TEATR PIÓREM TEMIDY Zabawa, edukacja i pasja

Wydawałoby się, że w roku tak wyjątkowego jubileuszu Polski, roku, w którym obchodzimy stulecie odzyskania niepodległości naszej Ojczyzny, teatry wręcz rzucą się na rodzime sztuki, zwłaszcza klasyczne, zapomniane lub rzadko grywane. Ale – poza nielicznymi wyjątkami – tak się niestety nie dzieje. A jeśli już teatr sięga po utwór klasyczny, to zazwyczaj po to, by zatrudniony w nim tzw. dramaturg (nie mylić z autorem sztuki, dramatopisarzem) „nabazgrał” na tekście autora swoje nieszczęsne wypociny, mające niby nadać aktualność utworowi oryginalnemu. W ten sposób od dawna nieżyjącemu autorowi sztuki taki „dramaturg” (który nierzadko zarazem jest reżyserem spektaklu) wkłada myśli, poglądy i co tam jeszcze, niezgodne z ideą autorską.

Ale, jak wspomniałam, są chwalebne wyjątki od uprawiania tego wątpliwego moralnie procederu. Tyle że owe wyjątki nie są zauważane w mediach publicznych, nie są nagłaśniane, nie są opisywane, nie są recenzowane. Na przykład wspaniała, szlachetna działalność studenckiego Teatru Dobry Wieczór w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Scena założona i z powodzeniem prowadzona przez o. Dariusza Drążka CSsR (zarazem duchowego przewodnika studentów) ma już niemały dorobek. To głównie polska literatura. Wszystkie spektakle są znakomicie wyreżyserowane przez o. Dariusza Drążka i grane przez studentów tej toruńskiej uczelni. Dość wymienić m.in. „Fircyka w zalotach” Franciszka Zabłockiego, „Politykę” Włodzimierza Perzyńskiego, „Krewniaków” Michała Bałuckiego, sztukę Adolfa Abrahamowicza „Pupil pupila”, „Moralność pani Dulskiej” Gabrieli Zapolskiej, kilka komedii Aleksandra Fredry, dzieła Juliusza Słowackiego czy z ostatnich premier „Marcowego kawalera” Józefa Blizińskiego oraz „Konfederatów barskich” Adama Mickiewicza. Przypomnienie zapomnianego dramatu Mickiewicza, tak rzadko wystawianego, że wielu Polaków nawet nie wie, iż ten utwór istnieje, i pokazanie go w roku jubileuszowym w wielu miastach Polski – to rzecz godna najwyższej pochwały. Tym bardziej że przedstawienie jest doskonałe artystycznie i cieszy się wielkim powodzeniem u publiczności. A w roku jubileuszowym ten ważny i piękny tekst naszego wieszcza wpisuje się w dodatkowe konteksty i wybrzmiewa mocnymi znaczeniami.

Za zasługę teatrowi należy poczytać także wyciągnięcie z zapomnienia komedii Józefa Blizińskiego „Marcowy kawaler”. Właśnie niedawno ukazała się płyta z nagraniem tego przedstawienia w reżyserii o. Dariusza Drążka. Chwała teatrowi za przypomnienie tekstu, a zarazem postaci autora sztuki, znakomitego pisarza epoki pozytywizmu, uważanego za spadkobiercę komedii Fredry, przy tym wspaniałego patrioty, który za udział w Powstaniu Styczniowym trafił do więzienia.

„Marcowy kawaler” to krotochwila społeczno-obyczajowa, której akcja toczy się w dworku dziedzica Ignacego na kujawskiej wsi. Sztuka ma dodatkowy walor: etnograficzny. Bliziński interesował się etnografią, badał język i obyczaje wiejskie. Przyjaźnił się z wybitnym XIX-wiecznym badaczem folkloru Oskarem Kolbergiem (uwiecznił go w sztuce w postaci Heliodora).

Tytułowy marcowy kawaler, czyli Ignacy, zamierza ożenić się z młodą wdową i o pomoc w zaaranżowaniu spotkania prosi swego przyjaciela Heliodora, pisarza. Jednak do ślubu nie dochodzi, bo na przeszkodzie staje sprytna Pawłowa, gospodyni Ignacego, która podkochuje się w nim. Rola Pawłowej w wykonaniu Marty Słomczyńskiej to prawdziwa kreacja na miarę dojrzałego świadomego aktorstwa. Marta Słomczyńska gra na sporej ekspresji, ale nie przekracza granicy. Wykorzystuje różnorodność środków wyrazu: sposób wypowiadania kwestii (stylizacja na wiejską gwarę, dostosowany do tego tembr głosu), mimika, styl poruszania się, układ sylwetki itd. Wspaniała rola.

Wyraziste i w pełni przekonywające postaci zagrali pozostali wykonawcy: Szymon Kamysz jako Ignacy, Karol Nosek w roli Heliodora, Marta Grabowska jako Eulalia i Maciej Truszczyński w roli Grzempielewskiego. Świetnie dobrana obsada. Każdy z aktorów to inna osobowość, inny temperament, inny rys charakterologiczny. Wszystko to sprawia, iż zderzenie ze sobą postaci dynamizuje spektakl, tworzy należyty rytm akcji i podnosi dramaturgię całości. Przy tym rzetelna, wyprowadzona wprost z litery tekstu reżyseria o. Dariusza Drążka powoduje, iż akcja płynie lekko, spektakl bawi i uczy, łącząc humor z lekcją etnografii.

TEMIDA STANKIEWICZ-PODHORECKA krytyk teatralny