Konflikt na granicy polsko-białoruskiej

Konflikt na granicy polsko-białoruskiej jest tematem gorącym, zarówno w mediach tradycyjnych, jak również w Internecie. Czy jesteśmy świadkami wojny hybrydowej, jakie cele przyświecają Aleksandrowi Łukaszence w jego działaniach? Na te pytania w rozmowie ze studentką Agatą Mieczkowską odpowie Pan doktor Jan Wiśniewski, wykładowca Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, ekspert ds. stosunków międzynarodowych.

AM. Dzień dobry.

J.W. Dzień dobry.

A.M. Panie doktorze, czym jest wojna hybrydowa i czy aktualnie mamy z nią do czynienia?

J.W. Pojęcie wojny hybrydowej po raz pierwszy pojawiło się w amerykańskiej strategii wojskowej i zostało użyte przez amerykańskich analityków w przeprowadzonych działaniach zbrojnych w Afganistanie oraz Iraku. Największą popularność zyskało w czasie konfliktu izraelsko-libańskiego, który miał miejsce w 2006 roku. Również wzorcowa wojna hybrydowa toczy się obecnie na wschodzie Ukrainy od 2014 r. Czym jest wojna hybrydowa? Jest to strategia wojenna łącząca działania konwencjonalne, nieregularne, cybernetyczne, terroryzm i przestępczość, w tym samym czasie i na tym samym miejscu, celem osiągnięcia celów politycznych. Często wspierana jest działaniami dezinformacyjnymi i propagandowymi. Tego rodzaju „konflikt” często jest prowadzony bez oficjalnego wypowiedzenia. Jej charakter ma pozwolić agresorowi na całkowite lub częściowe uniknięcie za nią odpowiedzialności. Konflikt na naszej wschodniej granicy – mam tu na myśli granicę z Białorusią Aleksandra Łukaszenki – zmierza w kierunku tego rodzaju konfliktu. Polski rząd uważa bowiem kryzys humanitarny na granicy z Białorusią za element „wojny hybrydowej”. Przepychaniu imigrantów przez granicę towarzyszy kampania dezinformacyjna.

A.M. A jak Pan doktor myśli, jaka myśl geostrategiczna przyświeca reżimowi Aleksandra Łukaszenki, wysyłając uchodźców na granicę. Czy najważniejsze są dla niego zyski ekonomiczne, czy chodzi o coś ważniejszego?

