Grafika 3D z Manoppello

Współczesne społeczeństwo coraz bardziej przyzwyczaja się do przekazów medialnych w formie wizualnej. Już nie tylko serwisy informacyjne, portale społecznościowe, lecz także wykłady, lekcje w szkole i instrukcje obsługi urządzeń i różnych usług wykorzystują filmy wideo coraz częściej tworzone w sposób maszynowy z użyciem specjalistycznych algorytmów wizualizacyjnych. Szczególnie wśród młodzieży obserwujemy zanik zainteresowania kulturą literacką, czytaniem długich tekstów i analizą treści pisanej. A przecież nadchodzi już nowa technologia wirtualnej rzeczywistości (VR), pozwalająca zanurzyć się w trójwymiarowych, syntetycznych obrazach, które mają zastąpić rzeczywiste odczucia percepcji realnego świata.

Kiedy zastanawiałem się nad tymi zmianami cywilizacyjnymi, jednocześnie obserwując ich negatywne skutki, poszukiwałem odpowiednich znaków, które przecież Pan Bóg musiał przygotować dla człowieka. Na te nowe czasy musimy odnaleźć nowe znaki, które umocnią naszą wiarę i pozwolą odpowiednio przygotować się do ewangelizacji z użyciem odpowiednich technologii w duchu fides et ratio. Podczas dyskusji z żoną, która naukowo zajmuje się zagadnieniami wizualizacji informacji, doszliśmy do wniosku, że musimy odwiedzić sanktuarium we włoskim miasteczku Manoppello, aby na własne oczy, a nie tylko za pośrednictwem mediów cyfrowych, obejrzeć relikwię zwaną Volto Santo (Święte Oblicze), przedstawiającą oblicze Chrystusa.

Sanktuarium to stało się sławne na całym świecie stosunkowo niedawno, bo w 2006 roku, po publikacji książki niemieckiego dziennikarza i pisarza Paula Badde „Boskie Oblicze. Całun z Manoppello”. W tym samym roku Papież Benedykt XVI ogłosił rok jubileuszu Całunu z Manoppello i odwiedził sanktuarium 1 września 2006 roku. Naturalne wydaje się więc pytanie: dlaczego teraz, na początku XXI wieku, Volto Santo znów staje się sławne, choć jego historia sięga samych początków chrześcijaństwa, i było już przed wiekami jedną z najważniejszych relikwii chrześcijaństwa?

Prawdziwy obraz

Sanktuarium znajduje się w kościele pw. św. Michała Archanioła, oddalonym ponad 240 km od Rzymu. Współczesne badania naukowe wskazują, że Całun z Manoppello pochodzi najprawdopodobniej z Jerozolimy, a jego datowanie wskazuje czasy Chrystusa. Obecnie naukowcy uważają, że wizerunek widniejący na Chuście powstał w chwili zmartwychwstania Chrystusa. Zapewne została ona położona na Całunie w miejscu twarzy Jezusa. Istnieje jeszcze dużo starsza tradycja, która twierdzi, że Chusta jest oryginalnym płótnem, które św. Weronika podała Chrystusowi do otarcia twarzy podczas Drogi Krzyżowej, o czym do dzisiaj przypomina nam stacja VI. Prawdopodobnie tradycja ta wiąże się z nazwą veraikon, co oznacza „prawdziwy obraz” i odnosi się do Chusty, którą możemy zobaczyć w Manoppello.

Chusta Weroniki mogła być popularna w Rzymie, gdzie przebywała przez długi czas. Jednak najstarsze wzmianki o tej relikwii pochodzą z VI wieku, gdy była ona przechowywana w Kamulii (dzisiejsze Kayseri) w Kapadocji (w środkowej Turcji). Stamtąd w 574 roku została przeniesiona do Konstantynopola, stając się ważnym elementem cesarskich emblematów wykorzystywanych tylko podczas ważnych okazji, przechowywanym prawdopodobnie w największym wtedy kościele chrześcijańskim Hagia Sophia. Jednak w 705 roku w czasie zagrożenia Konstantynopola patriarcha Kallinik I przesłał ją do Rzymu Papieżowi Janowi VII, gdzie została umieszczona w bazylice św. Piotra. Przechowywana w specjalnym schowku umieszczonym w jednej z kolumn była udostępniana podczas świąt i gromadziła ogromne rzesze pielgrzymów. Istnieją dowody, że Chustę oglądali i opisywali zarówno Dante Alighieri, Francesco Petrarca, jak i św. Brygida Szwedzka. Natomiast Papież Innocenty III wprowadził zwyczaj corocznej procesji cudownego wizerunku ulicami Rzymu.

