Zabawa w klimat

W roku 1992, wolą polityczną prawie 200 państw świata, wprowadzono w życie konwencję klimatyczną ONZ. Zakładała ona, że należy dokonać stabilizacji koncentracji gazów cieplarnianych (patrz: dwutlenku węgla) w latach 2008-2018. Aktem wykonawczym stał się przyjęty w roku 1997 Protokół z Kioto, który zawierał takie konkretne limity redukcji dla poszczególnych państw wysoko rozwiniętych, aby osiągnąć cel konwencji klimatycznej.

Radosna twórczość komisji Europejskiej

Już w roku 2005 Polska wykonała z dużą nawiązką swoje zobowiązania. Dokonała redukcji na poziomie prawie 32 procent przy równoczesnym wzroście gospodarczym mierzonym PKB na poziomie ponad 60 procent. W tym samym czasie „stara piętnastka”, która postanowiła rozliczać się wspólnie, nie wykonała swoich celów redukcyjnych. Miała dokonać takiej redukcji na poziomie 8 procent, podczas gdy w roku 2005 redukcja ta wyniosła zaledwie niecały 1 procent. Polska miała około 150 milionów ton rocznej nadwyżki redukcji emisji, a „stara piętnastka” około 300 milionów ton rocznych niedoborów tej redukcji. Wart podkreślenia jest również fakt, że średnia emisja w przeliczeniu na jednego mieszkańca była niższa już w roku 2005 w Polsce niż średnia w całej UE.

W roku 2004 Polska staje się członkiem Unii Europejskiej. W roku 2008 Komisja Europejska proponuje pakiet klimatyczno-energetyczny jako wspólne działanie dla wszystkich państw UE na rzecz polityki klimatycznej. Zakładał on do roku 2020 redukcję emisji o 20 procent, zwiększenie wydajności energetycznej o 20 procent i zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii w ogólnym bilansie energetycznym o 20 procent. Rokiem odniesienia stał się rok 1990, z wyjątkiem redukcji emisji w zakresie produkcji prądu elektrycznego, ciepła, stali, cementu, papieru i szkła objętych Europejskim Systemem Handlu Emisjami (ETS), gdzie rokiem odniesienia stał się poziom emisji z roku 2005, a poziom redukcji do roku 2020 miał wynieść 21 procent. W wymienionych sześciu działach produkcji przestały się liczyć osiągnięcia redukcyjne poszczególnych państw UE do roku 2005 i zaczął obowiązywać europejski system handlu emisjami, gdzie limity emisji poszczególnym państwom zaczęła przyznawać Komisja Europejska. Wybitną ciekawostką było również to, że poszczególne państwa mogły w pulę swoich redukcji w tych działach wpisać wychwytywanie dwutlenku węgla z atmosfery, ale jedynie poprzez magazynowanie go w formie skroplonej w pokładach geologicznych przy kosztach, kalkulowanych przez ówczesne ministerstwo gospodarki, dochodzących do 100 euro za jedną tonę. Nie dopuszczono tu możliwości wliczenia wychwytywania dwutlenku węgla przez lasy, gdzie efekt gospodarczy jest ewidentny, a koszty kształtują się na poziomie 2 euro za jedną tonę pochłoniętego dwutlenku węgla.
W roku 2014 Komisja podniosła swój „poziom ambicji” i zaproponowała, aby do roku 2030 doprowadzić do 40-procentowej redukcji, w tym w działach objętych ETS do redukcji na poziomie 43 procent w stosunku do poziomu bazowego z roku 2005. Ta radosna twórczość Komisji nie była blokowana przez rządy PO – PSL. Mimo że Polsce należały się 284 miliony ton rocznej emisji dwutlenku węgla jako poziom odniesienia do proponowanej redukcji od roku 2008, co potwierdził wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, rząd PO – PSL z tego nie skorzystał. Przyjął poziom 208 milionów ton rocznie, tak jak zaproponowała Komisja.

