We władzy technologii

Jesteśmy u progu tworzenia cyfrowych kopii każdego człowieka

Dyskusja na temat kondycji współczesnej Europy toczy się od dawna i dotyczy różnych sfer nie tylko gospodarczych, którymi najbardziej powinny być zainteresowane agendy Unii Europejskiej, ale nade wszystko problemów kultury, tożsamości i rzeczywistych korzeni, z których wyrosły społeczeństwa krajów europejskich.

Dzisiaj jesteśmy zaszokowani potężną ofensywą ideologii gender, która nie kryje się już za plecami tzw. mniejszości seksualnych, ale chce narzucić swoje warunki całym społeczeństwom, stosując neomarksistowską metodę tolerancji represyjnej. Zapewne wielu z naszych Czytelników jest zaskoczonych tak szybkim i brutalnym marszem „tęczowej rewolucji”, która na swojej drodze niszczy wszystkie autorytety polityczne, naukowe i społeczne, które w jakikolwiek sposób krytykują jej założenia i metody. Sprawa zawieszenia profesora Aleksandra Nalaskowskiego z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, który ośmielił się krytycznie opisać w felietonie tzw. marsze równości, stanie się w tej materii zapewne historycznym precedensem. Jednak rzadko zastanawiamy się nad przyczynami takiej sytuacji, a wydarzenia, które obserwujemy dzisiaj, to logiczne konsekwencje procesów historyczno-społecznych, które zaczęły realnie zmieniać społeczeństwa świata zachodniego już w latach 60. ubiegłego wieku. Najczęściej wskazywaną cezurą czasową jest „rewolucja kulturowa”, która osiągnęła apogeum w maju 1968 roku. Dzisiaj obserwujemy tylko efekty procesu, który rozpoczął się ponad 50 lat temu i ciągle rośnie w siłę, zmieniając swoje metody i indoktrynując coraz to inne i szersze kręgi społeczne. Obecnie przybiera on formę skierowaną bezpośrednio w zmianę podstaw antropologicznych człowieka, wykorzystując najnowsze technologie, aby przekształcić ludzi w istoty „przejściowe”, manipulowane i kierowane w stronę nowej formy człowieczeństwa – transhumanizmu. Czy będziemy biernie czekać przez kolejne lata, aby ta ideologia zawłaszczyła kolejne obszary i zbudowała nową formułę społeczną, która dzisiaj jawi się nam jeszcze w kategoriach utopii? Pamiętajmy jednak, że w 1968 roku większość postulatów wysuwanych przez ruchy rewolucji kulturowej również była uznawana przez współczesnych za utopijne.

Kardynał Sarah o transhumanizmie

Niedawno w dyskusji na temat kondycji współczesnego społeczeństwa pojawił się mocny i wyraźny głos prefekta Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, ks. kard. Roberta Saraha. W październiku w Polsce zaprezentowano jego najnowszą książkę „Wieczór się zbliża i dzień już się chyli”. Jak informowało Radio Maryja, podczas prezentacji książki przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski ks. abp Stanisław Gądecki stwierdził, że „wydanie tej książki w języku polskim będzie czymś szczególnym i pomoże wielu ludziom w odpowiedzi na pytania, które sobie stawiają, a jeżeli nie stawiają, to jest okazja, aby sobie postawili”. Książka ta stanowi dopełnienie trylogii po wydanych w poprzednich latach pozycjach „Bóg albo nic” oraz „Moc milczenia”. Trylogia powstała na podstawie rozmów, jakie z ks. kard. Sarahem przeprowadził francuski dziennikarz Nicolas Diat. Wcześniej, przed polskim tłumaczeniem, książka ukazała się w językach francuskim i angielskim, wywołując burzliwą dyskusję wśród intelektualistów, zarówno tych, którzy utożsamiają się z Magisterium Kościoła katolickiego, jak i jego przeciwników. Już na okładce książki znajdujemy stanowcze określenie, że „nadszedł czas, by postawić bezkompromisową diagnozę. Chodzi o coś więcej, niż o analizę wielkiej przemiany naszego świata: uświadamiając powagę kryzysu, przez jaki przechodzimy, kardynał dowodzi, że uniknięcie piekła świata bez Boga, świata bez człowieka, świata bez nadziei, jest możliwe”. W książce jednoznacznie wskazywane są ogromne niebezpieczeństwa, jakie obecnie obserwujemy zarówno w zmianach kulturowych, społecznych, jak i technologicznych. Nie brakuje w niej również metafory porównawczej do czasów upadku starożytnego Imperium Rzymskiego.