W XVI wieku Chusta zaginęła, stało się to najprawdopodobniej w 1527 roku podczas sacco di Roma. Rzym został wtedy zdobyty przez niemieckie wojska cesarza Karola V Habsburga. Przez kilka miesięcy żołnierze łupili miasto, mordując mieszkańców oraz rabując i niszcząc kościoły. Co prawda sam Papież zdążył się schronić w twierdzy Orvieto, ale jego gwardia bohatersko broniła bazyliki św. Piotra. Większość papieskich żołnierzy poległa podczas szturmu 6 maja 1527 roku. Na pamiątkę tego wydarzenia do dzisiaj nowi członkowie Gwardii Szwajcarskiej składają przysięgę w Watykanie właśnie 6 maja.

Zapewne w tym czasie relikwia została skradziona przez „nieznanych sprawców”. Znając standardy niemieckich żołnierzy, szczególnie te z Polski z czasu II wojny światowej, możemy taką hipotezę traktować za bardzo prawdopodobną. Po tym wydarzeniu pierwsza informacja o relikwii pojawiła się w Abruzji dopiero w 1608 roku, gdy Chusta była przedmiotem sporu pomiędzy rodzinami Leonellich i Petruzzich. W 1638 roku Donatiano de Fabritiis złożył ją w darze w klasztorze Kapucynów w Manoppello, gdzie pozostaje do dzisiaj.

Światło Chrystusa

Relikwię możemy podziwiać w ołtarzu głównym sanktuarium, gdzie umieszczona jest w specjalnym relikwiarzu. Ponieważ jest przezroczysta, Oblicze widoczne jest w świetle przechodzącym z obu stron, dlatego za ołtarzem zbudowano specjalne schody i platformę umożliwiającą oglądanie obrazu od tyłu.

Światło przechodzące przez płótno tworzy niesamowite wrażenie percepcyjne – zarówno w warstwie kolorystycznej, jak i semantycznej, odczytującej zawartość obrazu. Autor wspomnianej już książki, Paul Badde, zauważa, że „dziesięć osób stojących przed Volto Santo zawsze widzi dziesięć różnych wizerunków”. Obraz, jaki tworzy się w przestrzeni umysłu oglądającego, bardzo różni się w zależności od niewielkiej nawet zmiany kąta patrzenia i różnych warunków oświetlenia. Wrażenia wizualne osób oglądających płótno komentowano już w średniowieczu: „Jezus ukazuje swoje żywe oblicze każdemu inaczej”.
Współczesna nauka daje nam do dyspozycji technologie cyfrowej fotografii i analizy obrazów. Możemy więc lepiej zrozumieć subiektywność odczuć barwnych i porównać cyfrowe obrazy Chusty za pomocą obiektywnych narzędzi analitycznych. Taka analiza treści wizualnej pozwala wyliczyć bardzo szczegółowe wartości parametrów percepcji wizualnej. Jednak najważniejsza jest możliwość rekonstrukcji przestrzennej w technologii 3D. Z bezpośredniej obserwacji wiemy, że gdy na Chustę pada zbyt silny strumień światła, wizerunek twarzy Chrystusa znika. Jest to efekt rozpraszania światła, znany dobrze z kursu fizyki dotyczącego optyki.

Jednak historycznie ten prosty efekt optyczny został zinterpretowany całkiem odmiennie. Kiedy Marcin Luter zobaczył jedynie przezroczystą tkaninę, na której nie było widać żadnego wizerunku, stwierdził, że relikwia jest falsyfikatem, a Kościół katolicki oszukuje wiernych. Gdyby kierował się dewizą fides et ratio i znał podstawy optyki, opisane już w XIII wieku przez wybitnego polskiego przyrodnika Witelona, zrozumiałby, co tak naprawdę zobaczył. Może jednak jest coś w przekazie powtarzanym przez pielgrzymów udających się do Manoppello, że „Chrystus ukrywa swoją twarz przed zatwardziałymi grzesznikami, którzy nie są godni oglądać Jego oblicza”.

