Okiem krytyka – o spektaklu „Polityka”

Polityka „Dobrego Wieczoru”

Mówi się, że człowiek nie powinien wiedzieć dwóch rzeczy: z czego powstają parówki i jak się robi politykę. Teatr „Dobry Wieczór” pokazał, że próba oswojenia potwora przez śmiech jest zasadna. W weekend 14-15 stycznia 2017 r. w auli WSKSiM została wystawiona sztuka Polityka Włodzimierza Perzyńskiego.

Jak wskazuje sam tytuł, w sztuce nie brakuje  politycznych intryg. Akcja obfituje także w potyczki miłosne, które – zależne od ówczesnych konwenansów – stają się też ofiarą partyjnych podziałów. Czy prawdziwa miłość zdoła wznieść się ponad polityczne preferencje bohaterów? Komedia Polityka Włodzimierza Perzyńskiego obnaża kulisy życia politycznego w II RP. Widzowie przenoszą się do Polski lat dwudziestych – Polski pełnej korupcji, kumoterstwa i prywaty.

Wielkie brawa należą się studentom, którzy stworzyli scenografię do Polityki. Zaaranżowanie przestrzeni jako salonów dwóch różnych mieszkań było pomysłem trafionym w dziesiątkę. W przerwach między aktami, dzięki drobnemu zabiegowi zmiany niektórych szczegółów, udało się przenieść publiczność w inne miejsce wydarzeń. W klimat doskonale wprowadza Karol Kupczyk, który w barwny sposób komentuje akcję sztuki.

Jesteśmy świadkami zawziętej walki pomiędzy lewą a prawą partią polityczną. Przedstawicielką lewicy jest wyemancypowana Jadwiga Łazańska (w tej roli Maria Zakrzewska). Po stronie prawicy ważną rolę odgrywa jej polityczny przeciwnik, a jednocześnie adorator – Adolf Burski (Konrad Janik). Humor nie opiera się jednak na miłosnych intrygach, lecz jest wynikiem politycznych kłótni i schematycznych podziałów. To z nich widz się śmieje, to one są siłą motywującą działania bohaterów.

Maria Zakrzewska w swojej kreacji urzeka prostotą. Doskonale można zauważyć, że przeżywa wypowiadane słowa. Od pierwszych scen rysuje się jako kobieta dojrzała, dystyngowana, o spokojnym usposobieniu – widać także, że ciągle przeżywa dysonans pomiędzy tym, co czuje, a tym, co myśli. Walka wewnętrzna tej bohaterki jest zaprezentowana perfekcyjnie, a dialogi i ruch sceniczny dopracowane. Marysia jest idealną partnerką sceniczną. Z jej dialogów wypływa prawda, dlatego młoda aktorka nie ma problemu z przekonaniem widzów do tego, co aktualnie przeżywa.

Konrad Janik to debiutant na scenie „Dobrego Wieczoru”. Rola zakochanego, wrażliwego mężczyzny to niezwykle trudna kreacja. Widać, że aktor poświęcił jej przygotowywaniu wiele czasu. Konrad bardzo żywo gestykulował, przez co wypowiadane słowa często przelatywały mu między palcami. Stworzył bardzo barwną postać, której główną cechą charakteru był stres. Z pewnością w wielu sytuacjach uzasadniony. Jednak postać Burskiego dawała obszerniejszą paletę emocjonalną, której nie udało się wykorzystać. Konrad w wielu scenach odgrywał to, czego doświadczał. Był najbardziej wiarygodny, kiedy mówił od siebie.

W roli ojca Jadwigi Łazańskiej mogliśmy zobaczyć Jana Stępniewskiego. Postać ta wprowadzała dużo humoru. Specyficzne przygarbienie, mimika, dykcja, ruch sceniczny, reagowanie na zastaną rzeczywistość sceniczną udały się Jaśkowi bezbłędnie, dlatego bardzo mile wspominam jego występy na scenie.

