizacje ze względu na możliwość dostępu do kodu źródłowego.

Zupełnie inaczej wygląda to w polskich szkołach. Co prawda zajęcia dotyczące nauki programowania i robotyki wpisały się w program nauczania wielu polskich szkół, ale w zakresie aktywnego wykorzystania technologii sieciowych jest już znacznie gorzej. W raporcie „Nastolatki 3.0”, przygotowanym przez Naukową i Akademicką Sieć Komputerową, zaprezentowano wyniki badań statystycznych, które pokazują strukturę stosowania nowych technologii na lekcjach w polskich szkołach. Niestety wynika z nich, że nauczyciele najczęściej wykorzystują nowe technologie w sposób bierny, koncentrując się na odtwórczych metodach nauczania. Zazwyczaj na lekcjach odtwarzane są filmy pochodzące z portali internetowych prowadzonych przez duże, ponadnarodowe koncerny informatyczne. Jak wynika z raportu, uczniowie wskazują, że nowe technologie edukacyjne to w 80 proc. wyświetlanie filmów, a w 75 proc. – prezentacji multimedialnych. Wykorzystanie specjalistycznych programów edukacyjnych oceniane jest na poziomie 60 proc. Te wskaźniki muszą się zmienić, należy zwiększyć wykorzystywanie aktywnych metod wspomagania edukacji i redukować formy bierne. Najbardziej niebezpieczne wydaje mi się powszechne stosowanie w procesie nauczania filmów, co przyczynia się do redukowania koniecznego i dużo ważniejszego czytania ze zrozumieniem długich i skomplikowanych tekstów.

W niewoli smartfona, czyli dylematy informatyzacji

Zastosowanie nowych technologii w edukacji musi również uwzględniać niezmiernie ważny aspekt dotyczący bezpieczeństwa sieciowego i odpowiedniego korzystania z urządzeń mobilnych. Obecnie coraz więcej programów edukacyjnych jest już projektowanych w taki sposób, aby były one dostępne nie tylko dla popularnych systemów komputerowych, ale również dla systemów mobilnych, np. telefonów komórkowych. Szczególnie rozwiązania sieciowe umożliwiają ich uruchamianie na telefonach komórkowych. I tutaj pojawiają się poważne problemy, których liderzy wdrażania nowych technologii w dydaktyce wydają się nie zauważać. Telefon komórkowy to rzeczywiście przenośny komputer podłączony do sieci internetowej, który można wykorzystać w nauczaniu, ale wymaga to zarówno odpowiedniego przygotowania, jak i koniecznego ujednolicenia metod stosowania tej technologii w nauczaniu.

Badania statystyczne pokazują, że ponad 80 proc. uczniów w wieku od 9 do 17 lat wykorzystuje dostęp do sieci za pomocą telefonu zazwyczaj nie w celach edukacyjnych. Natomiast polskie badania przeprowadzone przez NASK wskazują, że 30 proc. nastolatków spędza w sieci około 4 godzin, a aż 12 proc. ponad 8 godzin dziennie. Powszechne wprowadzenie aplikacji edukacyjnych, które będą dostępne również na telefonach komórkowych, spowoduje, że podane wyżej wartości jeszcze wzrosną. Poza tym rodzice, którzy do tej pory w rozsądny sposób kontrolują i ograniczają czas spędzany przez dziecko „z telefonem w ręku”, zostaną poddani dodatkowej presji. Przecież dziecko może stwierdzić, że musi się uczyć, a telefon jest mu do tego niezbędny. Nie trzeba mieć dużej wyobraźni, aby zrozumieć, że telefon komórkowy zacznie być traktowany jako elektroniczny podręcznik, do którego dziecko będzie miało nieskrępowany dostęp przez całą dobę. Na terenie szkoły również, przecież telefon jest potrzebny na lekcjach. Jeśli dodamy do tego projekt Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej, która ma do końca tego roku połączyć wszystkie szkoły w Polsce za pomocą szerokopasmowego internetu, to możemy być pewni, że czas spędzony przez dzieci w cyfrowym świecie smartfona jeszcze wzrośnie. Jak zatem ma się zmienić model kształcenia w polskich szkołach w takich warunkach?