Kiedy samodzielnie wykonałem zdjęcie Całunu z wnętrza sanktuarium w silnym oświetleniu słonecznym w godzinach południowych, zobaczyłem zupełnie inny widok. Na cyfrowym obrazie pojawił się również od dołu wizerunek Michała Archanioła, patrona kościoła, którego obraz znajduje się na jednym z witraży. Na tak prostym przykładzie możemy więc zauważyć zawiłości percepcji wizualnej tej relikwii, a przecież najważniejszy problem, jaki będziemy musieli rozwiązać, jest dużo trudniejszy.
Dwie relikwie, jedno Oblicze

W 1979 roku s. Blandina Paschalis Schlömer, trapistka, zafascynowana Chustą z Manoppello, podczas wielogodzinnej kontemplacji wizerunku z Chusty oraz Całunu Turyńskiego zauważyła ogromne podobieństwo obu obrazów – zarówno rysów twarzy, jak i jej proporcji, pochodzących z tak różnych źródeł. Jedyna różnica, na jaką zwróciła uwagę s. Blandina, to fakt, że Całun Turyński przedstawia osobę martwą, a Całun z Manoppello – żywego człowieka. Ta obserwacja zapoczątkowała badania naukowe, które chciały potwierdzić te subiektywne przecież odczucia wizualne w sposób bardziej ścisły. Jednak na jednoznaczne wyniki prac eksperymentalnych trzeba było czekać wiele lat.

W styczniu 2019 roku w prestiżowym czasopiśmie naukowym „Heritage” opublikowano wyniki wieloletnich badań interdyscyplinarnego zespołu włoskich naukowców: Liberato De Caro z Instytutu Krystalografii IC-CNR w Bari, Emilio Matriccianiego z Politechniki w Mediolanie oraz Giulio Fantiego z Uniwersytetu w Padwie. Artykuł nosi tytuł „A Comparison between the Face of the Veil of Manoppello and the Face of the Shroud of Turin” („Porównanie obrazu twarzy z Chusty z Manoppello oraz z Całunu Turyńskiego”) i znajduje się w nim obszerny opis zastosowania technologii analizy wizualnej obrazów oraz otrzymanych wyników.

Trudno streścić w krótki sposób całą zawartość publikacji, ale przytoczę chociaż najważniejsze wnioski. Po przebadaniu widma rotacyjnego rekonstrukcji cyfrowej okazało się, że oba wizerunki posiadają cechę widma mocy charakterystyczną nie dla portretów bądź dzieł artystycznych, ale dla fotografii ludzkich twarzy. Zatem obrazy – zarówno na Całunie Turyńskim, jak i na Chuście z Manoppello – powstały za pomocą technologii przypominającej współczesną fotografię. Tylko że dwa tysiące lat temu było to przecież niemożliwe, a główny argument sceptyków dotyczący średniowiecznych fałszerstw również całkowicie upada. Poza tym autorzy artykułu jednoznacznie stwierdzają: „Odrestaurowaliśmy twarz Jezusa Chrystusa z Welonu z Manoppello technologią cyfrową, eliminując zniekształcenia szczegółów anatomicznych wynikających z bardzo delikatnej struktury tkaniny. Udowodniliśmy w ten sposób, że twarz z Całunu Turyńskiego, po logarytmicznej transformacji intensywności i korekcie szumu tła, wykazuje zarysy policzków, niewidoczne przed obróbką cyfrową, które bardzo dobrze pokrywają się z profilami cyfrowej rekonstrukcji twarzy Chusty z Manoppello”.