J.W. Myślę, że Alaksandrowi Łukaszence przyświecają trzy główne cele. Po pierwsze, pewna zemsta za sankcje Unii Europejskiej oraz aktywne działanie Polski i Litwy oraz po części Łotwy, wspierające opozycję antyreżimową. Tak naprawdę wszystko zaczęło się od sierpnia 2020 roku po sfałszowanych wyborach prezydenckich. W normalnych warunkach Alaksander Łukaszenko przegrałby te wybory. Według nieoficjalnych danych sytuacja była taka, że uzyskał prawdopodobnie około 20% głosów. Kandydatka opozycji, Swietłana Cichanouska uzyskała 80%. Natomiast w oficjalnych, podanych przez komisję wyborczą, proporcje były odwrotne. Te wybory spotkały się z wielką reakcją, nie tylko Białorusinów, ale również krajów sąsiadujących z Białorusią oraz niektórych krajów europejskich i Stanów Zjednoczonych. Wprowadziły one sankcje, które dotknęły reżim Łukaszenki. Teraz jest to odpowiedź Łukaszenki na tego rodzaju działania. Drugi powód działań władz białoruskich, teraz szczególnie to widać, ma polegać na rozpoczęciu starań w celu uzyskania akceptacji dla rządów Łukaszenki ze strony państw zachodnich. Polska oraz większość państw europejskich nie uznaje wspomnianych wyborów z 2020 roku. Rozmowy przywódców Niemiec i Francji – a szczególnie Łukaszenki z Angelą Merkel – są swego rodzaju akceptacją ich wyniku. W tym miejscu należy podkreślić szczególnie rolę Rosji, która jest nie tylko adwokatem Mińska, ale celowo wspiera – czy wręcz reżyseruje – politykę Białorusi. Kremlowi bardzo zależy, aby Łukaszenko został uznany przez społeczność międzynarodową za de facto prezydenta Białorusi. Rosji zależy również na tym, aby ten konflikt graniczny w pewien sposób przysłonił medialnie toczący się konflikt we wschodniej Ukrainie, w Donbasie. I trzeci cel, tym razem bardziej ekonomiczny. Jest to cel, który ma przynieść korzyści finansowe. Proszę pamiętać, że ci imigranci: Irakijczycy, Syryjczycy, Afgańczycy czy mieszkańcy Afryki Północnej, muszą bardzo dużo zapłacić, by przylecieć na Białoruś oraz później, za transport nad granicę z Polska, a w końcu za utrzymanie w strefie przygranicznej. To bardzo dużo kosztuje, ale to jest zysk de facto reżimu Łukaszenki. I te trzy czynniki wpływają w pewien sposób na zachowanie tego dyktatora, który rządzi na Białorusi już od 1994 roku. Jest on najdłużej rządzącym dyktatorem w Europie. Również Łukaszenko jest gestorem pomocy ze strony Rosji. To dzięki Rosji sprawuje swój urząd, sprawuje swoją funkcję. Gdyby Władimir Putin chciał inaczej, Łukaszenko prawdopodobnie bardzo szybko straciłby tę władzę. To, że Łukaszenko wykonuje w dużej mierze polecenia Moskwy, jest dla wszystkich bardzo jasne. O co chodzi Moskwie? Moskwie prawdopodobnie chodzi głównie o eskalację konfliktu, o pewne zwiększenie uwagi, szczególnie mediów i społeczności międzynarodowej, na aspekt granicy polsko-białoruskiej. Natomiast Rosjanie chcą osiągnąć swoje cele – o czym wcześniej wspomniałem – na wschodzie Ukrainy. Obecnie źródła ukraińskie donoszą o koncentracji wojsk rosyjskich na wschodniej granicy Ukrainy. Może to grozić destabilizacją w tej części Europy, a przykryciem tego konfliktu może być właśnie sytuacja na naszych granicach.

A.M. Czy Białoruś jest realnie w stanie zagrozić Polsce, skoro sama wewnątrz dotknięta jest konfliktami i podziałami w państwie?

J.W. Nie, na pewno nie jest w stanie. Polska na pewno może liczyć na swoich nie tylko sąsiadów, ale członków Paktu Północnoatlantyckiego. Chciałbym podkreślić tutaj rolę Paktu Północnoatlantyckiego w zapewnieniu bezpieczeństwa, nie tylko Polsce, ale również innym państwom tzw. Flanki Wschodniej. Litwa, Łotwa, to są kraje które są poddane tej presji ze strony właśnie Mińska. Sekretarz Generalny NATO Jeans Stoltenberg właśnie jasno stwierdził, że Polska oraz inne kraje mogą liczyć na wsparcie całej wspólnoty. Dla nas to jest bardzo ważne. Trzeba pamiętać, że również w rozmowach bilateralnych – na przykład z Wielką Brytanią – uzyskaliśmy pomoc w postaci wsparcia naszych sił w strefie przygranicznej żołnierzami brytyjskimi, którzy będą zapewniać wsparcie inżynieryjne. Są też inne kraje, jak choćby Stany Zjednoczone czy Czechy.

A.M. Czy właśnie ten kryzys na granicy wschodniej może być impulsem dla Polski do modernizacji sił zbrojnych?

