Wykładowca WSKSiM dr Hanna Karp udzieliła wywiadu nt. obecnej sytuacji w polskich mediach

????????????????????????????????????

„Jeżeli sprawy mediów się nie uporządkuje, to przez kolejne lata będziemy pogrążać się w chaosie informacyjnym.”

Pierwszemu wtorkowemu posiedzeniu Rady Mediów Narodowych towarzyszyło wiele dezinformacji. Wydaje się, że Rada nie przewidziała do końca medialnych reakcji

— mówi Hanna Karp, medioznawca w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

_Karp Hanna dr - WSK6215

wPolityce.pl: We wtorek Rada Mediów Narodowych odwołała ze stanowiska prezesa TVP – Jacka Kurskiego, co wywołało spore zamieszanie i zrodziło wiele pytań o intencje działań RMN. Jak Pani ocenia te posunięcia?

Hanna Karp: Jesteśmy świadkami finalnego momentu przemian związanych z reformą mediów. Opinia publiczna ma w pamięci zapowiedzi obietnic z tym związanych. Chcąc opanować sytuację mediów publicznych w Polsce, priorytetem powinno być uporządkowanie modelu ich finansowania. Jeżeli nie będzie perspektywicznego źródła ich finansowania , to w gruncie rzeczy wszystkie plany, zapowiedzi i projekty, będą wznoszeniem zamków na piasku. Przyznam, że zawieszenie rozwiązań finansowania mediów publicznych, zadłużanie ich , aby mogły funkcjonować i pogłębianie trudnej sytuacji finansowej mediów, budzi mój niepokój.

Obecnie priorytetem są kwestie personalne. Nie ukrywam, że od samego początku nominację Jacka Kurskiego na prezesa Telewizji Publicznej oceniałam jako niezbyt szczęśliwą. Obecny prezes, jeszcze niedawno polityk, ma przede wszystkim kompetencje polityczne i one nie koniecznie uprawniają do piastowania tego stanowiska. Powinna być to raczej osoba, która w ostatnim czasie zdobywała przede wszystkim kompetencje medialne, powinna także cieszyć się autorytetem środowiska medialnego.  Choć wiem, że ten ostatni warunek jest w ogóle trudno osiągalny.

Rozumiem jednak, że sytuacja w momencie nominacji była trudna i wymagała szybkich decyzji. Była potrzeba obsadzenia stanowiska osobą, która byłaby silna i nie bała się ryzyka, kogoś w rodzaju kamikadze… Wydaje się, że obecny szef TVP ma duże rozeznanie w środowisku politycznym, może nawet zbyt duże, przy jednoczesnym doświadczeniu medialnym. Przynajmniej takie sprawia wrażenie. Kiedy jednak dokonano tej nominacji spodziewałam się, że finał tego prezesowania nie musi być najszczęśliwszy i to się, po części już, sprawdziło.

Pierwszemu wtorkowemu posiedzeniu Rady Mediów Narodowych towarzyszyło wiele dezinformacji. Wydaje się, że Rada nie przewidziała do końca medialnych reakcji. Ogłoszeniu odwołania pana Kurskiego przez Radę Mediów Narodowych, towarzyszył chaos informacyjny. Wielu w pierwszej chwili, odebrało tę informację jako sygnał, iż mandat Prawa i Sprawiedliwości, jakim cieszył się obecny prezes, został zakwestionowany i  partia rządząca nie chce go już dłużej legitymizować. Z drugiej strony, postulat pani poseł Joanny Lichockiej odbieram jako sygnał, że Rada Mediów Narodowych czyści przedpole i stawia carte blanche, oznajmiając Polakom, że wraz zakończeniem prezesowania przez pana Kurskiego nadchodzi w mediach nowy etap. To zresztą wynika z zapisów w nowej ustawie medialnej. Rada Mediów Narodowych – to jedno z jej pierwszych zadań, ma rozpisać i rozstrzygnąć konkursy na stanowiska szefów mediów publicznych. Szkoda, że wyszło z tego takie nieporozumienie. Inną kwestią jest to, w jaki sposób media podjęły newsa i co z tej informacji wykreowano. Obecny prezes TVP jest osobą silnie związaną z jedną partią polityczną, ma wielu przeciwników również w samym Prawie i Sprawiedliwości. Droga jego kariery politycznej jest bardzo pokrętna i zawikłana. Zawiera wiele białych plam. Sama nie lubię tego typu polityków, tym bardziej dziennikarzy. Choć przecież z pewnością posiada wciąż różnorodne kompetencje. Może zrobić wciąż wiele dobrego dla mediów. Jednak dziś powraca pytanie, czy na tak eksponowanej i trudnej pozycji nie sprawdziłyby się bardziej ktoś inny?   Jeżeli zaś chodzi o Radę Mediów Narodowych, to bardzo niepokojący jest falstart związany z budową systemu finansowego mediów publicznych. Właściwie nie wiemy teraz w jaki sposób RMN chce tę kwestię rozwiązać. Przypomnę, finanse są podstawą, zaś sprawy personalne powinny być na drugim miejscu.