W komedii przyjmowanie łapówek jest na porządku dziennym, a brak jakiegokolwiek pojęcia o polityce nie przekłada się na funkcję obejmowaną przez daną osobę. Ta idea zdaje się przyświecać Franciszce (Monika Ratuska) i ministrowi Kręciołkowi (Karol Nosek), którzy zawdzięczają swoje obecne posady układom oraz absurdom systemowym. Postać Franciszki jest najlepszą kreacją całego spektaklu. Monika wcieliła się w kobietę słabo wykształconą, nieokrzesaną, niemającą pojęcia o zasadach dobrego wychowania. Można pomyśleć, że odegranie takiej postaci jest łatwe, bo trzeba po prostu błaznować. To nieprawda. Stworzenie tak idealnie zarysowanego charakteru wymaga wielkiego wyczucia granicy. Monika doskonale ją zrozumiała. Jej pojawianie się na scenie wywoływało salwy śmiechu, który był subtelnie dawkowany przez młodą artystkę. Karol Nosek równie dobrze odnalazł się w roli ministra Kręciołka. Żarty serwowane przez niego są lekkostrawne i widać, że student doskonale bawił się w tej roli. Cechy, które określają tego bohatera to: przemyślany ruch sceniczny, adekwatne emocje i dobre partnerstwo. Przyjemnie patrzyło się na duet Karola z Moniką.

To już kolejna sztuka, w której możemy oglądać Maksymiliana Kosowskiego. Tym razem jako Kiełbikowskiego – amanta i cwaniaka. Ostatnie spektakle przyzwyczaiły widzów do obsadzania Maksa w postaci pana domu, dostojnego męża, poważnego charakteru. Postać Kiełbikowskiego jest okazją do zobaczenia zupełnie nowej twarzy aktora. Widoczny warsztat sceniczny pozwala Maksymilianowi do zabawy słowem, doskonałego dialogowania z innymi postaciami, przepięknej mowy niewerbalnej i doskonałego partnerowania. W swoim ostatnim monologu pokazał wielką klasę i udowodnił, że można grać… i grać…

Kolejną debiutantką na scenie „Dobrego Wieczoru” jest Maria Podolecka, która zaprezentowała rolę Hrabiny Linowskiej – kobiety spokojnej, dystyngowanej. Marysia idealnie wpasowała się w emocjonalność swojej bohaterki. Futro z lisa, które co chwilę poprawiała, niezwykle podkreślało powagę tej postaci. Spotkałem się z opiniami, że była to rola monotonna. Osobiście się z tym nie zgadzam. Scenariusz przewidział dla Marysi rolę osoby o wielkim – niezależnie od sytuacji –  spokoju wewnętrznym. Emocje pojawiają się, gdy hrabina jest adorowana przez Kiełbikowskiego. Udało się wyjść poza ramy zimnej kobiety. Należy pochwalić przemyślany ruch sceniczny i mowę niewerbalną. To dzięki nim artystka wypadła bardzo wiarygodnie.

Na scenie w epizodycznych rolach posłów pojawiają się także Maciej Truszczyński i Szymon Kamysz. Obaj panowie wprowadzają dużo lekkiego humoru. Bohaterowi zarysowani są niestety grubymi kreskami i nie jest nam dane poznać ich bliżej.

Role wymagające dużej pokory to lokaj i służąca. W tych bohaterów wcielili się Patryk Olewiński i Marta Grabowska. Kreację gosposi chciałbym szczególnie podkreślić, gdyż Marta pokazała, że nawet w tak drobnej roli potrafi być charakterystyczna. Znużenie, zmęczenie i brak zaangażowania w dziejące się w salonie intrygi potrafiła zamknąć w kilku słowach. Gdy pojawiała się na scenie, od razu wywoływała uśmiech.

Od przedstawionych wydarzeń minęło prawie 100 lat, ale treść Polityki Włodzimierza Perzyńskiego jest nadal aktualna. Dzięki temu komizm sytuacyjny – w połączeniu z talentami aktorskimi studentów – skutkuje szczerymi salwami śmiechu widzów, którzy wychodzą z teatru z przeświadczeniem, że to był dobry wieczór.