Jan Królewski, O studiowaniu w czasie pandemii – z Mają Stasyszyn, studentką I roku WSKSiM na kierunku „Dziennikarstwo i komunikacja społeczna”

Jan Królewski: Jaki kierunek studiujesz i z jakiego powodu go wybrałaś?

Maja Stasyszyn: Studiuję dziennikarstwo i komunikację społeczną. Zdecydowałem się na ten kierunek, ponieważ jest to dziedzina interdyscyplinarna i daje mi dobrą podstawę do dalszego rozwoju. Poza tym wiem, że na tej konkretnej uczelni ta podstawa na pewno będzie dobra, bo będę miała wykształcenie praktyczne. Cenię sobie wysoki poziom i myślę, że to to odpowiednia baza dla podjęcia dalszych, humanistycznych studiów.

J.K: Czy przed podjęciem studiów obawiałaś się zamknięcia uczelni w związku z rządowymi obostrzeniami?

M.S: W momencie kiedy rekrutowałam się na studia, na Uczelnię Wyższą, znoszone były wszystkie obostrzenia. Ponownie otwierały się galerie, wcześniej kina, teatry, miały być otworzone szkoły – szkoły zostały otworzone we wrześniu, tak więc udzieliła mi się społeczna euforia, że pandemia była, skończyła się, minęła. Skupiłam się już tylko i wyłącznie na wyborze studiów, wyborze dość znaczącym, rzutującym na mój przyszły rozwój. Wirus oraz związane z nim sprawy zeszły na dalszy plan. Nie było już lockdownu. Lockdown się skończył i wszyscy byli szczęśliwi, pełni nadziei na to, że więcej się nie powtórzy.

J.K: Jakie są twoje wrażenia po pierwszym okresie studiowania, gdy zapoznałaś się z nową rzeczywistością, w której jednak obostrzenia i restrykcje powróciły? Jak odebrałaś zmianę trybu nauczania?

M.S: Na pewno było to przykre, właściwie z dnia na dzień wynikła taka sytuacja. Chociaż jeszcze gorsza była niepewność. Warto zacząć od tego, że większość Uczelni Wyższych w Polsce w ogóle nie zaczęła pracy stacjonarnej ze studentami. Moi koledzy, koleżanki z liceum mówili mi o tym, że nie widzieli się jeszcze z osobami z ich roku, z ich kierunku. Na uczelni byli tylko raz, żeby osobiście złożyć dokumenty. Nie doświadczyli życia studenckiego. Ja miałam tę możliwość i tym bardziej przykre było przejście na nauczanie zdalne.

J.K: Czy studiowanie online wydaje ci się dobrą alternatywą dla studiów stacjonarnych?
Dlaczego?

M.S: Zdecydowanie nie. Może to wynika z kontrastu, że na początku wstawaliśmy, ubieraliśmy się, wychodziliśmy, przychodziliśmy do sali, spotykaliśmy się osobiście z innymi studentami, z wykładowcą. Podczas gdy następnego dnia już uczestniczymy w zajęciach z własnego pokoju, z łóżka, zawinięci w koc. Nie uważam, żeby to była dobra alternatywna. Absolutnie. Wydaje się to jeszcze gorsze przez to, że doświadczyliśmy przez chwilę prawdziwego życia studenckiego. Doznaliśmy trochę tej rzeczywistości, tej wolności i tym trudniej nam się teraz pogodzić z zaistniałą sytuacją. Nauczanie zdalne jest trudne – tym bardziej na studiach, w sytuacji gdy nie jest się pilnowanym jak w szkole średniej czy podstawówce. Teraz wszystko jest pozostawione naszemu samozaparciu, a w przypadku kiedy uczymy się po prostu z łóżka, ciężko jest znaleźć w sobie siłę.

J.K: Czy łatwo dostosowałaś się do nauczania zdalnego?

M.S: Należę do osób, które czują się niepewnie, obcując z technologią. Mimo wszystko informatyka i sprawy związane z technologią nie są moją mocną stroną. Jest to na pewno dodatkowy stres. Wiem że „dzięki” obecnej sytuacji nauczamy się bardziej sprawnego poruszania się w dziedzinie informatyki, na tej płaszczyźnie spotkań, ale ja mam zawsze opór. Zawsze byłam osobą, która raczej wolała spotkać się na żywo, niż dzwonić.

J.K: Co jest najbardziej doskwierające w trybie studiowania online?

M.S: Brak podstawowej motywacji do tego żeby się udzielać, żeby się angażować w zajęcia. O ile stacjonarnie musimy wstać, umyć zęby, musimy się ubrać, uczesać, założyć buty, wyjść, zamknąć pokój, wyjść ze strefy komfortu – o tyle w przypadku nauki zdalnej wszyscy jesteśmy osłabiani przez zaistniałą sytuację. Nie musimy radzić sobie z funkcjonowaniem na uczelni jako takim, nie musimy szukać sali wykładowej. Może to brzmi banalnie, ale nas to w pewien sposób rozwijało. Byliśmy zmuszeni wychodzić do ludzi, radzić sobie z nową rzeczywistością. W tym momencie siedzimy we własnych pokojach, we własnych, bezpiecznych gronach współlokatorów, z którymi jemy, śpimy, uczymy się. Jest to dosyć degradujące, bo stoimy w miejscu. Nie musimy się angażować, nie musimy nawet słuchać. Wystarczy, że włączymy obecność i pójdziemy spać. Tak prosta ucieczka bez wątpienia stanowi pokusę, która co jakiś czas powraca, i z którą musimy się mierzyć.

