Rozpisane scenariusze

ROZMOWA / z prof. Hanną Karp, medioznawcą z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu

Borys Budka, przewodniczący Platformy Obywatelskiej, w jednym z wywiadów przyznał, że jego ugrupowanie ma – w podtekście w kieszeni – swoje media. Czy ta informacja jest dla Pani zaskoczeniem?

– Borys Budka powiedział to jakby mimowolnie, podczas rozmowy z portalem, który jest mu, mówiąc oględnie, bardzo przychylny. Już w czasie poprzedniej kampanii prezydenckiej Andrzej Wajda, sympatyzujący z Bronisławem Komorowskim, też mówił o zaprzyjaźnionych mediach. I rzeczywiście tak jest. Nie jest to dla nikogo żadną tajemnicą. Co więcej, te media także swojej stronniczości nie ukrywają. Wiemy, że Onet jest własnością zachodniego koncernu. To potentat na internetowym rynku medialnym, właściwie dyktuje bieżącą agendę informacyjną. Pan Budka głośno powiedział to, co wszyscy już wiemy, od wielu lat. Trzeba głośno to wyartykułować, że w tych wyborach podmiotami, które prowadzą realne starcie z obozem PiS: rządem Mateusza Morawieckiego i prezydentem Andrzejem Dudą, nie są sztaby wyborcze żadnego z kandydatów. Walkę wyborczą prowadzą koncerny medialne, które lata temu zagarnęły polski rynek mediów.

Media powinny opisywać rzeczywistość. Dzisiaj coraz częściej ją przede wszystkim kreują.

– Dzieje się tak już od wielu lat. To one powołują do życia jedne byty polityczne, a inne uśmiercają. Można powiedzieć, że właściwie decydują o wszystkim. Na długo przedtem, kiedy ruszyła kampania wyborcza, kiedy marszałek Sejmu Elżbieta Witek ogłosiła formalną datę wyborów prezydenckich na 10 maja, w każdej z tej wielkiej redakcji mediów elektronicznych – tak sądzę – ruszyły medialne sztaby wyborcze. Każde z nich miało już rozpisane dziesiątki scenariuszy wydarzeń i ludzi przygotowanych do pracy – łącznie z własnym medialnym wywiadem i kontrwywiadem. Na pewno jest też jakaś grupa przygotowana na samą końcówkę kampanii, z tak zwanym ostrym ostrzałem przeciwnika. Myślę, że te wielkie redakcje bardzo pieczołowicie się przygotowywały do rozgrywki w tegorocznych wyborach prezydenckich. A przecież obowiązkiem wszystkich mediów, czy to prywatnych, czy publicznych, jest rzetelne informowanie o otaczającej rzeczywistości – tej politycznej, gospodarczej czy ekonomicznej. W tej chwili wielkie media komercyjne utraciły swój charakter informacyjny. Dziś nadrzędną rolę mają tu wielkie pieniądze i wielkie interesy.

Kandydatka Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Małgorzata Kidawa-Błońska zapowiedziała, że jeśli wygra wybory, to zapoczątkuje zmiany w mediach. Będzie dążyła do zniesienia abonamentu i likwidacji Rady Mediów Narodowych.

– To świadczy o tym, że pani Kidawa-Błońska ma bardzo słabe rozeznanie, co do znaczenia roli mediów publicznych w Polsce, ale także w innych krajach UE. Media publiczne stanowią dobro publiczne, narodowe. Tak jest w każdym z krajów Europy. Gdybyśmy zrezygnowali w Polsce z mediów publicznych, opinia publiczna nie byłaby o wielu bardzo ważnych sprawach poinformowana, w tym o ważnych działaniach rządowych, o przedsięwzięciach prezydenta RP. W mediach komercyjnych brak neutralnej agendy informacyjnej. Są informacje raczej dezinformujące opinię publiczną. Oczywiście możemy na media publiczne narzekać, że są niedoskonałe, że pewne rzeczy przeprowadzają nieudolnie, ale wypełniają mimo to bardzo ważną misję, czyli informują. W mediach komercyjnych agenda informacyjna ma zwykle kontekst wyborczy. Opozycja zarzuca np. „Wiadomościom” TVP propagandę. Ale, zwróćmy uwagę, że bardzo często praca dziennikarzy mediów publicznych odbywa się w bardzo trudnych warunkach. W stacjach komercyjnych i w sieci poddani są oni negatywnej kampanii. To rodzaj mobbingu. W telewizji publicznej wypracowanie pewnej dobrej formy, realizacja misji wymaga czasu, spokoju, znalezienia odpowiednich ludzi do pracy. Chciałoby się, aby to wszystko było pogłębione, merytoryczne. To jednak wymaga dużo pracy, tymczasem codzienna praca odbywa się w atmosferze ciągłej rewolucji, jakby na wulkanie.
Odbieranie mediom publicznym środków finansowania z kasy państwa nie jest dobrym rozwiązaniem?

– To jest nieodpowiedzialne, nieprzemyślane i świadczy o głębokiej ignorancji. Media publiczne są bardzo ważnym sposobem kontaktu z obywatelami. Służą do budowania szerokiej opinii publicznej, także inicjowania bardzo poważnych społecznie dyskusji na różne tematy. Przecież my, jako społeczeństwo, wciąż mamy wiele spraw nieprzedyskutowanych. Mamy tu duże deficyty. Debata publiczna zawsze odbywa się za pomocą mediów, i to nie komercyjnych czy tabloidów. Nie można z tego rezygnować. Jeśli poważny polityk, aspirujący do stanowiska głowy państwa, tak mówi, to jest bardzo nieodpowiedzialny.

Dziękuję za rozmowę.