Pani Lichocka swoją decyzję o odwołaniu prezesa Kurskiego argumentowała tym, że „Media mają być poza kontrolą rządu” i temu miały służyć te wydarzenia. Można postawić tutaj pytanie, a jak jest z niezależnością Rady Mediów Narodowych, pani Lichocka jest przecież z Prawa i Sprawiedliwości. W kwestii prezesa TVP interweniował również prezes Kaczyński…

Według mnie powinna być najpóźniej w środę rano, a może jeszcze we wtorek wieczorem, zorganizowana przez Radę Mediów Narodowych konferencja prasowa. Dziwi mnie deficyt informacyjny w tej sprawie. Sytuacja, do jakiej doszło, aż się prosiła, aby nawet tego samego wieczoru, zorganizować konferencję i  wyjaśnić wszystkie wątpliwości. Rodzące się pytania i domysły dają jedynie pożywkę dla mediów i grup politycznych nie sprzyjających środowisku partii rządzącej. Szczególnie media prywatne mogą się obawiać wzmocnienia mediów publicznych, budowy ich atrakcyjnej wizji. Wykorzystują więc każdą okazję do ich dezawuowania i budowania nastroju chaosu wokół tej instytucji.

Dziwi mnie zniknięcie poseł Barbary Bubuli, która pracowała przecież nad ustawą medialną. Jej głos, który dotąd mogliśmy usłyszeć, był o tyle cenny, że wiele spraw porządkował i zapowiadał niektóre trudne sprawy. Pani poseł była trochę takim nieformalnym rzecznikiem prasowym, gdy budowano ustawę medialną. Miała w sobie sporo dystansu i wnosiła pewną apolityczność. Wiemy przecież, że Joanna Lichocka jak i Krzysztof Czabański byli silnie zaangażowani w budowanie grupy mediów związanych z Telewizją Republika. Pani Bubula była bardziej na zewnątrz, przez co w momencie różnych zawirowań jej głos tonował wiele sytuacji.

Obecnie – w odpowiedzi na zawirowania wokół RMN, pojawiły się pomysły, aby w jakiś sposób zredukować znaczenie Rady Mediów Narodowych, a może nawet całkowicie ją zlikwidować, przenosząc część kompetencji na Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. Dotychczasowy plan zakładał zawężenie kompetencji KRRiT, ale może rzeczywiście, należy pójść jeszcze inną drogą?

Zwróćmy uwagę, osoby, które są też w RMN bardzo ciężko w ostatnim czasie pracowały nad ustawą medialną, mogą czuć się nieco przeciążone. Może potrzebują złapać dystans, tak by móc w inny sposób spojrzeć na sprawę. Może należałoby włączyć do pracy jeszcze kilka innych kompetentnych osób, i wzmocnić dotychczasowy nieformalny sztab? Kiedy w 2007 roku Donald Tusk doszedł do władzy, niemal przez dekadę nie udało się jego rządowi nic zrobić z ustawą medialną. Mimo zapowiedzi, nie udało się także zreformować systemu finansowania mediów publicznych. Na koniec Platforma Obywatelska zostawiła nas w głębokim medialnym gąszczu, ze zdewastowanym systemem mediów publicznych. Telewizyjne stacje prywatne przejęły cały rynek informacji politycznej. Do tego stopnia, że w ostatniej dekadzie już go właściwie de facto bardziej kreowały i tworzyły. A partie polityczne i polityków, zmieniły w swoich petentów i klientów. Tymczasem obecnie od rządu Prawa i Sprawiedliwości oczekuje się, że w przeciągu zaledwie pół roku uda się w Polsce wszystko naprawić. Na to nawet nie wystarczyłaby magiczna różdżka. Jednak dobrze byłoby, gdyby środowisko Rady Mediów Narodowych otworzyło się na inne środowiska czy na przykład przeprowadziło pogłębione specjalistyczne eksperckie konsultacje ws. mediów.

RMN powinna także prowadzić bieżącą politykę informacyjną na temat działań, jakie ma zamiar w najbliższym czasie podjąć i co przewiduje długofalowo. Polacy powinni wiedzieć, co jest na końcu tej drogi naprawy mediów publicznych. Obecnie za dużo jest doraźności. Członkowie RMN winny zapewne zastanowić się, jak w podobnych sytuacjach kryzysowych reagować, aby wizerunkowo już tak bardzo w przyszłości nie tracić.