W książce poruszanych jest bardzo wiele istotnych kwestii. Ja chciałbym się skupić jedynie na wątku dotyczącym problematyki transhumanizmu, która również znalazła się w rozważaniach ks. kard. Saraha. Aby lepiej zrozumieć to zagadnienie, musimy umieścić je we współczesnym kontekście społeczno-ekonomicznym. I tutaj najważniejszym odniesieniem staje się kontekst antropologiczny, gdyż współczesny kapitalizm potrzebuje już nie ludzi, ale tylko konsumentów. Dlatego najważniejszym celem, jaki stawia sobie współczesna cywilizacja, jest ciągłe zwiększanie produkcji, nieustanny wzrost gospodarczy i co za tym idzie zwiększanie możliwości konsumpcyjnych. Dlatego najważniejszą wartością staje się zysk jako cel sam w sobie. Współczesny człowiek nie jest w stanie podołać coraz wyższym normom wydajności, dostępności i kontroli. Zatem należy go koniecznie ulepszyć, zwiększyć jego możliwości, aby mógł konsumować więcej i przynosić coraz większy zysk. W ten sposób człowiek przestaje być podmiotem, a staje się przedmiotem, na który działają współczesne siły technologii, nauki oraz podążające razem z nimi ideologie. Kult ciągłego postępu przekłada się na konieczność ustawicznego „rozwoju człowieka”, ale nie w ujęciu wartości, lecz jedynie sprawności i skuteczności działania.

Ten proces odbywa się na wielu równoległych planach. Najbardziej widoczny jest w zmianach współczesnego przemysłu farmaceutycznego. Ulepszanie człowieka zaczyna się właśnie tutaj. Na rynku pojawiają się coraz nowsze, lepsze i coraz tańsze substancje chemiczne, które mają nas ulepszyć, pozwolić przezwyciężyć nasze ograniczenia i najmniejszym wysiłkiem osiągnąć stan „szczęśliwości”, cokolwiek by to oznaczało. Codziennie z ekranów smartfonów, telewizorów i gazet uśmiechają się do nas piękni i szczęśliwi użytkownicy różnych reklamowanych substancji. Granica pomiędzy lekiem a suplementem czy też chemicznym ulepszaczem jest coraz mniej widoczna. Małe rodzinne apteki, gdzie farmaceuta zazwyczaj znał swoich klientów, ich chroniczne dolegliwości oraz problemy ich najbliższych, zamieniają się w sieciowe, bezduszne „sklepy ze zdrowiem”, gdzie obok siebie na półkach stoją zarówno odżywki i farby do włosów, jak i leki przeciwbólowe albo przeciwzapalne. Nie widać różnicy. Człowiek chory, szukający pomocy, jest zamieniony w klienta-konsumenta, którego równie dobrze można „ulepszyć”, jak i wyleczyć. I zależy to raczej od potencjalnego zysku, jaki klient apteki może przynieść, a nie od realnej pomocy, jakiej poszukuje człowiek, który dopiero w następnej kolejności powinien być traktowany jako klient. Kardynał Sarah ten problem opisuje w bardzo bezpośredni sposób: „dla ponadczasowego kapitalizmu człowiek jest jednym z wielu zasobów, takim jak inne. Liczy się tylko bóg Pieniądz”.