Musimy rozwiązać poważny problem, czy wdrażać powszechne stosowanie telefonów komórkowych zarówno w szkole, jak i w czasie odrabiania zadań domowych. Czy też znaleźć odpowiednie rozwiązanie, które z jednej strony pozwoli uczniom skorzystać z najnowszych technologii edukacyjnych, ale z drugiej nie zwiększy czasu, jaki uczniowie spędzają z telefonem w ręku. Doskonale wiemy, że wiele polskich szkół stara się ograniczyć używanie telefonów na swoim terenie. Często jako dobry przykład na tym polu stawiana jest Francja, gdzie od września 2018 roku obowiązuje całkowity zakaz używania telefonów komórkowych w szkole. Jednak aby takie rozwiązanie mogło być wprowadzone, potrzebna była specjalna ustawa uchwalona przez francuski parlament. Podobne rozwiązanie obowiązuje już w Australii, gdzie w publicznych szkołach obowiązuje zakaz korzystania z elektroniki użytkowej. Według australijskiego ministerstwa edukacji, dzieci w szkole mają się skupić na nauce, a nie rozpraszać swoją uwagę przez korzystanie z elektronicznych gadżetów. Szczegółowe rozporządzenie wprowadza całkowity zakaz używania telefonów komórkowych przez dzieci do 6. roku życia, natomiast dzieci w wieku od 7 do 12 lat mogą posiadać telefon, ale podczas zajęć w szkole musi on znajdować się poza zasięgiem ich wzroku. Ten zakaz obejmuje również wszystkie urządzenia składające się na promowany obecnie przez koncerny medialne model „smart”, czyli inteligentne opaski treningowe, tablety czy też słuchawki oraz inne urządzenia multimedialne. Uczniowie, którzy nie zastosują się do zakazu, muszą liczyć się z konfiskatą urządzenia i stosowną karą statutową. Często podnoszony przez zwolenników używania smartfonów argument o konieczności kontaktu z dzieckiem w sytuacjach szczególnych reguluje w Australii paragraf stanowiący, że kontakt rodziców z dziećmi w pilnych sprawach musi odbywać się przez sekretariat szkoły. Podobne plany na rok 2020 mają Brytyjczycy. Minister szkolnictwa Nick Gibb stwierdza jednoznacznie, że szkoły powinny całkowicie zakazać używania smartfonów na terenie szkoły.

We Włoszech obowiązywał całkowity zakaz używania telefonów komórkowych, ale przepisy zostały złagodzone, ponieważ uznano, że telefony komórkowe mogą być używane na lekcjach, ale tylko na wyraźne polecenie nauczyciela i tylko w celach dydaktycznych. Jednak włoscy nauczyciele twierdzą, że nie są w stanie skontrolować rzeczywistej aktywności uczniów w klasie, i uważają, że złagodzenie przepisów wprowadziło niepotrzebny chaos w szkołach.

Szkoła w telefonie?

