Czy Wielka Brytania zamyka granice?

Odpowiedź na tytułowe pytanie brzmi – na pewno nie dla studentów WSKSiM. Mimo że „Brexit” wisi nad głową, niczym deszczowa chmura, typowa dla brytyjskiej pogody, to udało mi się wyjechać na praktyki do Integracyjnej Szkoły Sobotniej w Bristolu w ramach programu Erasmus+. Inną sprawą jest jak będzie wyglądało przejście graniczne, gdy przyjdzie mi stąd wrócić do Torunia, ale o tym w kolejnym sprawozdaniu.

W Wielkiej Brytanii, pomimo historycznego momentu dla całego świata, którym jest wyjście z Unii Europejskiej, życie codzienne zwykłych, prostych ludzi toczy się jak gdyby nigdy nic. Polacy mieszkający od lat zagranicą zastanawiają się, jak długo będzie im dane tu jeszcze zostać, ale w tym czasie nie zaniedbują swoich obowiązków i zaszczepiają w swoich dzieciach ducha polskości. Szczerze mówiąc, byłam w szoku, że tyle osób przyprowadza swoje pociechy na zajęcia z języka polskiego. Szczególnie, że odbywają się one w soboty, czyli w dniu teoretycznie dla wszystkich wolnym. W szkole, gdzie odbywam praktyki, uczy się ponad 350 dzieci, w wieku od angielskiej zerówki, czyli około 5 lat, aż do nastolatków, którzy przygotowują się do zdawania General Certificate of Secondary Education – odpowiednika polskich egzaminów gimnazjalnych. Większość uczniów pochodzi z rodzin o całkowicie polskich korzeniach. Zresztą to nikogo nie zaskoczy, że Polonia w Bristolu jest bardzo liczna. Na każdym kroku można spotkać polskie sklepy, polskie kościoły czy w muzeach opisy eksponatów w języku polskim.

Jedno tylko, co na pewno polskie nie jest, to pogoda. Do niej chyba nigdy nie przyjdzie mi się przyzwyczaić. Pomimo nastania kalendarzowej wiosny i wszechogarniających kwitnących forsycji, żonkili, a nawet palm, to i tak temperatura rzadko kiedy przewyższa 10 stopni, a nawet wtedy, i tak pada deszcz albo wieje porywisty wiatr ze strony Kanału Bristolskiego. Liczę, że drugi miesiąc mojego pobytu tutaj, będzie pod tym względem chociaż odrobinę lepszy.

Pod innymi względami nie mogę narzekać. Dzieci są posłuszne, chętne do nauki, która łatwo im przychodzi. W ciągu tygodnia trzeba przygotować się do zajęć, napisać scenariusz i stworzyć karty pracy lub wykonać trochę papierowej roboty, ale nie zajmuje to wszystko dużo czasu i mam chwilę żeby pozwiedzać Bristol oraz okoliczne miejscowości, takie jak Cardiff – stolica Walii lub Bath. Wielkim szczęściem jest też to, że mogę mieszkać w centrum miasta, dzięki ogromnej uprzejmości i gościnności pani dyrektor szkoły, która przygarnęła mnie do siebie, kiedy nie miałam gdzie się podziać. Niestety studentom z Polski Anglicy niechętnie wynajmują jakiekolwiek lokum.

Cieszę się z tego miesiąca spędzonego na zbieraniu cennego doświadczenia w pracy z dziećmi i nie mogę się doczekać przygotowywania z nimi ozdóbek wielkanocnych. W kwietniu wszystko przed nami!

Zuzanna Gawrońska