Smart City – miasta przyszłości

Rozwój miast zawsze odbywał się w ścisłym związku z najnowszymi zdobyczami technologicznymi, które najłatwiej stosować w dużych skupiskach ludzi, gdzie przynoszą one wymierne korzyści ekonomiczne i pozwalają zwiększać wydajność przemysłową. Pod koniec XIX wieku rozpoczął się proces elektryfikacji, który najpierw objął największe miasta Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii a potem Europy i najbogatszych krajów europejskich. Doprowadził on do zwiększenia liczby ludności w miastach, usprawnienia miejskich systemów komunikacji, wydłużył zarówno czas pracy jak i aktywności społeczeństw tam mieszkających. W wielu państwach nastąpiła migracja ludności ze wsi i małych miasteczek do dużych miast. W Anglii, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie już w latach 50 ubiegłego wieku w miastach mieszkało ponad 60% ludności kraju. Dzisiaj ten odsetek zbliża się do wartości 90%. Zatem najbogatsze, rozwinięte kraje świata to od kilku pokoleń, właściwie społeczeństwa miejskie.

Rozwój technologii komputerowych, spowodował na przełomie wieków XX i XXI przyspieszenie realizacji nowej koncepcji miast inteligentnych, zwanych również pod angielskim skrótem „smart-city”. Miasta takie mają, zgodnie z założeniami twórców, wykorzystywać zdobycze najnowszych technologii, szczególnie algorytmy sztucznej inteligencji, w celu „odpowiedniego” zarządzania infrastrukturą, kapitałem ludzkim oraz aktywnością społeczną w celu osiągnięcia jak najlepszej wydajności ekonomiczno-gospodarczej. Jednak aby zrozumieć co dokładnie oznacza „odpowiednie” zarządzanie mieszkańcami takiego miasta, musimy się dokładnie przyjrzeć konkretnym projektom, zarówno tym już zrealizowanym jak i planowanym w najbliższej przyszłości. Przegląd różnych koncepcji miast przyszłości stworzył zespół Alana Marshalla z tajlandzkiego Uniwersytetu Mahidol. W ramach projektu Ecotopia 2121 (wizualizacje projektu są dostępne na stronie https://www.ecotopia2121.com/ ), pokazano jak mogłyby wyglądać największe miasta świata, za sto lat. Projekt koncentruje się na zagadnieniach ekologizmu, współcześnie bardzo popularnej ideologii, która próbuje zmieniać zależności społeczno-ekonomiczne. Dzięki temu projektowi możemy jednak zobaczyć, jak współczesne elity polityczne wyobrażają sobie „nowe miasta dla nowego człowieka”. Nie muszę przypominać czytelnikom Naszego Dziennika, że w historii Polski budowano już Nową Hutę, miasto dla „nowych ludzi”, gdzie perfekcyjnie zaplanowano warunki życia klasy robotniczej, projektując domy, szkoły, ulice, place i skwery a „zapominając” o kościołach i negując duchowy wymiar człowieka. W taki mieście przyszłości, tylko dzięki staraniom ówczesnego metropolity krakowskiego kard. Karola Wojtyły udało się wywalczyć miejsce i rozpocząć budowę kościoła. Nowego człowieka nie udało się wtedy ukształtować, ale konsekwencje wdrażanej wtedy ideologii komunizmu odczuwamy do dzisiaj.

Promowana przez współczesnych neomarksistów budowa inteligentnych miast posiada wiele cech wcześniejszych, historycznych prób konstruowania nowego człowieka. Smart city to swego rodzaju techno-eko-utopie, gdzie lekarstwem na przeludnienie i zanieczyszczenia środowiska ma być budowa specjalnych stref dla wybranych grup społecznych. Jedno z pierwszych miast przyszłości Songdo, zaczęto budować w 2012 roku w Korei Południowej, na sztucznie usypanej wyspie w pobliżu miasta Incheon. Kosztem 40 miliardów dolarów ma tam powstać smart-city przeznaczone dla biznesmenów i klasy menadżerów ekonomiczno-prawniczych. W założeniu to pierwsze smart-city ma stać się konkurencją dla Hongkongu, Szanghaju czy tez Singapuru.
Songdo pierwsze smart-city.

Według analiz międzynarodowych agencji deweloperskich obecnie na świecie planuje się budowę wielu specjalnych smart-city. Plany wdrażane są w Chinach, Indiach, Nigerii, Kazachstanie, Kenii oraz Arabii Saudyjskiej. Szczegółowe lokalizacje są zazwyczaj objęte tajemnicą, ze względu na przewidywane ogromne wzrosty cen terenów inwestycyjnych. Warto zauważyć, że lokalizacje takich miast przyszłości dotyczą nie tylko rozwiniętych bogatych krajów ale również krajów bardzo biednych. Tylko czy w tym drugim przypadku smart-city nie staną się po prostu gettem dla najbogatszych, odgradzających ich od milionów biednych i ciężko pracujących obywateli? W takiej sytuacji szczytne ekologiczne lub równościowe cele stają się okrutnym oszustwem, wobec większości społeczeństw biednych krajów.

