Legendarny zespół The Rolling Stones wystąpił w Warszawie 8 lipca 2018 roku. Do stolicy przyjechałem w dniu koncertu i od razu udałem się pod Hotel Europejski, w którym nocowali Muzycy. Od południa zaczęło się zbierać coraz więcej chętnych, którzy ustawiali się wzdłuż barierek naprzeciw wejścia do hotelu, chcąc mieć szansę zobaczenia swoich idoli. Po kilku godzinach oczekiwania, gdy na placu zebrała się już ogromna grupa ludzi, których można było śmiało liczyć w setkach, zaczęły podjeżdżać limuzyny. Okazało się jednak, że będą jechały nimi rodziny muzyków.

M. Bazela – archiwum prywatne
M. Bazela – archiwum prywatne

Udaliśmy się wspólnie ze znajomymi w stronę tylnej części hotelu, gdzie znajdował się wyjazd z parkingu podziemnego, licząc, że to tędy Stonesi wyjeżdżać będą na próbę. Po nieco ponad godzinie przyszło do nas dwóch ochroniarzy (w tym osobisty bodyguard Micka Jaggera) i poinformowali nas, że jeśli chcemy spotkać się z The Rolling Stones, to mamy przejść pod główne wejście „Europejskiego”. Uważaliśmy, że jest to zbyt piękne, żeby było prawdziwe i ochrona tym sposobem chce „oczyścić” miejsce, by konwój mógł spokojnie wyjechać. Jednakże w swoich słowach wydawali się szczerzy, więc udaliśmy się w wyznaczone miejsce. Tam było już znacznie mniej osób niż kilka godzin wcześniej. Udało mi się znaleźć miejsce w drugim rzędzie przy barierkach. Po godzinie naszego oczekiwania z lobby hotelowego wyszli: Ronnie Wood, Keith Richards i Charlie Watts, po czym każdy z nich podszedł do innej grupy osób, tak, by po pierwsze – nie przeszkadzać sobie nawzajem, a po drugie – ważniejsze – by na filmie nagrywanym przez osobę z ich ekipy, wyglądało, że wszyscy zainteresowani dostali to, po co tam przyszli, czyli podpis legend. Jednak rzeczywistość jest taka, że każdy z nich podpisał jedynie po kilka płyt i zdjęć. Całe szczęście udało mi się uzyskać podpis od gitarzysty grupy – Ronniego Wooda w albumie wydanym z okazji 50. lecia zespołu.

M. Bazela – archiwum prywatne

Po tym jak wrócili do środka, na zewnątrz wyszedł Mick Jagger, który witał się z fanami i złożył kilka sygnatur. Niestety, mimo bliskiej odległości, lider zespołu nie zechciał podpisać mojego albumu. Następnie muzycy udali się na próbę i do rozpoczęcia koncertu nie wrócili już do hotelu. Następnego dnia Stonesi mieli opuścić nasz kraj.

Na lotnisku stawiłem się z samego rana, gdyż udało mi się dowiedzieć, że wylot planowany jest na godzinę 12. Jednak o 11 okazało się, że najprawdopodobniej będzie to godzina 15. Tak też się stało – podjechały limuzyny przeplatane vanami. Z pierwszego auta wysiadł Richards, lecz tylko pomachał czekającym za barierkami i wszedł do terminalu. Kolejny – Wood zachował się podobnie. Jako ostatni wysiadł perkusista zespołu – Charlie Watts, który chętnie podszedł do barierek i przez ok. 5 minut rozdawał autografy – podpisał również mój album.

M. Bazela – archiwum prywatne

Z żadnej z limuzyn nie wysiadł jednak Jagger. Dowiedziałem się, że ma wylot kolejnego dnia, gdyż chciał uczestniczyć w meczu Anglii na Mundialu. Rozpocząłem więc przygotowania. Wykonałem duży transparent, na którym znajdowała się prośba o podpisanie albumu. Czekałem na lotnisku od godz. 8, natomiast sam wylot miał być ok. 12. Przed samym południem na lotnisku zjawiły się jeszcze 4 osoby chcące uzyskać podpis. Tuż przed przyjazdem konwoju, ze znajdującej się obok terminalu firmy kurierskiej wyszło ok. 20 osób i stanęło po drugiej stronie nas, aby zobaczyć przyjazd Micka. I to niestety w głównej mierze przyczyniło się do tego, że od razu po wyjściu z auta pomachał i wbiegł prosto do wejścia… Jednakże uzyskanie podpisów od połowy składu jednego z najważniejszych zespołów rockowych wczechczasów jest wielkim sukcesem, dla którego opłaciło się poświęcić łącznie ponad 20 godzin oczekiwania zarówno pod hotelem, jak i na lotnisku.