J.K: Jak wyglądają relacje między-studenckie w dobie pandemii i wejścia uczelni w tryb nauczania online?

M.S: Na współlokatorów jesteśmy skazani. Mamy to szczęście, że w większość z nas mieszka w jednym miejscu, w akademiku, że wychodząc – chociażby na spacer – można spotkać innych studentami, których się zna, z którymi studiuje się na jednym roku. Dzięki temu, że mieszkamy blisko mamy jeszcze jakiś kontakt ze sobą. Gdybyśmy, tak jak studenci w całej Polsce, siedzieli w domu, relacje kompletnie nie mogłyby się rozwijać. W tym momencie jest to utrudnione, tym bardziej, że nie możemy się spotykać w większych gronach, ponieważ to zakazane, nielegalne, niewskazane. Może widujemy się w mniejszych gronach, może rzadziej, ale mamy ze sobą kontakt i to jest dobre.

JK: Jak pandemia wpłynęła na rozwój twoich zainteresowań osobistych lub związanych z przedmiotem studiów?

M.S: Kiedy w początkowym etapie pandemii ogłoszono zamknięcie szkół – ucieszyłam się z tego powodu. Matura się przesunęła. Miałam więcej czasu na naukę i faktycznie więcej czasu na naukę poświęciłam. W marcu, kwietniu, maju – miałam cały miesiąc zapasu, dzięki czemu byłam jeszcze lepiej przygotowana. Uczyłam się głównie do historii sztuki, przerabiałam wszystkie epoki od samego od prehistorii do współczesności. W końcu miałam na to czas i mogłam to robić sama, bez pomocy nauczyciela. Także w tamtym momencie błogosławiłam pandemię i dziękowałam, że dostałam taką możliwość, więcej czasu… Ale później matura została napisana, wróciłam do domu i stwierdziłam, że nie mam już właściwie żadnego celu. W te wakacje nie mogłam za bardzo wyjeżdżać z domu przez sytuację epidemiczną. Większość czasu spędziłam w domu i to był moment kiedy czułam się bardzo źle, bo czułam się odseparowana, czułam się wręcz zniewolona. Nie miałam większego kontaktu z innymi ludźmi. Nie było takiej możliwości. Co chwila słyszeliśmy, żeby raczej nie wyjeżdżać, żeby zostać w domu – to też wpływa w pewien sposób na
psychikę, kiedy ciągle ktoś ci powtarza, że „stój”, „nie idź”, „lepiej zostań”. Dlatego wakacje
wspominam zdecydowanie źle, to były jedne z najgorszych wakacji w moim życiu. Nawet nie chodzi o to, że ja się czułam zagrożona, tylko raczej o to ciągłe powtarzanie: „zostańcie w domu”, „nie wychodźcie”. To jest kompletnie inna rzecz, niż ta którą człowiek powinien robić, bo człowiek powinien wychodzić, powinien wyjeżdżać, powinien się rozwijać – nie siedzieć w domu, nie zostawać w domu. Dlatego tak bardzo cieszyłam się na początek roku akademickiego, na to że w końcu wyjadę, spotkam ludzi, w końcu zacznie się normalne życie. Sytuacja okazała się inna, chociaż i tak jest dobrze.

JK: Czy w twoim odczuciu zajęcia online są dobrze przygotowane i prowadzone – czy też „obostrzenia zaskoczyły wykładowców”?

M.S: W większości zajęcia są dobrze przygotowane – wiadomo, że zdalne nauczanie nie daje takich możliwości jak nauczanie stacjonarne. Naprawdę nie jest źle. W takiej sytuacji jaką mamy mogło być o wiele gorzej. Większych sytuacji, w których traciłabym cierpliwość – nie miałam. Staram się być wyrozumiała. Do tej pory faktycznie nikt nie musiał uczyć się organizacji i przeprowadzania zdalnych spotkań. Myślę, że większość studentów podchodzi do obecnej sytuacji z wyrozumiałością, nawet jeżeli wykładowca ma problemy natury technicznej, chociażby nie wie jak udostępnić ekran, jak włączyć czy wyłączyć mikrofon, kamerkę. Nie wiem czy można to traktować jako utrudnienie. My wszyscy w tym siedzimy. Wszyscy jedziemy na jednym wózku, gramy do jednej bramki i jeżeli faktycznie występują jakieś utrudnienia, to nie zaczynamy się śmiać. Staramy się pomóc. Jak powiedziałam – wszyscy jedziemy na jednym wózku, gramy do jednej bramki, nie możemy się dodatkowo jeszcze dzielić.

J.K: Oczekujesz zatem szybkiego powrotu studiów stacjonarnych?

M.S: Tak, myślę, że jak każdy. Jak każdy, bo takie studiowanie nie ma większego sensu. Nie wiem czy moglibyśmy nawet nazwać swoją sytuację studiowaniem, bo oprócz słuchania wykładów na studiowanie składa się milion innych rzeczy. Do tego wszystkiego niezbędny jest kontakt fizyczny, w rzeczywistości, ten realny. Obecnie zamknięto nas w sferze komfortu i my z tej sfery komfortu nie wychodzimy, a to jest złe, druzgocące, degradujące, niszczące. Dlatego mam nadzieję, że obecna sytuacja zmieni się jak najszybciej.

J.K: Dziękuję za wywiad.