Quayside – prywatne miasto

Jednak wszystkie opisane powyżej projekty realizowane są przez państwa, w których istnieją systemy społeczne kontrolowane przez rządy, parlamenty i instytucje. Oczywiście planowane jest w nich zastosowanie algorytmów sztucznej inteligencji w celu usprawnienia komunikacji miejskiej, ruchu samochodów, pociągów i portów lotniczych. W każdym z tych miast realizowane będą elementy ideologii ekologizmu, często stawiające ponad człowieka interesy roślin i zwierząt. Poprzez wyeliminowanie konwencjonalnych źródeł energii i dzięki odgórnemu, automatycznemu sterowaniu użytkowaniem energią elektryczną, mają one osiągnąć niezależność zgodnie z polityką podobną do Europejskiego Zielonego Ładu. Miasta takie będą wyposażone w systemy inwigilacji obywateli (Kontrola umysłów, Nasz Dziennik 5 luty 2019) oraz systemy nadzoru społecznego podobnego chińskiego Social Credit System (Globalne więzienie, Nasz Dziennik 8 października 2018). Jednak najnowszy projekt smart-city nie będzie realizowany przez rządowe agencje ale będzie całkowicie prywatną inicjatywą. Firma Alphabet, która jest właścicielem m.in. popularnej wyszukiwarki internetowej Google, rozpoczyna budowę Quaside, prywatnego smart-city w pobliżu Toronto. Prywatna firma, która posiada monopol na zarządzenie informacją w skali globalnej zamierza budować swoje miasto, na które chce przeznaczyć kilkadziesiąt miliardów dolarów.

Quayside, projekt miasta przeszłość
Pinterest

Warto zaznaczyć, że firma która jest znana każdemu użytkownikowi internetu, z tęczowych literek pojawiających się w okienku wyszukiwarki, dysponuje kapitałem, rzędu 986 miliardów dolarów (według danych z lutego 2020 roku). Tak duży kapitał jest bezpośrednim efektem gromadzenia, przetwarzania i wykorzystywania danych otrzymanych od użytkowników, realizowanej przez Google. W Kanadzie już rozpoczęły się konsultacje społeczne, dotyczące rozpoczęcia budowy Quaside, która ma się rozpocząć w maju tego roku. Przygotowując się do tej inwestycji Google zwiększył najpierw liczbę etatowych pracowników w Kanadzie do 5 tysięcy oraz otworzył swoje nowe biura w Toronto, Montrealu i w Kitchener.

Projekt Quayside przewiduje, że nowe prywatne smart-miasto stworzy 44 tysięcy miejsc pracy, a docelowo będzie w nim mieszkać około 50 000 mieszkańców. Według Google w Quayside mają powstać „modułowe i dynamiczne” budynki, które będzie można łatwo rekonfigurować, jeśli zmieni się ich przeznaczenie. Mieszkańcami miasta ma być „klasa kreatywna” – administratorzy, menadżerowie, szefowie projektów i trenerzy rozwoju osobistego. Zostaną oni dowiezieni do pracy przez odpowiednio skonfigurowane samochody autonomiczne. Mieszkańcy, w trosce o ich kondycję fizyczną, będą musieli też korzystać z rowerów, stref treningu, siłowni i specjalnie monitorowanych, podgrzewanych zimą chodników. Ta infrastruktura będzie całkowicie zinformatyzowana a każdy mieszkaniec będzie mógł się w niej bezpiecznie poruszać za pomocą specjalnych aplikacji zainstalowanych na smartfonie. Ekologiczne śmietniki będą same sortować śmieci a inteligentne wodociągi będą monitorować zużycie wody i kontrolować ścieki odprowadzane z każdego mieszkania. Oczywiście wszyscy mieszkańcy będą mieć „bezpieczne i spersonalizowane konta”, oraz posiadać cyfrowy dowód tożsamości, za pośrednictwem którego zyskają, spersonalizowany przez administratorów, „dostęp do usług publicznych i sektora publicznego”. W założeniu firmy Google, miasto ma być równocześnie „laboratorium inżynierii społecznej”, gdzie przetestowane zostaną „nowatorskie systemy zarządzania kapitałem ludzkim”. Tak, człowiek stanie się w tym mieście kapitałem, szeregiem cyfr zapisanym w systemach komputerowych, który będzie wyceniany i oceniany jednocześnie przez 24 godziny na dobę. Taki system funkcjonowania smart-city ma pozwolić na osiągnięcie „pełnego potencjału innowacyjnego” mieszkańców. Zatem mamy tutaj do czynienia z najnowszą wersją kapitalizmu – kapitalizmem nadzorczym, gdzie mieszkańcy będą manipulowani i kontrolowani za pomocą specjalnie skonfigurowanych algorytmów umożliwiających osiąganie jak najwyższej wydajności w pracy.