Człowiek jak rzecz

Jeśli można usprawniać człowieka farmakologicznie, stosując różnorodne substancje biochemiczne, można również to robić za pomocą współczesnych technologii. Nic nie stoi zatem na przeszkodzie, aby „kupić” sobie lepszy wygląd, superbiałe zęby, oczy i uszy ulepszone za pomocą odpowiednio dostosowanych implantów technologicznych. Jedynym problemem jest cena – im droższa technologia, tym mniej klientów. Ale ceny ciągle spadają, a na rynku pojawiają się nowe produkty. To już nie jest uzdrawianie człowieka chorego, ale ulepszanie zdrowego klienta, bez głębokiego namysłu nad rzeczywistym miejscem człowieka i jego definicją w ujęciu antropologii chrześcijańskiej. Jeśli bezrefleksyjnie poprawiamy ciało człowieka, traktując ten proces jako normalną transakcję handlową, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby ulepszyć też umysł człowieka. Relatywizm, dualizm, redukcjonizm i wiara w bezwarunkowy determinizm panujący we współczesnej nauce stawiają dzisiaj naukowca w roli współczesnego kapłana. To on, zazwyczaj źle interpretując paradygmat naukowy, sam ustanawia normy, wskazuje niesamowite możliwości technologii i wkracza w obszar do niedawna niedostępny dla „szkiełka i oka” nauki. Bada, opisuje i chce zmieniać ludzki umysł, bo przecież ten, który dostaliśmy jako dar od Boga, jest przestarzały, szwankuje mu pamięć, nie potrafi przeczytać tysięcy stron tekstów dziennie, nie mówiąc już o hurtowym pisaniu prac naukowych. Należy zatem stworzyć człowieka nowego, lepszego, bardziej wydajnego. Pojawiają się już technologie mające określać pojęcia moralne i etyczne przy wykorzystaniu uczenia maszynowego i algorytmów sztucznej inteligencji. Kardynał Sarah przestrzega przed takim postępowaniem, pisząc: „Człowiek pragnie pozbyć się swego ciała z krwi i kości, żeby przyodziać się w krzem i stal. Komórki się starzeją, ciała się zużywają: metal zaś można zastąpić. Dlatego transhumaniści zgłębiają sposoby doładowania danych w mózgu i transplantacji osobowości do innego ciała!”

To już nie utopijne koncepcje, ale realnie działające implementacje technologiczne, na razie pojedyncze, działające tylko w laboratoriach, jeszcze bardzo drogie oraz często niezgodne z obowiązującymi normami prawnymi. Ale to wszystko może się zmienić i to nie za kilkadziesiąt lat, ale być może już w nadchodzącej dekadzie. Przecież najlepszym produktem komercyjnym, jaki można zaproponować klientom, jest świat bez cierpienia, trwający w radosnym szaleństwie karnawału bardzo długo, nawet wiecznie. Jeśli tylko zbudujemy wydajny komputer kwantowy, opracujemy odpowiednie algorytmy i zbierzemy wystarczającą ilość danych o każdym kliencie, aby uruchomić symulacje jego umysłu w cyfrowych topologiach holograficznych. To już nie utopia albo fantazja rodem ze studiów filmowych, ale nadchodząca coraz szybciej rzeczywistość, przed którą przestrzega ks. kard. Sarah. Na razie na horyzoncie widzimy jedynie bariery ekonomiczne, technologie transhumanizmu są bardzo drogie i zapewne dostępne będą jedynie dla nielicznych, tych najbogatszych.

Cyfrowa kopia człowieka

Taki cyfrowy transczłowiek, jako mieszkaniec Nowego Wspaniałego Świata, to przecież idealny pionek na szachownicy dziejów świata, sterowany przez administratorów, celebrytów i pseudoautorytety. Najważniejszy jednak jest fakt, że taki transczłowiek będzie zupełnie pozbawiony cnót Boskich, przecież wszystko będzie zawdzięczał sobie oraz technologii, którą stworzyli inni ludzie. Będzie pozbawiony wiary, nadziei i miłości, co zniszczy całkowicie możliwość odróżniania prawdy, dobra i piękna. Zaburzenie tej podstawowej triady, naruszenie któregokolwiek z jej elementów, zawsze powoduje katastrofę. Nie ma przecież prawdy, która nie jest dobra i piękna. Nie ma dobra, które nie jest prawdziwe i piękne, i nie ma piękna, które nie reprezentowałoby dobra i prawdy. Jak wygląda tzw. sztuka współczesna pozbawiona tych podstawowych atrybutów, możemy się przekonać codziennie, obserwując różne przekazy medialne. W takim właśnie świecie ma zostać umieszczony odpowiednio usprawniony transczłowiek.
Ten proces już trwa, a najbardziej widoczny jest w technologiach globalnej cyfryzacji, przesunięciu do wirtualnych przestrzeni systemów komputerowych wszystkich podstawowych aktywności i czynności człowieka. Systemy informatyczne działają ciągle w tle, schowane za zasłoną większej użyteczności, lepszej wydajności oraz zwiększonej sprawności usług lub produktów w sposób często niedostrzegalny. Te procesy cyfryzacji, szczególnie w odniesieniu do systemów komunikacji, dokonują już dzisiaj spustoszenia zwłaszcza wśród najmłodszego pokolenia. Wielu nastolatków nie potrafi żyć bez dostępu do sieci, ciągle wpatrzeni w „czarne lustro” swojego smartfona nie umieją już nawet sprawnie i bezpiecznie poruszać się w realnym świecie, stając się coraz częściej ofiarami wypadków. Dla tych młodych ludzi, żyjących już w dużej mierze w cyfrowym świecie, samo pojęcie „przejście na stałe” do wirtualnych przestrzeni będzie tylko formalnością. Kolejnym gadżetem elektronicznym, który pozwoli im jeszcze lepiej niż dotychczas połączyć się ze swoim znajomymi dostępnymi „gdzieś w sieci”.

