Erasmus po hiszpańsku

Program wymiany studenckiej Erasmus + to nie tylko świetny sposób na zdobycie wiedzy, poszerzenie horyzontów i wzbogacenie swojego życiorysu, ale także przede wszystkim doskonała szansa na poznanie nowych kultur, języków i fantastyczna przygoda.

Z takim pozytywnym nastawieniem na początku września wsiadłem w samolot relacji Berlin-Madryt. Obecnie minął już miesiąc od mojego przyjazdu do stolicy Hiszpanii. W tym czasie tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że studia za granicą to szansa, którą powinien wykorzystać każdy.

Uczelnia, na którą trafiliśmy to Uniwersytet CEU San Pablo – nowoczesna elitarna szkoła, w której poza tradycyjnym systemem studiowania miejscowi studenci mają także możliwość kształcenia w języku angielskim. Dzięki temu do naszego uniwersytetu przyjeżdża wielu młodych ludzi z całej Europy, w tym także z Polski. Poza trzema studentami WSKSIM w tym semestrze na naszą uczelnię przyjechało także czterech studentów Uniwersytetu Warszawskiego co potwierdza tylko wysoki poziom madryckiej szkoły.

W trakcie pierwszych dwóch tygodni wymiany dano nam czas na zapoznanie się z uczelnią i przedmiotami wykładanymi w języku angielskim. Po tym okresie musieliśmy wybrać ostatecznie przedmioty, w których chcemy uczestniczyć. Oprócz kursu hiszpańskiego w tym semestrze będziemy mieli możliwość odbycia profesjonalnego kursu fotograficznego, radiowego, a także nauczymy się programowania w języku HTML i Python oraz poznamy tajniki tworzenia logotypów w programie Adobe Illustrator.

Erasmus to jednak nie tylko nauka, ale także poznawanie miejscowej kultury. Dlatego też w trakcie naszego pierwszego miesiąca udało nam się zobaczyć najpiękniejsze miejsca Madrytu z parkiem Retiro, pałacem Cibeles, ulicą Gran Via, placem Sol czy stadionem Santiago Bernabeu na czele. Jedliśmy już także swoją pierwsza hiszpańskią tortille, paelle, a także oglądaliśmy zwycięstwo Hiszpanów w koszykarskich mistrzostwach Europy.

Hiszpania to jednak nie tylko Madryt, dlatego w niedzielę wyborów w Katalonii, które mogą zadecydować o ostatecznym ogłoszeniu niepodległości tego regionu, postanowiliśmy odwiedzić jej potencjalną przyszła stolicę – Barcelonę. Miasto Gaudiego oczarowało nas swoją różnorodnością. Warto wymienić tutaj przede wszystkim budowle min. najsłynniejszy, obok Katedry Notre Dame oraz Bazyliki Św. Piotra, kościół na świecie czyli Sagrada Familia, Park Güell czy Casa Batlo.

Barcelona to jednak miasto o wielu twarzach. Poza baśniowymi budowlami Gaudiego, można podziwiać także dzielnicę gotycką, rzymski Plac Hiszpański z przepięknym pałacem czy port z piaszczystą plażą. Dla mnie osobiście najwspanialszym momentem tego miesiąca było jednak wejście na najwyższą trybunę jednego z trzech największych stadionów piłkarskich na świecie – Camp Nou. Mecz Dumy Katalonii – FC Barcelony z UD Las Palmas wygrany przez gospodarzy 2:1 nie porywał pod kątem sportowym, lecz przeżycia związane z samą atmosferą Camp Nou śpiewającego hymn Barcelony, czy skandującego Vive la Independencia na zawsze pozostaną w naszej pamięci. Po meczu, czekając na wyjeżdżających ze stadionu piłkarzy poznaliśmy małżeństwo, które na mecz przyjechało aż z New Jersey w USA. Dla nas jednak piękna Europa jest bliżej i stoi otworem a jak mawiał św. Augustyn „Świat to księga, ktoś kto nie podróżuje czyta jedną jej stronę”.

 

Wojciech Kościak