Nowy system mediów publicznych powinien być tak skonstruowany i pomyślany, aby pozwalał na prowadzenie naprawdę rzetelnej polityki informacyjnej. Aby gwarantował bezpieczeństwo informacyjne obywatelom. Przecież stacje komercyjne informację traktują jak towar. A to oznacza często destabilizację informacyjną i budowanie wręcz zagrożeń dla państwa. Trudno przecenić dziś znaczenie dobrze funkcjonujących narodowych mediów, także w kontekście przyszłości i tego, co będzie działo się kraju, zarówno jeżeli chodzi o politykę i strategię partii rządzącej, ale również opozycji. Obecny klincz polityczny nie może przedłużać się w nieskończoność, to destabilizuje kraj. Jeżeli sprawy mediów się nie uporządkuje, to przez najbliższy rok i kolejne lata, będziemy pogrążać się w chaosie informacyjnym. Patrząc na to, co dzieje się w kraju, ale również za granicą, jest to niebezpieczne i  nie możemy sobie pozwolić jako państwo na  rodzaj zimnej medialnej wewnętrznej wojny.  Jest zbyt wielu zewnętrznych beneficjentów takiej sytuacji…tylko czekających na chaos w naszym kraju.

Wspominała Pani na początku o kwestiach finansowych dot. mediów. Jakie kwestie po ponad pół roku rządów Jacka Kurskiego w TVP należałoby jeszcze poprawić? Czy jest za co chwalić nową Telewizję Publiczną?

Powtórzę, że priorytetową kwestią powinien być system finansowania, ponieważ nie można w żaden sposób prowadzić długofalowej wewnętrznej polityki telewizji. Trzeba zbudować dobrą propozycję merytoryczną, która nie będzie opierać się jedynie na budowie bieżącej agendy serwisów. Owszem są one coraz lepsze , dziś widz może dowiedzieć się, co dzieje się realnie kraju i na świecie. Drugą kwestią powinna być sprawa kadr. Należy przeprowadzić bardzo rzetelny przegląd personalny. Trzeba bardzo szczegółowo spojrzeć na to, jakie deficyty kumuluje polityka personalna. Z różnych źródeł wiem, że w dalszym ciągu są setki osób często zatrudnionych na stanowiskach dyrektorskich, których obecność nie jest konieczna. Z pewnością trzeba uporządkować i zweryfikować listę płac. Ludzie z naboru prezesa Roberta Kwiatkowskiego są passe.

Trzeba odbudować od nowa redakcje, ich poszczególne działy. Wydaje mi się, że sam nowy prezes nie podoła wszystkim wyzwaniom. Powinien mieć sztab osób, które mają odpowiednie kompetencje. Wraz z odbudową kadry kierowniczej musiałaby iść odbudowa stricte personelu telewizyjnego. Ponadto trzeba byłoby dokonać przeglądu wszystkich osób, które mają doświadczenie i pracowały kiedyś w TVP, a obecnie pracują w firmach zewnętrznych. Jest to z pewnością także spory potencjał.

Ponadto należałoby rozpisać konkursy na zewnątrz m.in. do środowisk artystycznych, aby chciały zaangażować się w pracę na rzecz budowy mediów publicznych. Ściany i budynki można dobudować, wyposażenie dokupić, ale największym i niepowtarzalnym kapitałem, który nam często bezpowrotnie umyka i zatraca, są ludzie. Są to często niepowtarzalne siły, drzemiące w jednostkach, do których trzeba umieć dotrzeć. Spójrzmy, np. na reżysera Andrzeja Krauzego, twórcę filmu „Smoleńsk”. Jest to wspaniała postać z olbrzymim dorobkiem, która powoli już odchodzi. Takich osób jak pan Krauze z ich kompetencjami i talentem jest dużo , a które przez lata były odsuwane, sekowane, wycinane bez pardonu, traktowane jak twórcy drugiej czy trzeciej kategorii. To jest skandal! Kłody, jakie były rzucane pod nogi twórcom filmu „Smoleńsk” musiały odbić się negatywnie na ich pracy. Za talent i wrażliwość artysta płaci ogromną cenę. Potrzebuje do pracy spokoju i dobrych warunków, dobrego klimatu. Obecne boje uniemożliwiają wielu artystom, aktorom, twórcom kreatywną pracę na rzecz mediów publicznych. Wielu z nich ma poczucie twórczego zablokowania. Po rządach POPSL potworzyły się kliki, kółka wzajemnej adoracji i specjalistów od grantów. Pierwszeństwo miały tutaj w szczególności osoby bez talentu i kompetencji, ale bezczelne i z silnymi łokciami.