W Polsce żadnych odgórnych ustaw ani przepisów prawnych w tym zakresie nie ma. Teoretycznie szkoły mogą wprowadzać własne przepisy w statucie szkoły, ale niektóre środowiska prawnicze wskazują, że zakaz przynoszenia telefonu do szkoły oraz jego konfiskata są bezprawne, gdyż ingerują w konstytucyjną wolność uczniów. Problem rozwiązałaby stosowna ustawa sejmowa, która określiłaby również ramy koniecznego w procesie edukacji stosowania nowoczesnych technologii komputerowych. Przecież nadmierne korzystanie z telefonów komórkowych wiąże się z całą gamą problemów i niebezpieczeństw, wielokrotnie omawianych na łamach „Naszego Dziennika”. Najgroźniejsze jest uzależnienie od telefonu komórkowego, które zaczyna się od nomofobii. Jest to irracjonalny strach przed brakiem dostępu do telefonu komórkowego. Dzieci boją się, że ominie je jakieś ważne wydarzenie w sieciach społecznościowych albo że nie będą wiedziały, o czym rozmawiają ich rówieśnicy, kiedy są off-line. Poza tym częste przebywanie w cyfrowym świecie powoduje nadmierne, emocjonalne zaangażowanie w relacje wirtualne zamiast naturalnego podtrzymywania relacji między rówieśnikami. Prowadzi to do całego spektrum zaburzeń emocjonalnych, które zakłócają normalne funkcjonowanie dzieci. Używanie współczesnego smartfona powinno być raczej ograniczane i monitorowane, a nie zalecane jako szkolna pomoc dydaktyczna. Jednak to właśnie pomysły na wykorzystanie telefonów komórkowych w dydaktyce zyskują coraz więcej zwolenników. Tłumaczą oni, że właściwe używanie telefonu na lekcji jest najlepszym wyjściem. Umieszczanie na platformach edukacyjnych, dostępnych z poziomu smartfona, materiałów edukacyjnych, testów, informacji i materiałów multimedialnych to takie tworzenie szkoły w telefonie.
Taki pomysł jest jednak swego rodzaju utopią. Powszechne i obowiązkowe wykorzystywanie telefonów komórkowych podczas lekcji wymaga najpierw ujednolicenia wykorzystywanych urządzeń. Zanim nauczycielowi uda się podczas lekcji opanować problemy techniczne i wytłumaczyć uczniom, że mają wykonywać konkretne polecenia, a nie grać lub korzystać z komunikatorów, mija sporo cennego czasu lekcyjnego, który powinien być jak najlepiej wykorzystany. Każdy uczeń zazwyczaj ma inny telefon i używa go w spersonalizowany sposób. Skoordynowanie wykonania zadania w szkole za pomocą telefonów uczniów jest często niemożliwe. Przecież nie wszyscy uczniowie w klasie mają telefony, mądrzy rodzice sami ograniczają im dostęp do tego urządzenia. Poza tym telefony nie zawsze są systemowo dostosowane do aplikacji, jakiej chce używać nauczyciel, z kolei zastosowanie platform oferowanych przez koncerny takie jak Google wymaga skonfigurowania środowiska, pamiętania przez uczniów danych logowania, równomiernej prędkości transferu i często wielu innych technicznych ustawień, których nauczyciel nie jest w stanie opanować w krótkim czasie. I tak, zanim zacznie się właściwe wykorzystanie telefonu, często mija 15 minut, potem kolejne, i w końcu lekcja się kończy.

Nie krytykujmy nauczycieli, że nie mają pomysłu na wykorzystanie telefonu na lekcji. Często jest wręcz przeciwnie, czasami spotykam się z pytaniami ze strony nauczycieli o konkretną pomoc w rozwiązaniu problemów. Jednak większość problemów wymaga rozwiązań systemowych: ujednolicenia platformy sprzętowej, konfiguracji i znajomości zaawansowanych technologii sieciowych. Zatem, moim zdaniem, powinniśmy zrezygnować z modelu polegającego na powszechnym stosowaniu telefonów komórkowych w edukacji szkolnej.