Zatem koncepcja transhumanistów jest już niejako zrealizowana, wymaga jedynie ulepszenia technologii BCI (interfejsów mózg-komputer) oraz opracowania rozwiązań formalno-prawnych dotyczących globalnego rynku cyfrowego. Już dzisiaj w Chinach wprowadzana jest obowiązkowa funkcja rozpoznawania twarzy użytkownika dla wszystkich nowych numerów telefonów komórkowych, zapewne w ciągu kilku miesięcy wprowadzone zostaną kolejne spersonalizowane usługi, pozwalające zbierać dane biologiczne, morfologiczne i społeczno-psychologiczne każdego użytkownika. Młodzież dzisiaj coraz częściej korzysta z aplikacji symulujących osobistego asystenta, cyfrowego przewodnika duchowego czy też wirtualnego coacha-trenera. Te aplikacje przyzwyczajają coraz bardziej do interakcji z algorytmami sztucznej inteligencji imitującymi głos i zachowanie człowieka, niwelując jednocześnie umiejętności komunikowania się i interakcji w rzeczywistym świecie. Transhumaniści widzą w tych procesach przygotowywanie do tworzenia cyfrowych kopii każdego człowieka. To procedura najtrudniejsza z punktu widzenia ideologów transhumanizmu, gdyż wymaga zmiany nawyków u ludzi, którzy mają lepiej się czuć w świecie swoich cyfrowych kopii niż w świecie rzeczywistym. Już dzisiaj wielu badaczy zwraca uwagę, że właściciele portali społecznościowych wiedzą o młodych ludziach dużo więcej niż ich naturalni rodzice.

Tarcza Ewangelii

Jeśli ten proces uda się ulepszyć i przyspieszyć, to zastosowanie zmian technologicznych i pozostawienie kopii umysłu człowieka zamkniętego w cyberprzestrzeni będzie już potem jedynie „techniczną formalnością”. Przecież w cyfrowym świecie zostaną wyeliminowane wszystkie „niedogodności” realnego życia: głód, ból i strach. Realizacja utopijnej wizji własnego szczęścia, definiowanego tylko przez człowieka w dogodnych dla niego systemach wartości, będzie w końcu możliwa. Zniknie pojęcie tajemnicy, daru, zależności, niepotrzebne staną się pojęcia miłości i miłosierdzia. Kiedy przyjrzymy się temu problemowi bliżej, to zauważymy, że już dzisiaj portale społecznościowe zamykają nas w „bańkach informacyjnych”, tylko w kręgu naszych znajomych, którzy podzielają nasz punkt widzenia, zwany czasami górnolotnie światopoglądem. Zatem informacje, które do nas docierają, są już odpowiednio odfiltrowane, abyśmy otrzymywali tylko te, których oczekujemy i które mogą nas utwierdzić w słuszności naszego wyboru. Długotrwałe przebywanie w takim sterylnie cyfrowym środowisku informacyjnym prowadzi do złudzenia, że większość „myśli jak ja”, tylko „niewielka grupa ekstremistów” ma odmienne zdanie, ale ich przecież jest bardzo mało i mówią o rzeczach, które zupełnie nie pasują do naszych przekonań.

Chrześcijańskie wartości w takich środowiskach cyfrowych są wyśmiewane, odrzucane i bezczeszczone, zazwyczaj bezkarnie. Kardynał Sarah w swojej książce przypomina nam, katolikom, że „Jezus mówi nam (chrześcijanom), że jesteśmy solą ziemi, a nie cukrem świata”. To my jesteśmy powołani, aby głosić prawdę zawartą w Ewangelii, nigdy nie byliśmy i zapewne nie będziemy w większości. Tylko jak dotrzeć do ludzi zamkniętych w swoich „kokonach wiedzy”, gdzie nie ma miejsca dla dobra, prawdy i piękna? Wymaga to od nas nie tylko ciężkiej pracy, ale również zawierzenia, że tylko w oparciu o Ewangelię i prowadzeni przez Ducha Świętego możemy zdziałać wiele razem, łącząc siły w nadziei na zmianę społeczeństwa. A konkretne wskazówki znajdziemy we wspaniałej książce ks. kard. Saraha.