„Portugalska Gwiazdka”

Boże Narodzenie zawsze i nieodzownie kojarzyło mi się z poświęcaniem czasu najbliższym oraz – co za tym idzie – z pobytem w rodzinnym domu. Od momentu rozpoczęcia studiów w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej czas przedświąteczny nabrał jeszcze większego znaczenia i oznaczał wyczekiwany powrót do domu. Wszystko inne traciło wtedy znaczenie. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, abym spędził grudniowe święta z daleka od rodziny. W tym roku po raz pierwszy było inaczej.

Dzięki studenckiej wymianie międzynarodowej dane mi było przekonać się, jak wygląda Boże Narodzenie w Portugalii –  miejscu oddalonym od centrum Polski o ok. 3500 km. Co łączy, a co dzieli oba kraje?

Zasadniczą różnicą jest pogoda. Chociaż w wielu rejonach Polski od lat na próżno by szukać śniegu, to jednak temperatura na ogół jest niska. W Portugalii śnieg o każdej porze roku byłby anomalią, a temperatury w okresie świąt znamionują polską wiosnę. W Lizbonie świąteczne zakupy możemy robić w swetrze lub bluzie (w południe jest nawet niepotrzebna). Co kupujemy na świąteczny stół?

Jedną z głównych potraw na portugalskim stole wigilijnym jest ryba. Nie jest to jednak karp, ale dorsz. Na tym, niestety, kończą się podobieństwa odnośnie do polskich potraw wigilijnych. Co ciekawe, przystawką do dorsza jest ośmiornica. Portugalczycy nie mają tradycji przyrządzania dwunastu potraw wigilijnych. Bardzo ważny jest dla nich deser, m.in. Bolo Rei, czyli ciasto królewskie. Z tym okrągłym, drożdżowym, zdobionym owocami ciastem związana jest ciekawa historia. Legenda tłumaczy pochodzenie ciasta. Według niej trzej królowie spierali się o to, który z nich jako pierwszy wręczy podarunek nowonarodzonemu Jezusowi.  Mędrcy spotkali piekarza, który pośpieszył  im z pomocą: upiekł ciasto z ziarnem bobu. Król, który na nie natrafił, miał prawo jako pierwszy wręczyć Dziecięciu prezent. Dawniej ciasta z ukrytym ziarnem wypiekano w portugalskich domach. Dziś odchodzi się od tej tradycji i opowiada jedynie przypowieść.

Wigilia jest dniem pracującym. Sąsiedzi Hiszpanów czekają na pierwszą gwiazdkę, która stanowi dla nich znak do rozpoczęcia uroczystej kolacji. W tradycji portugalskiej nie ma zwyczaju pozostawiania pustego miejsca przy stole. Choć nikt nie dzieli się opłatkiem, dzień poprzedzający narodzenie Chrystusa jest niezwykle rodzinny. Portugalczycy już 26 grudnia wracają do pracy.

Bardzo dużą wagę przywiązuje się do szopek bożonarodzeniowych, które z wielką dbałością są budowane przez całą rodzinę. Według tradycji miejsce w żłóbku powinno pozostać puste aż do pasterki. Co ciekawe, w języku portugalskim pasterka to Missa do Galo, czyli dosłownie ‘msza koguta’. Dopiero po północy w szopce można zobaczyć Jezusa.

Portugalska choinka jest bardzo podobna do naszej – ozdobiona łańcuchami, bombkami, cukierkami, suszonymi owocami. Portugalczycy odnajdują pod nią prezenty dopiero w poranek 25 grudnia. Mieszkańcy zachodniej części Półwyspu Iberyjskiego ubierają nie tylko choinki. Podczas spaceru można natknąć się np. na świątecznie przystrojone palmy. Centrum Lizbony jest ozdobione świątecznymi lampkami rozświetlającymi ulice i pasaże handlowe.

Spędzenie świąt w innym miejscu było ciekawym doświadczeniem. Portugalskie Boże Narodzenie ma swoje – nie ukrywam, że niekiedy dla Polaka zaskakujące –  zwyczaje i tradycje. W wyjątkowość opisanego tu czasu wpisana była też jego jednostkowość – święta w Portugalii prawdopodobnie już się nie powtórzą.

Artur Kosiński