Najzdrowsze uzależnienie? Podróżowanie! Część 2

„Kiedy złapiesz bakcyla podróżowania, nie ma na to żadnego lekarstwa, już wiem, że będę szczęśliwie chory do końca życia”- angielski aktor komediowy i podróżnik Michael Palin.
Cytaty mnie inspirują. Znaleziony, tak przypadkiem na jednej ze stron blogowych, o tematyce podróżniczej, wpisany jest w mój kalendarz. Przypomina i kusi do odkrywania nieznanych dotąd mi miejsc.

Po Barcelonie nadszedł czas na… Walencję. Wybrałam to miasto ze względu na zaproszenie mojego kolegi Jarka, który jest absolwentem naszej Uczelni. Spędzał tam właśnie 2 miesiące, odbywając praktyki w jednej z hiszpańskich nadmorskich restauracji. Miasto to położone jest w środkowo-wschodniej Hiszpanii, nad Morzem Śródziemnym, i jest trzecim co do wielkości (zaraz po Madrycie i Barcelonie). Pomimo tego, że mój kolejny weekendowy „trip” odbył się na początku listopada, pogoda zachwyciła: ponad 25 °C! Stąd też moja walizka została wypełniona stosem letnich sukienek, kremem z filtrem i okularami przeciwsłonecznymi.

W tym mieście da się zakochać. Znane jest z niebagatelnych skwerów, parków, fontann i neoklasycystycznych budynków. Mapa turystyczna oferuje mnóstwo atrakcji, które trzeba koniecznie zobaczyć.

Pierwszy „krzyżyk” na mapie został zaznaczony przy Plaza de la Virgen. To plac położony w samym sercu zabytkowej dzielnicy Walencji, gdzie znajduje się katedra Santa Maria oraz Bazylika Matki Bożej Opuszczonych. Na samym środku – słynna fontanna przedstawiająca Neptuna, w otoczeniu ośmiu nagich kobiet. Wszystko to okrążone jest restauracjami oferującymi miejsca na zewnątrz. Nie da się ukryć, że widok turystów delektujących się lokalnym jedzeniem oraz utalentowanych muzyków towarzyszących im w oddali, zaimponował mi…

Kolejnym punktem naszego zwiedzania była wspomniana wcześniej Katedra Santa Maria, charakteryzująca się wielością stylów. Do najważniejszych należą: gotycki, romański i neoklasycystyczny. Jednak to nie architektura jest głównym motywem odwiedzania tego miejsca przez ludzi z całego świata, a Święty Graal znajdujący się w Kaplicy Świętego Kielicha. (Tradycja chrześcijańska głosi, że to właśnie ten kielich był używany przez Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy). Poranna Msza Święta w niedzielę, w której uczestniczyłam razem z Jarkiem, spotęgowała mój zachwyt nad niezwykłością tego miejsca.

W kolejnych dniach spotkaliśmy się przy Plazas de Toros, czyli niedaleko Areny Walki Byków. Takie obiekty sportowe, na których odbywa się słynna korrida, można znaleźć w wielu miastach w całej Hiszpanii. Wzorowane przeważnie na starożytnych stadionach, skupiają od kilkunastu do kilku tysięcy widzów. Choć to temat kontrowersyjny, cieszy się dużą popularnością wśród turystów. My również zdecydowaliśmy się wejść do środka, zobaczyć i poczuć klimat widzów siedząc na jednej z ławek areny.

„Wisienką na torcie” całego wypadu do Walencji była przejażdżka rowerowa na plażę miejską Playa de La Malvarossa. Miasto oferuje wiele miejsc z wypożyczeniem rowerów, w cenie nawet za 3 euro. Jest to ciekawa opcja spędzenia wolnego czasu, zwłaszcza jeśli się ma bogato rozwinięte ścieżki rowerowe! Blask słońca, podmuch wiatru, szum fal i unoszący się drobny piasek sprawił, że jeszcze bardziej pokochałam to miasto pełne wdzięku i gracji.

A wszystko dzięki programowi Erasmus+….

Polecam!

Emilia Komar