Kolejny miesiąc w stolicy Czech

Już za mną kolejny miesiąc spędzony w Pradze, w studiu „Three Brothers Production”. Ten miesiąc minął jednak inaczej niż poprzedni. Miałem więcej czasu wolnego. Ale to nie znaczy, że nic ciekawego się nie działo. „Co żem przeżył i com widział, zaraz przeczytacie…”

Można powiedzieć, że ten miesiąc rozpoczął się w niedzielę 11 sierpnia. Tego dnia, po miesięcznej przerwie, wróciłem do posługi ministranckiej. Od tego też czasu, przez cały miesiąc służyłem na niedzielnych Mszach Świętych w kościele św. Wacława na Smichovie. W kolejnych dniach nic ciekawego się nie działo, aż do środy i czwartku. Wtedy to miałem pomóc przy załadunku i wyładunku pewnych rzeczy potrzebnych do filmowej produkcji. Kolejny weekend spędziłem na dalszej eksploracji starówki.

Odwiedziłem klasztor na Strahovie, a także widziałem ambasadę Polski.

We wtorek powróciły, choć na jeden dzień, stare dobre czasy. Pomagałem wówczas na planie reklamy, którą kręcono w studiu. Następnego dnia zająłem się sprzątaniem, a gdy skończyłem, okazało się, że muszę zmienić pokój. Od tego momentu, zamiast w przestronnym wieloosobowym, mieszkałem w niewielkim jednoosobowym pokoiku z malutkim okienkiem. Cóż, i tak bym siedział sam w pokoju.

No dobra, a co było dalej? W czwartek i piątek poszedłem przez przepiękną dolinę Prokopa do dwóch cywilizowanych miejsc. Pierwszego dnia doszedłem aż do Barrandova, a drugiego do Nowych Butovic. A co w weekend? Postanowiłem, że odkryję, co znajduje się na końcach linii tramwajowych, którymi często się poruszam (linia 20 i 12). W sobotę, dotarłem „dwudziestką” do Divokej Šarki (wąwóz i park przyrodniczy na terenie Pragi). W niedzielę „dwunastką” przybyłem do Holešowic, w których znajdują się Praska Wystawa, Planetarium i Park Stromovka (przechadzając się po nim, miałem wrażenie, jakbym był w Central Parku).
W poniedziałek, w święto Matki Bożej Częstochowskiej, po transmisji Mszy Świętej na TV Trwam, udałem się na piesze odkrywanie Barrandova, gdzie czułem się jak w moim Wodzisławiu Śląskim.

W kolejną sobotę znowu postanowiłem sprawdzić, dokąd zawiezie mnie tramwaj. Tym razem jechałem „piątką”, która wywiozła mnie na jakieś odludzie (były tam tylko jakieś krzaki, dilerzy samochodowi, zajezdnia tramwajowa i noclegownie, a w oddali były widoczne kominy przemysłowe), więc za długo tam nie zabawiłem. Dzięki tej wycieczce mogłem lepiej poznać Pragę na drugim brzegu Wełtawy (przy trasie tej linii jest tzw. Tańczący Dom). Następnego dnia wybrałem się na mały spacer po drugiej stronie. Odwiedziłem wtedy barokową cerkiew pod wezwaniem Cyryla i Metodego, a także widziałem kościół jezuitów i byłem pod wspomnianym już Tańczącym Domem.

We wtorek 3 września, znów wróciłem do przyrody i leśną ścieżyną doszedłem do Řeporyj. Natomiast środowe popołudnie spędziłem w kinie na Smichovie, gdzie obejrzałem dziewiąty film Quentina Tarantino „Pewnego razu w… Hollywood”. Film bardzo mi się podobał (To nie jest recenzja, więc ograniczę się do tych słów). W ostatni piątek i sobotę wybrałem się na odkrywanie linii autobusowych jadących z Hlubočep, czyli 128 i 120. W piątek wybrałem się tą pierwszą linią, która jest jeszcze krótsza niż toruńska 18 i w sumie jeździ jakieś 2 kilometry. W sobotę jechałem linią 120, która już była dłuższa. Najpierw zajechałem na Smichov, a potem jechałem w drugą stronę, do Lochkova (całkiem ładna „wieś” w Pradze), a potem z powrotem na Smichov. Nazajutrz byłem ostatni raz w kościele św. Wacława i na starówce. 11 września wróciłem do domu.

Przejdźmy do wniosków. Mimo, że miałem mniej pracy niż w poprzednim, ten miesiąc i tak spędziłem dosyć aktywnie. Miałem więcej czasu, aby lepiej poznać miasto, w którym miałem praktyki. Nie zmienia to faktu, że miałem określone stałe obowiązki na praktykach, które wypełniałem sumiennie. Była to czysta przyjemność. Jeśli jednak chcecie poznać szczegóły, to najlepiej wybierzcie się, drodzy czytelnicy tej relacji, sami.

Ten miesiąc będę wspominał bardzo pozytywnie.

Wiktor Grzegorzek