Smart-city to miasta dla elit, zarządzających pozostałą częścią społeczeństwa. Jednak jego mieszkańcy muszą zapłacić za miejscówkę w smart-city odpowiednią cenę. Kosztem jest zgoda na pełną inwigilację i poddanie się rozkazom algorytmów zarządzających życiem w mieście. A ponieważ jest to miasto prywatne, więc właściciel nie będzie ponosił żadnych dodatkowych kosztów. Zatem aby przeprowadzić się do smart-city trzeba posiadać odpowiednie kompetencje. Nie używa się już słowa „wykształcenie” gdyż nie jest ono właściwe w neomarksitoweskiej nomenklaturze, ponieważ może oznaczać zbyt szerokie horyzonty intelektualne. Preferowane są zatem jak najwęższe kompetencje zwane czasami specjalizacjami. Muszą one być oczywiście potwierdzone odpowiednimi certyfikatami i kursami. Ponieważ proces edukacji jest kosztowny do smart-city musi się zgłosić osoba posiadająca już odpowiednie kompetencje. Zatem preferowany wiek mieszkańców smart-city to 25-50 lat. Oczywiście mieszkaniec miasta przyszłości musi być zdrowy, miasto przyszłości finansują tylko opłacalne ekonomicznie projekty – nie inwestują w opiekę zdrowotną i nie tolerują chorych, starych i słabych. Społeczne systemy emerytalne i rentowe nie istnieją. Jeśli ktoś pracuje i odłożył sobie odpowiednią ilość pieniędzy na „czas braku produktywnej aktywności” to może pozostać w mieście, ponieważ jest przydatny w systemie smart-city jako konsument. W przeciwnym razie musi opuścić miasto. Opieka zdrowotna w smart-city jest co prawda na najwyższym poziomie ale dostępna na komercyjnych zasadach, czyli bardzo droga. Ponieważ zazwyczaj po ukończeniu 50 roku życia pojawiają się choroby przewlekłe, kosztowne w leczeniu, zatem taki mieszkaniec smart-city powinien wtedy opuścić miasto i przenieść się „na peryferia”.

Schematyczny plan projektu Quayside Googla

Pełen monitoring i zarządzanie danymi personalnymi mieszkańców miasta ma umożliwić stworzenie „nowego paradygmatu” w budownictwie, transporcie i produkcji energii. Jednak aby takie zmiany wprowadzić należy odpowiednio dostosować system prawny nowego miasta. Dlatego Quayside ma być specjalną strefą ekonomiczną nowego typu, w której sztywne regulacje zastąpi monitoring i reagowanie w czasie rzeczywistym. Tylko takie „elastyczne reagowanie” ma pozwalać omijać obowiązujące prawa np. plany zagospodarowania przestrzennego. To właśnie te plany zawsze były ograniczeniem dla ogromnych apetytów inwestorów z branży nieruchomości. Zatem nowe prawo mają tworzyć wielkie – „nowe miasta”, a nie demokratycznie wybrane parlamenty czy też instytucje rządowe. Takie postępowanie budzi już dzisiaj sprzeciw niektórych inwestorów. Roger McNamee, inwestor zajmujący się wykorzystywaniem nowych technologii określił Quayside jako „dysktopijną wizję, dla której nie ma miejsca w demokratycznym społeczeństwie”. Natomiast kanadyjska organizacja broniąca swobód obywatelskich CCLA ostrzega, że rząd federalny musi na nowo określić zasady ochrony prywatności obywateli, gdyż w przeciwnym razie smart-city stanie się „strefą, gdzie nie obowiązuje konstytucja”.

Polska samorządów

W opisaną powyżej problematykę, doskonale wpisuje się inicjatywa polityczna wspierana przez Koalicję Obywatelską pod nazwą „Polska samorządów”. Według tej koncepcji kompetencje rządu centralnego i instytucji prawodawczych mają być znacznie ograniczone na rzecz samorządów, szczególnie tych działających w dużych polskich miastach. Manifest „Polska samorządów” został przygotowany przez Fundacje Batorego pod auspicjami Aleksandra Smolara. Można ją odczytywać jako przygotowanie instytucjonalnego i prawnego gruntu poprzedzającego budowę polskich smart-city. W Kanadzie obywatele mogą, chociażby teoretycznie, odwołać się od decyzji spółki Google do rządu federalnego. Chociaż trudno podejrzewać aby lewicowy premier Kanady Justin Trudeau stanął po stronie konserwatywnych, protestujących przeciw Smart-city obywateli, a nie po stronie liberalnych koncernów, promujących ideologie: ekologizmu, transhumanizmu czy też LGBT. W Polsce takie protesty ma ukrócić promowana przez „Polskę samorządów” instytucja weta samorządowego. Zatem to co obserwujemy dzisiaj podczas budowy w Kanadzie miasta przyszłości to nie odizolowany przypadek, ale element dużo większego planu budowy autonomicznych miast, przeznaczonych dla elit, które mają zarządzać społeczeństwami i jednocześnie pełnić rolę globalnych centrów zarządzania.