Relacja końcowa z pobytu w Lizbonie

Ostatni miesiąc mojego pobytu w Lizbonie był bardzo stresujący. Po pierwsze, dlatego że zaczęła się sesja i trzeba było dużo czasu poświęcać na naukę. Po drugie, to były ostatnie chwile z moimi przyjaciółmi.

W grudniu było dużo słońca. Czasem można nawet było chodzić bez kurtki, jak gdyby była wiosna. Dlatego trochę dziwnie było patrzeć na ubrane choinki. Ale warto podkreślić, że stolica Portugalii w okresie świątecznym jest piękna. Ulice i budynki są udekorowane w światełka, choinki. Na głównych placach są bożonarodzeniowe jarmarki.

W pierwszych dniach tego miesiąca udałam się z moimi przyjaciółmi na drugi koniec Europy – Cabo de Roca. Dlaczego na drugi? Dlatego, że pochodzę z miejcowości, która znajduje się na granicy Europy i Azji. Więc mogę z pewnością powiedzieć, że przejechalam całą Europę! Również na tym przylądku jest umieszczony obelisk, dokumentujący to miejsce. Na nim są słowa portugalskiego poety Luisa de Camoesa: „Gdzie ląd się kończy, a morze się zaczyna”.

Dzielnica Belem jest takim miejscem, do którego chce się powracać. Główną przyczyną tego są babeczki Pasteis de Belem. Przepis tych babeczek jest przechowywany w tajemnicy. Dlatego spróbować je można tylko w tym miejscu. Zazwyczaj są duże kolejki. Jednak Belem warto polecić również osobom kochającym muzea. Są tam m.in.: Muzeum Sztuki Współczesnej, Muzeum Odkryć Geograficznych, Planetarium oraz Muzeum Powozów. Muzeum Powozów jest jednym z najpiękniejszych muzeum, które kiedykolwiek odwiedziłam. Znajdują się tam prawdziwe powozy używane przez królów Portugalii, zaczynając od XII wieku. Niestety nie było możliwości wejść do środka.

Przed powrotem do domu, ja oraz moje koleżanki, z którymi spędziłam te kilka miesięcy, zrobiłyśmy wycieczkę po Lizbonie, odwiedziłyśmy ulubione miejsca. Jednym z moich ulubionych jest park Estrela. Jest tam bardzo spokojnie i przyjemnie. Można przyjść pospacerować i poźniej napić się kawy w barze. Wieczorem poszłyśmy posłuchać tradycyjnej portugalskiej muzyki Fado. Jest ona grana głownie w restauracjach dzielnicy Alfama, jednej z najstarszych dzielnic Lizbony.

Mimo to, że było mi smutno wyjeżdżać – cieszyłam się. Spędziłam w tym miejscu dużo niezapomnianych chwil mojego życia i wiem, że to już nigdy nie powróci, nawet jeżeli przeprowadzę się do Lizbony.

Co mi dało te półroku w Portugalii?

  • Przede wszystkim nowe znajomości oraz wspaniałe przeżycia z tymi ludźmi.
  • Nauczyłam się nowego języka (to już jest czwarty na mojej liście – po rosyjskim, polskim i angielskim).
  • Doświadczyłam studiowania na uczelni w innym państwie. W tym radzenia sobie z obcymi językami.
  • Odkryłam dla siebie kilka nowych miejsc w Portugalii oraz Hiszpanii.
  • Trochę się spaliłam na plaży.
  • Uświadomiłam sobie, że nieważnie jak daleko jestem od domu rodzinnego, potrafię przeżyć wszędzie i mogę pokonać wszelkie bariery.

Po tych trzech „Erasmusowych” wyprawach, zgadzam się z powiedzeniem, że ”ERASMUS IS not one year in your life but YOUR LIFE IN ONE YEAR”.

Anastasia Mazhartceva