Nowy rok w Bremie

Nowy Rok nie przyniósł w Bremie wielkich zmian – pojawiło się tylko trochę śniegu. Jest tu o wiele cieplej niż w Polsce, a śnieg to bardzo rzadki widok. Nie bez powodu mieszkańcy mówią, że w Bremie na zimę potrzebne są buty nie tyle ciepłe, co nieprzemakalne.

W drugim tygodniu stycznia pojechaliśmy (Piwniczka Ojca Pio) – tak jak w poprzednim miesiącu – na 62. Spotkanie Formacyjne Młodych „Emaus” w Haus Concordia. Zima w Concordii wygląda o wiele ciekawiej niż w Bremie. Gdy dojechaliśmy na miejsce, oprócz mrozu zastaliśmy piękny zimowy krajobraz i mnóstwo śniegu.

Spotkanie było wyjątkowe dlatego, że równo 9 lat temu po raz pierwszy polska młodzież mieszkająca w Niemczech spotkała się w Concordii pod duchową opieką ks. Bogdana. Tematem przewodnim 62. SFM „Emaus” były słowa z Ewangelii według św. Łukasza: „[…] sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi”. Początkowo spotkania nie odbywały się  pod nazwą „Emaus” – dziś bardzo dobrze oddaje ona ich cel: zauważyć w życiu Pana Jezusa, który –  choć Go czasem nie – wskazuje nam właściwą ścieżkę życia.  Konferencje pomogły określić, czym jest dla nas  „Emaus”. ”. Dla wielu to możliwość udziału w Eucharystii, adoracji Najświętszego Sakramentu, dla innych – spotkania, które pozwalają zrozumieć, że nie jesteśmy sami w wierze i wyznawaniu określonych zasad.

 

Po powrocie z Haus Concordia postanowiłem zwiedzić najstarszą dzielnicę Bremy – Schnoor. Jest to jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc w mieście. Pierwsze pisemne wzmianki o dzielnicy położonej nad Wezerą pochodzą z XIII w. Znajduje się tutaj koło 100 małych domków z XV-XIX w. Niektóre z nich zbudowano z muru pruskiego. Uliczki między domkami są bardzo wąskie, przez co nadają temu miejscu wyjątkowy charakter. Nazwa Schnoor pochodzi od słowa „Schnur”, które znaczy po prostu ‘sznur’ i językowo obrazuje szeregowy układ domków, które przypominają perły nawleczone na sznur. Według drugiej interpretacji była to kiedyś dzielnica rybaków .Rozpoczynając spacer po tej dzielnicy, natrafia się na małe kawiarenki, piekarnie, sklepiki z pamiątkami, galerie sztuki, a także na mały teatr. Przechodniowi wydaje się, że czas płynie tu o wiele wolniej – nikt się nie spieszy, nie widać miejskiego zgiełku. Jest to naprawdę wyjątkowe miejsce w Bremie. Większość osób, które tu przebywają, poza sprzedawcami, to turyści, którzy powolnie przechadzają się po wąskich uliczkach i oglądają sklepowe wystawy. To idealne miejsce na odpoczynek po całym dniu nauki – zwłaszcza, że już niedługo czeka mnie sesja egzaminacyjna wieńcząca semestralną przygodę z Bremą.

Bartosz Jankowski