Zatem obie relikwie przedstawiają dokładnie tę samą twarz – obserwacja s. Blandiny została potwierdzona empirycznie. Dzisiejsza technologia cyfrowa umożliwiła nałożenie obrazów z dwóch najsłynniejszych relikwii, potwierdzając ich pełną zgodność. Być może właśnie dlatego Chusta z Manoppello stała się sławna właśnie teraz, kiedy dysponujemy już technologią, która pozwala nam odkrywać kolejne tajemnice tej niezwykłej relikwii. Kiedy studiowałem prace włoskich naukowców, zwróciłem również uwagę na jeszcze jeden kontekst, który dzisiaj wydaje mi się również bardzo ważny.

Nauka wspiera wiarę

Przyzwyczailiśmy się do tego, że w historii wielokrotnie światło prawdy było przesłaniane i chowane pod korcem. Jednak nie umiemy jeszcze radzić sobie w sytuacji, kiedy to światło jest zniekształcane i manipulowane za pomocą najnowszych technologii w taki sposób, aby kłamstwo sprawiało wrażenie prawdy. W epoce kłamstw wizualnych, zwanych deepfake’ami, oblicze Chrystusa z Manoppello wskazuje nam nową, właściwą drogę. Najnowsze technologie rekonstrukcji wrażeń wizualnych potrafią okłamywać miliony ludzi, a twarz na Chuście Volto Santo ukazuje nam prawdziwe oblicze, które można zweryfikować za pomocą nowoczesnych technologii. To bardzo ważne w dzisiejszym świecie tak bardzo zdominowanym przez technonaukę.

Wykazanie jednoznaczności wizerunków to bardzo przekonujący dowód, łączący naukę i wiarę. Jak stwierdziła mistyczka Maria Valtorta w swoim dzienniku pod datą 22 lutego 1944 roku: „Chusta Weroniki jest cierniem tkwiącym w duszy sceptycznej. Wy, letni i chwiejni w wierze, którzy kroczycie naprzód dzięki swym ścisłym badaniom, wy, racjonaliści – porównajcie Chustę z Całunem. Na pierwszej widnieje Oblicze Żyjącego, a na drugiej – Zmarłego Gdybyście nie należeli do zatraconych, do ślepych, te dwa płótna wystarczyłyby wam, by przywieść was do miłości, do żalu, do Boga”.

Postanowiłem więc zastosować technologię bardziej zaawansowaną, wykorzystywaną w rekonstrukcjach VR (Virtual Reality), aby nałożyć na siebie obrazy cyfrowe obu relikwii, ale nie w dwóch, lecz w trzech wymiarach, aby odtworzyć głębię obrazu i sprawdzić, jak wyglądałyby obrazy twarzy Chrystusa przy zastosowaniu choćby najprostszej metody inwersji optycznej. W Instytucie Informatyki Akademii Kultury Społecznej i Medialnej dysponujemy jedynie techniczną możliwością przetwarzania obrazów w niskiej rozdzielczości, jednak efekt, jaki udało się uzyskać po zastosowaniu algorytmów analizy graficznej, przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.

Na obrazach po rekonstrukcji VR, powstałych z nałożenia obrazów z Całunu Turyńskiego oraz Całunu z Manoppello, ukazały się dwa oblicza twarzy, jedno z zamkniętymi oczami, a drugie z otwartymi. Czy jest to twarz Jezusa odbita w Chuście Weroniki i twarz z Całunu? Odpowiedź na to pytanie wymaga jeszcze wielu bardzo specjalistycznych badań. Ale jedno jest pewne: technologia VR, która obecnie jest wykorzystywana jedynie w przemyśle rozrywkowym i w manipulowaniu przekazami medialnymi, powinna być używana w służbie dobra, prawdy i piękna. Dysponujemy narzędziami, które mogą przybliżyć człowieka do wielkich tajemnic przygotowanych dla nas przez Boga.

Pamiętajmy, że dzisiaj dzięki najnowszym technologiom możemy już bardzo dokładnie nałożyć te dwie wielkie relikwie i cyfrowo zrekonstruować obraz twarzy Chrystusa. Dowód jest niepodważalny. Jednak to jedynie ratio. A jaki wpływ na naszą wiarę – fides – będą miały te fakty? To już zależy od nas i naszego zaangażowania duchowego w wielkie cuda, jakie pozostawił dla nas na ziemi sam Chrystus.