Szkoła życia na czeskim planie filmowym

fot. Ewelina Bednarska

Dwa miesiące w Czechach na planie filmowym wywarły duży wpływ na moje życie. Dzięki uczestnictwu w praktykach programu Erasmus zdobyłam doświadczenie zawodowe i odkryłam piękno czeskiej Pragi. To był mój pierwszy wyjazd za granicę na tak długi czas. Moja przygoda rozpoczęła się w lipcu 2016 r., kiedy razem ze znajomymi z uczelni wyruszyliśmy do Pragi na plan filmowy musicalu „Muzzikanti”. Ciekawość była ogromna.

Moja przygoda z filmem rozpoczęła się podczas drugiego tygodnia pobytu w Czechach. Miałam okazję uczestniczyć w projekcie, który dał mi możliwość zdobycia doświadczenia związanego z produkcją filmową. Poznałam osobiście aktorów, filmowców, producentów. Wraz z moimi kolegami z uczelni pełniliśmy funkcje runnerów, więc musieliśmy zajmować się między innymi opieką nad aktorami, scenografią czy pomocą reżyserowi i operatorom. Odkryliśmy wiele sztuczek, które stosują filmowcy. Byliśmy świadkami kręcenia scen w pomieszczeniach, w sztucznym deszczu, nad rzeką (jak również w niej) i w innych wielu interesujących, malowniczych miejscach. Na zawsze w mojej pamięci zostaną przepiękne Beskidy i zachodzące słońce za górami. Najbardziej pomysłową scenerią, podczas kręcenia poszczególnych ujęć, była scena rozstawiona na środku potoku. Zrobiła na mnie duże wrażenie. Kręciliśmy wtedy odsłony w Dolni Lomnej (w ośrodku, w którym mieszkaliśmy), nad tamtejszym górskim potokiem oraz na tak zwanym „Take It Izzy Camp”, w skansenie. To właśnie w nim nakręcono najwięcej scen.

Piosenki z musicalu były odtwarzane z playbacku, a sceny powtarzane nawet po dziesięć razy. Na planie filmowym to normalne, ponieważ często zmienia się wizja reżysera. Miałam okazję zobaczyć wszystko z bliska, również z perspektywy reżysera. Jego praca bardzo mi się spodobała. Zaciekawiła mnie. Reżyser jest artystą, który musi współpracować z głównym kamerzystą, co jest zadaniem trudnym, a jednocześnie twórczym i inspirującym. Ma nieustanny kontakt z aktorami, czego nie można powiedzieć o tak zwanej produkcji (to organizatorzy na planie filmowym). Zaobserwowałam, że wszyscy pracownicy muszą ze sobą współpracować. Atmosfera również ma znaczenie, zwłaszcza, że wszyscy pracują pod presją czasu. Zaskakujące dla mnie było to, że wbrew pozorom to nie reżyser, lecz jego zastępca, ma najwięcej pracy.

To, co mnie zaintrygowało, to sposób, w jaki powstaje montaż. W pewnym sensie już podczas kręcenia reżyser decyduje, które kadry będą po sobie następowały. To właśnie w tym momencie tworzy się koncepcja filmu. Obraz nagrywano z trzech kamer i drona. Ułatwiało to sposób szybkiego kręcenia, z różnych kadrów w tym samym czasie. Kiedy byłam w studio postprodukcyjnym zauważyłam, że montażyści o wiele lepiej radzą sobie z tworzeniem filmu, do którego mają o wiele więcej ujęć z różnych kamer. Odpowiednie przejścia z jednej kamery na drugą również ułatwiają pracę. 

Żyliśmy „na walizkach”, co chwilę przenosiliśmy się w inne miejsca. Mieszkaliśmy raz w ośrodku wypoczynkowym, w domkach letniskowych, a innym razem w wielkiej chacie w lesie. Zazwyczaj pracowaliśmy od godziny dziewiątej do północy, ale zdarzało się, że dzień zdjęciowy zaczynał się w południe, a kończył o czwartej nad ranem. Po skończonym kręceniu, jeśli było jeszcze wcześnie (to oznacza na przykład godzinę dwudziestą trzecią), filmowcy zapraszali nas do bufetu hotelowego. Tam długo rozmawialiśmy. Byli zdziwieni, że tak bardzo się staramy, przykładamy się do wykonywania poleceń, jako praktykanci. Byli pod wrażeniem naszego zaangażowania.

