I will miss, I swear! by Viktoryia Burch

Styczeń – 2020

Pamiętam dzień, kiedy w końcu zdecydowałam się na wyjazd na zagraniczne studia w ramach programu Erasmus +. Można to opisać przy pomocy trzech słów: strach, ciekawość, szczęście.

Na początku należało zebrać wszystkie potrzebne dokumenty dla zagranicznego wyjazdu, rozwiązać kwestie związane z egzaminacyjną sesją na naszej uczelni i zdać językowy test. Dlatego, kiedy wszystkie te punkty zostały spełnione, zaczęłam wybierać kraj, w którym chcę rozpocząć studia. Po długich godzinach przeglądania stron internetowych uczelni z różnych części świata trafiłam na Universidad Católica San Antonio de Murcia, w Hiszpanii. I bez wahania zdecydowałam się na ten ciepły i słoneczny kraj. Więc pod koniec stycznia już siedziałam w samolocie pełna nadziei i wszelkiego rodzaju emocji, nie wierząc, że to wszystko się dzieje ze mną.
Hiszpania przywitała mnie 26-stopniowym upałem (przypomnę, to był styczeń), uśmiechniętymi ludźmi i bardzo drogą komunikacją miejska. Nie ukrywam, pierwszy miesiąc był bardzo trudny. Nowy klimat, tysiące kilometrów od domu, obcy język i ludzie o zupełnie innej mentalności. Jednak to wszystko tylko dodawało mi sił i pewności siebie…

Luty – 2020

Pierwszy dzień na uczelni. Gdzie jest moja sala? Jak dostać się do stołówki? Dlaczego wszyscy studenci idą do sali konferencyjnej? W mojej głowie było dużo pytań, ale niewiele odpowiedzi. Tęsknota za domem zaczynała odchodzić w siną dal.
Wszystkie moje zajęcia odbywały się w dwóch językach — hiszpańskim i angielskim. Bardzo ciekawe było zobaczyć, jak wygląda proces studiowania za granicą, jak studenci i wykładowcy uczestniczą w tym systemie i jak wszystko wygląda od kuchni. Spodobało mi się, że wszyscy wykładowcy budowali swoje lekcje na dialogu ze studentami, na nietypowych sposobach prezentacji materiału oraz na używaniu dużej ilości środków wizualnych (prezentacje, filmy, nagrania, zdjęcia).

Spotkałam tu ludzi z całego świata. Z Niemiec, z Brazylii, z Turcji, z Argentyny, ze Stanów, z Chin, z Korei Południowej. Oprócz poznania Hiszpanii, która jest pięknym krajem, i którego zaznajamianie pozwala mi wyrobić sobie opinię o tym miejscu, o ludziach, zyskuję nowy, świeży pogląd na Polskę. Przyjemnie jest słuchać od obcokrajowców, że podoba im się nasz kraj i że chcą do nas przyjechać…

Marzec- 2020

Dni mijały, a ja coraz bardziej byłam zafascynowana Hiszpanią. Ta kultura jest bardzo ciekawa, polecam zobaczyć obchody święta Trzech Króli, procesje wielkanocne i największą fiestę w Murcji: Fiesta de Primavera z kumulacją w postaci Pogrzebu Sardynki. Podczas mojego pobytu udało mi się zwiedzić większą część Regionu Murcja, odwiedziłam też wiele miast w innych częściach Hiszpanii.
Z całego serca cieszyłam się każdym dniem i nie mogłam sobie nawet wyobrazić, że moja przygoda na Erasmusie tak szybko zostanie przerwana przez pandemię. Każdego dnia w mediach pojawiało się coraz więcej wiadomości o koronawirusie. Nieco później w Hiszpanii wprowadzili stan wyjątkowy. Spędziłam dwa tygodnie na kwarantannie, w czterech ścianach, w obcym kraju, a później zdecydowałam się wrócić do domu…

Kwiecień – lipiec 2020

Wszystkie zajęcia odbywały się online. Dla każdego z nas były to warunki nowe i niezrozumiałe. Ale dzięki świetnie przygotowanej technicznej bazie Uniwersytetu w Murcji, ten okres stał się owocny i ciekawy. Nie powiem, że było to dla mnie łatwe. Taka forma nauczania wymaga maksymalnej koncentracji i wytrwałości, zwłaszcza kiedy zajęcia odbywają się w obcym języku. Dlatego starałam się wkładać dużo wysiłku, aby pomyślnie zaliczyć egzaminy. „By the way”, mi się to udało!

Mimo wszystko będzie mi bardzo brakowało pięknych palm na każdym kroku, morskiej bryzy, pysznego jedzenia, wesołych i szczerych Hiszpanów, którzy zawsze są gotowi pomóc. Będę tęsknić za wykładowcami i interesującymi zajęciami, za pięknym hiszpańskim językiem i całą atmosferą tego kraju.

Kiedy byłam w Hiszpanii, zawsze powtarzałam: „Vika, masz tyle czasu, wszystko zdążysz”. Ale tak bardzo się myliłam! Po Erasmusie zrozumiałam, że muszę doceniać swój czas. Bo to, co mam teraz i czym mogę się cieszyć — znika w mgnieniu oka. W każdym razie jestem wdzięczna za to niesamowite doświadczenie! Za cudownych ludzi z różnych stron świata, których poznałam i za wiedzę, którą otrzymałam. Mimo tego, że moja przygoda w Hiszpanii się skończyła, Hiszpania nigdy już nie zniknie z mojego serca.

Hasta pronto!