Jeśli ktoś śledzi naszego uczelnianego facebook’a, to zapewne widział zdjęcie i wpis, że wszyscy dotarliśmy do św. Jakuba! 21 września – to ten dzień, kiedy postawiliśmy nasze umęczone stopy w Santiago de Compostela. Pozwólcie jednak, że finał naszej Pielgrzymki zostawię na koniec i opiszę jeszcze ostatnie dni wędrówki.

Pomimo że poprzednie etapy drogi były bardzo wymagające, trzynastego dnia mieliśmy naprawdę dobre tempo i u wielu z nas nie było śladu po starych kontuzjach. Może to efekt pewnego rodzaju „placebo”, bo w planach mieliśmy do przejścia tylko 20 kilometrów! Ale jak to często bywa, na planach się skończyło. W Pontevedrze (tam wstępnie mieliśmy nocować) byliśmy bardzo szybko. Postanowiliśmy więc, że ruszamy dalej, do wioski Barro, gdzie zostaliśmy przyjęci bardzo dobrze. Wolontariusze przygotowali obiadokolację dla 40 pielgrzymów! Jedliśmy wspólnie z pątnikami z Niemiec, Ameryki Północnej i nawet Korei – później dowiedzieliśmy się, że Camino jest bardzo ważne dla Koreańczyków i – pomimo wysokich kosztów – bardzo licznie pielgrzymują do św. Jakuba. Do spania kładliśmy się w dobrych humorach.

Kolejny, przedostatni już dzień poświęciliśmy na podziekowania za wspólny czas spędzony na Camino. Były chwile wzruszenia. Pomimo tego, że każdy z nas jest inny i pojawiały się spięcia, to uważam, że tworzyliśmy wspaniałą grupę i każdy wniósł coś od siebie. Wiecie co jeszcze nas scalało? Wspólny Cel. Wszyscy szliśmy do św. Jakuba i do Pana Boga. Bez nich przejście tej drogi nie tylko byłoby trudne, ale przede wsyzstkim bez znaczenia. Marto, Edyto, Olu, Bartku, Kamilu, Robercie, ks. Mateuszu i o. Benedykcie – dziękuję Wam za wszystko!

W końcu nadszedł długo wyczekiwany dzień! Ostatni etap – dojście do grobu św. Jakuba. Niech to nikogo nie zmyli – łatwo nie było. Po raz pierwszy na naszej drodze pojawił się deszcz. Przemokło nam dosłownie wszystko, odezwały się także stare urazy. Ale nic nam pozostawało jak tylko maszerowanie do przodu – w końcu to nam wychodziło najlepiej przez ostatnie dwa tygodnie. Kilka zejść, kilka podejść, dwa zakręty i jest – przed nami ukazało się długo wyczekiwane Santiago de Compostela! Nikt nas nie witał chlebem i solą, ale przecież nie o to nam chodziło. Przed nami jeszcze spotkanie ze św. Jakubem. Kiedy weszliśmy do Katedry, powietrze z nas zeszło, w grupie panował spokój, a przecież przed chwilą walczyliśmy z bólem i deszczem. Zebraliśmy się razem i poszliśmy przytulić św. Jakuba.

Kiedy przyszła moja kolej, jedynie co miałem w głowie to słowo „dziękuję”. Wiem też, że św. Jakubowi, Matce Bożej i Panu Jezusowi będę dziękował całe moje życie za Camino. Każdego dnia, razem z moją Żoną Martą modliliśmy się w konkretnej intecji i wiemy, że każda z nich wymaga czasu i także naszego zaangażowania, aby Pan Bóg mógł działać. To było piękna Pielgrzymka. Życzę każdemu, aby mógł się wybrać w drogę do św. Jakuba!

Szymon Kamysz