Hola Andalusia!

Wspólny „Erasmus” Emilii Komar z Martą Swędzioł

Mija już miesiąc mojego pobytu w Cordobie. Pomimo tego wszystko jest wciąż dla mnie nowe: miasto, ludzie, uczelnia, wykładowcy. Różne myśli i przemyślenia. Rozmawiam z moją koleżanką Martą w klimatycznej restauracji oraz zajadam się pierwszy raz prawdziwą Tortilla de patatas. To właśnie w tym miejscu zdaję sobie sprawę, że jestem w Hiszpanii…

Zawsze inspirowały mnie podróże. Odkrywanie świata i poznawanie nowych ludzi było dla mnie czymś ekscytującym od dziecka. Wyjeżdżałam za granicę w celach wypoczynkowych, pielgrzymkowych i zarobkowych. Jednak pragnienie wyjechania na wymianę studencką rodziło się we mnie bardzo powoli. To dzięki mojej koleżance Marcie podjęłam tę decyzję. Jej opowieści oraz zdjęcia związane z pierwszym Erasmusem przekonały mnie do tego wyjazdu. Stwierdziłam, że to będzie bardzo dobra opcja na podszkolenie języka i poznanie ludzi z całego świata. Szczerze mówiąc, było mi obojętne w jakie miejsce pojadę – ważne, że z kimś, kogo znam i z kim mogę dzielić wrażenia. Po wielu dyskusjach wybrałyśmy miasto w Andaluzji, czyli Cordobę. To miejsce urzekło nas klimatem oraz kulturą tamtejszych ludzi.

Ze względu na fakt, że studia w Hiszpanii rozpoczynają się wcześniej, przyleciałam już we wrześniu 2018 r. Po wylądowaniu samolotu w Sevilli byłam pierwszą osobą, która ujrzała piękny zachód andaluzyjskiego słońca. W jednej chwili moja głowa była przepełniona różnymi myślami. Uczucia takie jak ekscytacja, lęk, stres, dreszczyk emocji i radość przeplatały się między sobą. Zadałam sobie wówczas pytanie: jaką stanę się osobą po tych kilku miesiącach… Czy moja osobowość, charakter zmienią swój dotychczasowy kształt?

Oszołomiona wielką zmianą w moim życiu, szłam z walizkami i plecakiem w stronę dworca. Zetknięcie z prawdziwą rzeczywistością spotkało mnie już podczas kupowania biletu autobusowego z Sevilli do Cordoby. Brak znajomości języka hiszpańskiego z mojej strony i języka angielskiego za przysłowiowym „okienkiem” z drugiej spowodowały moją dezorientację. Wówczas pomyślałam, że życie bez Internetu w Smartfonie jest o wiele trudniejsze, niż sobie kiedyś wyobrażałam :). Dzięki aplikacji językowej udało mi się w końcu kupić bilet i wyruszyć do miasta, w którym miałam spędzić cały semestr zimowy…

Jesteśmy tutaj już 30 dni. Rozmawiamy i jemy tradycyjną tortillę. Popijamy również lokalne napoje. Wciąż wszystko poznajemy: kulturę, zwyczaje, obyczaje Hiszpanów. Jesteśmy obserwatorkami nawet w tej restauracji. Zachwycone pogodą, brukowanymi uliczkami i balkonami ozdobionymi kolorowymi doniczkami, zastanawiamy się bezustannie co przyniesie jutro, pojutrze oraz kolejny miesiąc…

Emilia Komar