J.W. Ja myślę, że ta modernizacja postępuje. Rzeczywiście można zauważyć, że rząd polski, państwo polskie od konfliktu ukraińsko-rosyjskiego o Krym, a później o Donbas, zwiększyło swoje zaangażowanie finansowe w zagadnienia obronne do ponad 2% PKB. To nie tylko nowy sprzęt, nie tylko zwiększanie liczebności polskiej armii, nie tylko formowanie Wojsk Obrony Terytorialnej, ale to również inne przedsięwzięcia, które wpisują się bardzo dobrze w ten całokształt. Ja myślę, że również przyszły budżet, zwiększony budżet Obrony Narodowej na kolejne lata, poczynając od 2022 r. też tego jest przykładem. Polska zdaje sobie sprawę, że w zmieniającej się sytuacji międzynarodowej oraz w związku z destabilizacją czynioną przez Federację Rosyjską na wschodzie Europy, trzeba temu odpowiednio przeciwdziałać. Zagrożenie – w znacznie mniejszym stopniu – grozi nam również z innych kierunków np. z Bliskiego Wschodu. Również trzeba pamiętać o zagrożeniach wojny hybrydowej, wojny informacyjnej, ale również cyberterroryzmie i cyberbezpieczeństwie. Internet stał współczesnym frontem, który non stop jest poddawany pewnej presji, i w którym prowadzone są działania, które zagrażają bezpieczeństwu Polski i innych krajów Unii Europejskiej i NATO.

A.M. To jak w takim razie powinna zachować się strona polska, aby respektować prawa człowieka uchodźców, ale jednocześnie bronić swoich granic przed reżimem Łukaszenki?

J.W. Uważam, że sytuacja na granicy polsko-białoruskiej dla dużej części społeczeństwa polskiego, które jest głęboko przywiązane do wartości chrześcijańskich, jest bardzo trudna. Rodzi się w tym miejscu uczucie pomocy i miłosierdzie. Proszę jednak zauważyć, że Białoruś ostatnio odrzuca polskie starania o przekazanie pomocy humanitarnej dla imigrantów, którzy są zgromadzeni na terenie Republiki Białorusi. Z drugiej strony, jeżeli będziemy w pewien sposób ustępować, przyjmować czy wpuszczać emigrantów, zrealizujemy cele nie tylko Łukaszenki, ale też Putina. Ten krok może doprowadzić do sforsowania granic Europy przez emigrantów, co może zdestabilizować sytuację w niektórych krajach Unii Europejskiej. To z kolei jest bardzo na rękę władzom białoruskim i rosyjskim. Niekontrolowany napływ emigrantów może doprowadzić do napływu osób, które nie do końca akceptują nasz styl życia. I oczywiście chodzi tutaj o zagrożenie terrorystyczne. Proszę zauważyć tę wojnę informacyjną, która trwa obecnie. Przykłady filmowania kobiet z dziećmi, które zawsze są na czele tych grup, które się poruszają. W większości grup, 98- 99% to są młodzi mężczyźni, ale zawsze są eksponowane rodziny z dziećmi. To jest gra propagandowa, która ma za zadanie zrzucić winę za tę sytuację na stronę polską. Rząd polski na szczęście odchodzi od tej polityki zamknięcia tego konfliktu przed dziennikarzami. Bo rzeczywiście, patrząc na różnego rodzaju serwisy zachodnie, można było zauważyć, że ta interpretacja białoruska, rosyjska zyskuje większe zainteresowanie. Dlaczego? Bo stamtąd są ciekawsze obrazy.

A.M. Czy jesteśmy w stanie wyjść z tego konfliktu zwycięską ręką?

J.W. Po pierwsze, to trudno mówić o zwycięstwie w obecnej czy najbliższej perspektywie czasowej. Prawdopodobnie konflikt ten będzie trwał kilka miesięcy, a nawet może lat. Proszę zauważyć, że konflikt na Ukrainie trwa od 2014 roku. To jest już siódmy rok. Tak naprawdę nie widać jego końca. Podobna sytuacja, tym razem na polsko-białoruskiej granicy, może trwać również dłuższy okres czasu.
A.M. Bardzo dziękuję Panie Doktorze za tę wartościową rozmowę.
J.W. Również bardzo dziękuję.