Dobra edukacja kosztuje

Dużo lepszym rozwiązaniem jest korzystanie z klasycznej pracowni komputerowej, gdzie wszystko jest właściwie przygotowane pod względem technicznym. Jednak wtedy powstają inne problemy, związane np. z dostępem do pracowni czy też szybkimi zmianami w planach lekcyjnych. Powinniśmy zatem zapomnieć o modelu szkoły, w której znajduje się jedna pracownia komputerowa, przeznaczona oczywiście głównie na potrzeby zajęć z informatyki. W modelu brytyjskim szkoła musi posiadać kilka pracowni komputerowych przeznaczonych do prowadzenia zajęć z różnych przedmiotów. Standardem jest skomputeryzowana pracownia przedmiotów humanistycznych, gdzie prowadzone są zajęcia z historii, sztuki i filozofii, wyposażona w odpowiednie programy multimedialne, wspomagające nauczanie tych przedmiotów. Druga pracownia to zazwyczaj laboratorium przedmiotów przyrodniczych, gdzie nauczane są takie przedmioty jak chemia, biologia, fizyka i geografia. Oprócz standardowych komputerów znajdują się tam cyfrowe mikroskopy, systemy graficzne i projektory umożliwiające wizualizację różnych zjawisk przyrodniczych. Trzecią pracownią jest specjalistyczny warsztat przedmiotów technicznych, wyposażony w odpowiednie urządzenia cyfrowe przydatne w praktycznej nauce. Na wspomnianej we wstępie artykułu konferencji Bett takie właśnie rozwiązania były najczęściej prezentowane i omawiane.

Zastosowanie modelu brytyjskiego w polskich szkołach to bardzo trudny problem, którego bez wsparcia na szczeblu centralnym nie da się rozwiązać. I nie chodzi wcale o koszty wyposażenia takich pracowni, te wbrew pozorom są dużo mniejsze niż konieczność zatrudnienia do ich obsługi odpowiednio wykształconych specjalistów. Dzisiaj nawet najprostsza wydawałoby się sprawa, jaką jest zatrudnienie technika informatyka w szkole, ze względów finansowych jest bardzo trudna. Wolny rynek ustawił płace informatyków na bardzo wysokim poziomie w porównaniu z warunkami finansowymi panującymi w szkole. O dobrych specjalistów jest coraz trudniej, a ich kompetencji nie jest w stanie przejąć szkolny nauczyciel informatyki, ponieważ on musi się skupić na właściwym przeprowadzeniu coraz obszerniejszych merytorycznie zajęć ze swojego przedmiotu. A ponieważ postęp w technologiach informatycznych jest coraz szybszy, to możemy być pewni, że opisane powyżej problemy będą tylko narastały.

A przecież na powszechne stosowanie w dydaktyce czekają jeszcze nowsze rozwiązania. Technologia rozszerzonej rzeczywistości, jeśli będzie dostępna w każdej szkole, umożliwi przeprowadzenie lekcji z historii w wygenerowanej cyfrowo scenografii z konkretnej epoki, lekcje dotyczące różnych regionów geograficznych będą wzbogacone możliwością oglądania krajobrazów w technologii 3D, a na lekcjach chemii uczniowie będą mogli swobodnie poruszać się w świecie cząsteczek i molekuł. Lekcje techniki w wirtualnych warsztatach i halach produkcyjnych to kolejna korzyść, jaka jest już wprowadzana w szkołach angielskich. Jeśli chcemy zmodernizować polskie szkoły branżowe, to powinniśmy pomyśleć o inwestycjach w kosztowną infrastrukturę informatyczną, która umożliwi kształcenie zawodowe na najwyższym poziomie.

Zatem musimy sobie pilnie odpowiedzieć na ważne pytanie, czy chcemy kształcić polską młodzież w najlepszych standardach współczesnego świata, licząc się z koniecznością znacznych inwestycji w system edukacyjny, a nie ograniczając się jedynie do rozmów o podwyżkach dla nauczycieli. Czy też wzorem krajów „trzeciego świata” zaczniemy wprowadzać powszechnie w edukacji tanie rozwiązania wykorzystujące powszechnie telefony komórkowe i darmowe usługi oferowane przez ponadnarodowe korporacje informatyczne? Czy chcemy, aby w przyszłości nasze dzieci budowały silną gospodarczo i ekonomicznie Polskę, która będzie w stanie konkurować z najbogatszymi krajami świata, czy też ograniczymy wydatki na system edukacji i wtedy nasze dzieci będą tylko szeregowymi pracownikami w zagranicznych firmach produkujących i rozwijających najnowsze technologie?