St. Xavier’s College w Kalkucie, 29.07.2016-15.08.2016

W dniach 29.07.2016 – 15.08.2016 przebywałem w Indiach w St. Xavier’s College w Kalkucie. Pobyt swój rozpocząłem na dwa dni przed celebracją święta św. Ignacego Loyoli, nauczyciela św. Franciszka Ksawerego, patrona Uczelni, a zakończyłem w Dzień Niepodległości Indii.

Pozwoliło mi to na uczestnictwo nie tylko w życiu codziennym uczelni, ale również na wzięcie udziału w uroczystościach i zanurzenie się w kulturowych przysmakach Indii.

Wykłady spotkały się z dużym zainteresowaniem studentów, zarówno od strony formy jak i treści. Standardowo zajęcia na uczelni prowadzi się dyktując studentom materiał do zapisania, czasami po konkretnej części materiału prowadzona jest dyskusja. Dlatego na początku moich zajęć studenci byli nieśmiali, gdy starałem się ich wciągnąć w dyskusję i zachęcić do zadawania pytań. W bardzo krótkim czasie przyzwyczaili się do nowego modelu, a nawet  go polubili i żywo angażowali się w debaty dotyczące poruszanych zagadnień. A tematów było aż 9, jako że Uczelnia wybrała wszystkie z zaproponowanych.

 

Na uznanie zasługuje sposób w jaki studenci odnoszą się do prowadzących zajęcia. Jest to postawa szacunku i zrozumienia, w jakim celu uczestniczy się w wykładach.

Pracownicy uniwersytetu, a w szczególności koordynator programów międzynarodowych, pani prof. Panchali San, byli bardzo mili i zaangażowani w mój pobyt. Pani koordynator służyła też wiedzą dotyczącą pożądanych i niepożądanych działań w tym tradycyjnym i zamkniętym społeczeństwie, broniąc mnie przed popełnieniem różnego rodzaju gaf oraz tłumacząc dziwne dla Europejczyka zachowania. Przykładowo dziwiło mnie różne odnoszenie się studentów do wykładowcy podczas wykładu i zaraz po jego zakończeniu. Zaangażowani i żywo uczestniczący w wykładzie studenci po jego zakończeniu wydają się być mocno zdystansowani. Okazuje się, że jest to wywołane różnicą w statusie społecznym studenta i profesora, a jeżeli dodatkowo prowadzący jest mężczyzną a studentka kobietą, to zaczyna obowiązywać kulturowo ugruntowane podejście, że jeżeli mężczyzna z kobietą rozmawia, to jest to oznaka romantycznego zaangażowania. Oczywiście wraz z macdonaldyzacją świata, gdzie studenci i studentki jedzą pizzę i hamburgery, zamiast tradycyjnych strojów noszą jeansy i chodzą do klubów (co do tej pory jest nie do pomyślenia w wielu częściach Indii),  podejście to stopniowo się zmienia.

Będąc w Indiach obowiązkowo należy spróbować tamtejszej kuchni – która jako jedyna była mi dostępna-  a właściwie tamtejszych kuchni (tamten region to region Bengali, gdzie za tradycyjną uważa się kuchnię Bengali ale dostępne jest wiele kuchni z różnych części Indii). Przyprawy pikantne i nietypowe z jednej strony sprawiały radość moim  kubkom smakowym, a z drugiej mój żołądek, przyzwyczajony do kuchni południowoafrykańskiej, podobnej do indyjskiej pod względem flory bakteryjnej, produktów i stopnia pikantności, czuł się wyśmienicie. Jednakże osobom niezwyczajnym do takich delikatesów sugeruję wziąć przy przedwyjazdowych zakupach w aptece również aspekt żywieniowy pod uwagę. Radzę również zaopatrzyć się w różnego rodzaje substancje w szczególności przeciw komarom, gdyż te roznoszą malarię i inne choroby. Oczywiście niepożądanych domowników wybierających miejsca jak materac jest więcej, o czym boleśnie i swędząco przekonałem się już na początku wyjazdu.

Nie zaleca się też samemu opuszczania lokalu, mimo że Kalkuta jest jednym z najbezpieczniejszych miast Indii, są to wciąż Indyjskie standardy bezpieczeństwa. Dlatego zostałem poproszony przez Uczelnie, by samemu się nie oddalać.

Osoby przyzwyczajone do europejskich standardów jak prysznic z ciepłą wodą, Internet, okno z widokiem na ulice (u mnie były nieprzezroczyste), czy wygodne łóżko powinny albo zarezerwować wysokogwiazdkowy hotel – gdzie dostaną również potrawy bezpieczne dla żołądka, albo przygotować się psychicznie i fizycznie na inne warunki.

Nieprzyzwyczajonym może też przeszkadzać w lecie wysoka temperatura (35-40C) oraz wilgotność bliska 100% powodująca z jednej strony ciągłą wilgotność skóry i ubrań a z drugiej pewną ospałość spowodowaną mniejszą ilością przyjmowanego tlenu, a wchodzenie i wychodzenie z pomieszczeń klimatyzowanych może skończyć się infekcją dróg oddechowych (proponuje wziąć z Polski lekarstwa). Dlatego sugeruję przyjazd zimą, wtedy temperatura spada do około 15-20 stopni. Oczywiście mówię o Kalkucie. Indie są bardzo zróżnicowane klimatycznie.

Ogólnie wyjazd uznaję za bardzo udany, bogactwo kultury – w tym kuchni, mile przyjęcie przez pracowników i studentów oraz doświadczenia, zdecydowanie przeważyły niedogodności lokalowe, 20 – godzinną podróż i deszczową pogodę. Wszystkim, którzy lubią przygodę serdecznie polecam.

Rafał Lizut