Mamy również nowe, młody talenty, które widzę m.in. pośród studentów i zastanawiam się, ilu z nich będziemy w stanie wykorzystać, a ilu z nich rozgoryczonych i zniechęconych po prostu odejdzie, wyjedzie, twórczo zablokuje? To wszystko wymaga ogromnej troski. Media publiczne mają odpowiednią siłę, aby ten potencjał wykorzystywać i rozwijać. Obecnie wciąż mamy do czynienia ze stajnią Augiasza i nowy prezes, i nowe władze są  tylko początkiem drogi. Trzeba w mediach publicznych budować i kreować nowe kadry kierownicze, które będą głęboko rozumiały swoją misję, w rozumieniu „służby” innym. Obecne czasy atomizacji i rozbuchanego indywidualizmu, nie służą rozumieniu tego słowa – szczególnie w profesjach artystycznych czy medialnych. Wymagają one rzetelnej odnowy. Polityczne boje i utarczki, których jesteśmy codziennie świadkami zdecydowanie temu nie służą.

Prezes Jacek Kurski z pewnością do 15 października będzie kierował TVP. Później nastąpi kres jego rządów. Widzi Pani już dziś na horyzoncie godnych następców prezesa Kurskiego? Swoją gotowość do pracy zgłosił już sam Mariusz Max Kolonko.

To z pewnością dobrze świadczy o temperamencie tego dziennikarza. Szybkość i gotowość do pracy jest jego wielką zaletą. Nie odbierałabym mu tej szansy, jeżeli zgłasza swoją chęć do podjęcia tej pracy. Choć powinien zrozumieć, że system mediów publicznych w Europie zdecydowanie różni się od komercyjnego rynku mediów w USA. Są to dwa różne systemy medialne. Kalkowanie systemu amerykańskiego w Europie, a tym bardziej w Polsce, obecnie nie sprawdzi się i nie jest możliwe.

Oprócz nowego prezesa, który będzie wybrany, ważni będą jego najbliżsi współpracownicy i zastępcy. Oni muszą mieć także wielkie przygotowanie i tworzyć ze swoim szefem jedną „dłoń”. Pana Mariusza Kolonko widzę może nie jako głównego szefa Telewizji Publicznej, ale jako jednego z jego zastępców. Kto byłby należycie doceniony i zauważony w pracy. Pan Kolonko jest z pewnością osobą kompetentną, kreatywną, ma rozeznanie w strukturze współczesnych mediów, także społecznościowych. To dziennikarz z polotem , a ma także ten plus, że nie jest aż tak bardzo uwikłany w polityczne układy. Ma także spory kapitał społeczny, jest bardzo rozpoznawalny. Nowy prezes TVP nie musi być jednak osobą, która będzie stale błyszczeć w świetle jupiterów, bo ma do wykonania dużo szarej i niewidocznej pracy, polegającej na umiejętności wykorzystania wiedzy i pracy ekspertów i doradców. Obracając się w świecie mediów od 1989 roku, potrafiłabym nawet wskazać pośród moich kolegów i koleżanek osoby, które mogłyby podjąć się tego trudu, ale to one same musiałyby chcieć tego ryzyka. To nie jest to praca, która wszystkim odpowiada, nawet jeżeli ma się kompetencje. To wejście na pole minowe. Ciosu należy spodziewać się z każdej strony… Nie każdy ma ochotę i siły na takie wyzwania. W mojej opinii nawet funkcja prezesa partii politycznej nie jest obarczona takim ryzykiem jak kierowanie Telewizją Publiczną. Tutaj musi nastąpić połączenie trzech spraw: chęć pracy, kompetencje i odwaga podjęcia wyzwania. Z pewnością znajdzie się wiele osób, wśród karierowiczów z tupetem i  tzw. parciem na szkło, ale to nie znaczy, że  są najlepsi. Poza tym, nie wiem czy system konkursowy jest systemem optymalnym. Z jednej strony, konkurs jest rozpisany i każdy kto chce może startować. Z drugiej strony, gdyby istniał „bank głów” zdobywający i pozyskujący do pracy w mediach publicznych postaci o najwyższych kompetencjach, także socjospołecznych, i gdyby w jakiś była to równoległa obok konkursu, forma pozyskiwania kadr dla mediów publicznych, to byłoby to rozwiązanie optymalne.

Rozmawiał Kamil Kwiatek

wPolityce.pl

Zdjęcia:

fot. PAP/Radek Pietruszka
fot. PAP/Radek Pietruszka