Skutki gospodarcze

Skutkiem prowadzonej przez Komisję „polityki klimatycznej” jest wzrost biurokracji, brak efektywności działania w skali globalnej i wzrost kosztów dla polskiej gospodarki. Polityka klimatyczna UE wydaje się także pozbawiona jakiejkolwiek racjonalnej oceny w skali globalnej. Otóż nawet całkowity brak emisji dwutlenku węgla w UE, co zaproponowała ostatnio Komisja, a co słusznie zostało zablokowane przez obecny rząd polski pod wodzą premiera Mateusza Morawieckiego, nie może spowodować jakichkolwiek „pozytywnych” skutków klimatycznych. Dzieje się tak chociażby z tego powodu, że coroczny wzrost emisji w takim państwie jak Chiny jest zdecydowanie większy niż roczna, niezwykle kosztowna i sztucznie wymuszana przez ETS redukcja emisji w całej Unii Europejskiej. Tylko w Polsce w roku 2018 unijna „zabawa w klimat” pochłonęła z budżetu państwa około 8 miliardów złotych i jak wskazują szacunki, suma ta wzrośnie o kolejne 6 miliardów złotych w roku bieżącym. Najwyższy więc czas rozpocząć dialog i rozpocząć zapowiadane przez PiS renegocjacje prowadzonej polityki klimatycznej w UE, kierując się nowym aktem wykonawczym do konwencji klimatycznej, jakim jest porozumienie paryskie wynegocjowane podczas COP 21 dzięki stanowczemu stanowisku Polski. Zakłada ono, iż skoro wzrost koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze tak znacząco wpływa na klimat, to należy przystąpić do zmniejszenia koncentracji tego gazu w atmosferze jak najszybciej, jak najtaniej i jak najbardziej efektywnie. Uczestniczyć w tym mają wszystkie państwa świata na zasadzie dobrowolności i z poszanowaniem specyfiki gospodarczej, gdzie zarówno redukcja emisji dwutlenku węgla do atmosfery, jak i pochłanianie tego gazu z atmosfery przez zdegradowane gleby i lasy traktowane są jako równoważne działania zmierzające do osiągnięcia celów porozumienia. Niestety, piastując prezydenturę, nie wykorzystaliśmy szansy podczas COP 24 w Katowicach na kontynuowanie dialogu na poziomie światowym. Nie wykorzystując siły większości państw świata i ulegając presji Komisji Europejskiej, zdominowanej przez Francję i Niemcy, nie doprowadziliśmy do wynegocjowania i zatwierdzenia przez COP 24 w Katowicach ostatecznej wersji „mapy drogowej” do wprowadzenia porozumienia paryskiego w życie.

Dla Komisji Europejskiej nie liczy się obiektywność i dane, nie liczy się średnia emisja w przeliczeniu na głowę mieszkańca, liczą się tylko interes i gra pozorów. Niestety podczas COP 24 oddaliśmy pole negocjacji tym, dla których interesów kluczowa jest blokada polskiego węgla i uzależnianie Polski od obcych technologii, w tym również od energetyki jądrowej. Nie dziwmy się więc okrzykom ze strony niektórych polityków europejskich (patrz Francja i Niemcy), krytykujących Polskę i polskiego premiera za weto w sprawie propozycji Komisji Europejskiej wyeliminowania węgla kamiennego jako nośnika energii w UE do roku 2050 r., gdyż reprezentują oni interesy swoich państw.

W zaistniałej sytuacji starajmy się, w duchu rozsądku, prawa i poszanowania prawdy oraz korzystając z danych naukowych, rozpocząć dialog i renegocjacje wewnętrznej unijnej polityki klimatycznej zgodnie z konwencją klimatyczną i porozumieniem paryskim. W trakcie negocjacji pamiętajmy również o tym, że z Protokołu z Kioto wywiązaliśmy się z ponad 500-procentową nawiązką, podczas gdy „stara piętnastka”, która postanowiła rozliczać się wspólnie, na co zezwala konwencja klimatyczna, nie zrealizowała w pełni swoich zobowiązań.