Po miesiącu na planie filmowym zdecydowałam się przenieść do Pragi i podjąć inną pracę – managera sprzedaży filmu. Myślałam, że ze względu na bardzo odpowiedzialne stanowisko nie dam sobie rady, lecz wszystko okazało się prostsze, niż zakładałam. Rozsyłałam maile i dzwoniłam do wielu biur telewizyjnych, a także do producentów filmowych i dystrybutorów zagranicznych. To było ciekawe doświadczenie, przyczyniać się do rozreklamowania filmów czeskiej wytwórni w różnych krajach. Nie żałuję swojej decyzji o przeniesieniu, ponieważ doświadczyłam różnorodnej pracy, w różnych miejscach. Na planie poznałam wielu ciekawych ludzi, zobaczyłam z bliska zajęcia poszczególnych osób, a w samym biurze atmosfera była inna, bardziej swobodna. Po rozsądnych godzinach pracy mogłam wrócić do mieszkania, odpocząć, zwiedzać stolicę, co pozwoliło mi na wykonanie wielu, ciekawych pod względem artystycznym, zdjęć.

Gdy pozostali praktykanci wrócili z planu filmowego do Pragi, znów mogliśmy razem spędzać czas. Zwiedziliśmy w Pradze wszystkie miejsca, które sobie zaplanowaliśmy, spotkaliśmy się z głównym kamerzystą planu, Davidem, który oprowadził nas po miejscach, o których nie było wzmianki w przewodnikach. Moim ulubionym miejscem, które nam pokazał, była ściana Johna Lennona. Błękitne niebo, wysoka ściana cała w graffiti, grajkowie uliczni i jesienne pomarańczowe liście, to wszystko, co było mi potrzebne do uchwycenia tych niezapomnianych chwil, w tym nadzwyczajnym miejscu. Zwiedziliśmy również praskie zoo. Jedno z największych na świecie. W Pradze zostaliśmy zaproszeni na spektakl sztuki nowoczesnej, w Teatrze Narodowym (Narodni Divadlo), w którym główną rolę grał Patrick (pierwszoplanowy aktor „Muzzikanti”). To było niesamowite doświadczenie zobaczyć na scenie (co prawda po czesku) swojego znajomego, który otrzymuje owacje na stojąco.

Mieliśmy okazję zwiedzić zamek na Hradczanach i wiele innych miejsc,jednak to panorama Pragizrobiła na mnie największe wrażenie. Żeby ją podziwiać, wdrapywaliśmy się na sam szczyt gór (w pobliżu naszego miejsca zamieszkania). Był to jeden z najpiękniejszych widoków, jakie w życiu widziałam! Chodziłam tam o różnych porach dnia, szczególnie przed zachodem słońca. Wtedy dachy kamienic oświetlone były najpiękniej. Tam zapominało się o troskach i wreszcie można było odetchnąć (na przykład po pracy w biurze). Brałam ze sobą kocyk, coś do jedzenia i spędzałam czas w otoczeniu lasu, pól, pasących się owiec, jednocześnie patrząc z góry na wielkie miasto.

Klimat „naszej Pragi” mogę opisać świetnym smakiem lodów cytrynowych sprzedawanych na Starym Mieście oraz słuchaniem oryginalnych aranżacji popularnych piosenek wykonanych przez skrzypków w nocy, na Moście Karola. To najlepiej opisuje nasze praskie spacery w czasie wolnym. Nie mogłam pogodzić się z myślą o opuszczeniu tego magicznego miejsca. Praga intrygowała mnie jako połączenie Paryża (kamienice nad Wełtawą), Rzymu (czerwone, ceglane dachy kamienic) i Toskanii (Wyszehradzkie „winnice”). Jednak w pewnym momencie powróciły wspomnienia z domu, pojawiła się tęsknota za miastem, w którym się urodziłam, za bliskimi, językiem ojczystym, za ulubionymi miejscami, przyjaciółmi. Zapragnęłam wrócić do kraju.

Praca w Czechach wiele mnie nauczyła: współpracy, punktualności, rzetelności, ale również odpowiedzialności i samodzielności, radzenia sobie z problemami (z daleka od domu, za granicą). Myślę, że każde z nas wróciło do domu bogatsze o doświadczenia. Wiele momentów wręcz odmieniło nasze życie, również prywatne. Nie zawsze były to momenty wesołe i szczęśliwe (takie chwile najczęściej uwieczniałam na fotografiach), ale była to przede wszystkim szkoła życia, a wspomnienia i doświadczenie, jakie zdobyłam pozostaną ze mną na zawsze.

Ewelina Bednarska

III rok dziennikarstwa WSKSiM