Życie w Hiszpanii nie należy do najłatwiejszych. Przekonałam się o tym już na początku swojej przygody w Murcji. Wydawałoby się, że 365 dni słońca to raj na ziemi, lecz i tu przyszło mi mierzyć się z wieloma problemami. Słusznie się mówi, że wyjazd do obcego kraju usamodzielni każdego.

Gdy tylko znalazłam się w Hiszpanii, problemy zaczęły wlewać się w moje życie. Przybywały drzwiami i oknami, a ja mogłam tylko patrzeć jak mnie zasypują. Wszystko, począwszy od transportu z lotniska, a na właścicielu mieszkania skończywszy, przysporzyło mi nie małych zmartwień.

Z Alicante do Murcji dostałam się autobusem, który w tym mieście nie miał się nawet zatrzymywać, pomiędzy mną a moim współlokatorem doszło do podwójnej rezerwacji tego samego pokoju, a po drodze były inne problemy. Wszystkie te wydarzenia spędzały nam sen z powiek przez znaczną część pierwszego miesiąca.

Swoje mieszkanie znalazłam dzięki odpowiedzi na post na Facebooku. Pośredniczka powiedziała mi, że jestem pierwsza w tym mieszkaniu, toteż nie wie z kim przyjdzie mi je dzielić. Dowiedziałam się tego siedząc już w autobusie, który miał mnie przewieść z Alicante do Murcji. Mieszkanie okazało się być przeznaczone dla 4 osób. Pomyślałam, że moi rodzice nie będą szczęśliwi. Jednakże prawdę powiedziawszy, już w pierwszej godzinie znajomości, wiedziałam, że nie zamieniłabym ich na nikogo innego. Dogadywaliśmy się idealnie.

Wszystkie te kłopoty nie przeszkodziły mi, aby korzystać z życia, które oferuje Erasmus. Oprócz standardowych wyjść w grupie znajomych, brałam także udział w wydarzeniach organizowanych przez tutejszy ESN oraz w dodatkowych zajęciach językowych. Koncerty w teatrze, wyjazd na plażę, pierwsza wycieczka, wszystkie te wydarzenia pozwoliły na zacieśnienie się więzi.

Dnia 17 Września rozpoczęły się zajęcia. Mimo uprzejmości profesorów, zajęcia w języku hiszpańskim przysporzyły kolejnych trudności. Pomimo, że języka uczę się od ponad roku, na chwilę obecną rozumienie treści wykładów pozostaje daleko poza moimi możliwościami. Szczęśliwie wokół jest wiele osób oferujących swoją pomoc, osoby te naprawdę nie zdają sobie sprawy jak wiele im zawdzięczam.

Hiszpania powitała mnie w dość intensywny i nietypowy sposób, lecz pierwszy miesiąc nie składał się tylko i wyłącznie z problemów. Właściwie, to właśnie dzięki tym wszystkim przeszkodom udało mi się lepiej poznać osoby, z którymi spędzam teraz każdą wolną chwilę. Moja grupa nie jest zbyt duża, ale za to bardzo z sobą zżyta – Włochy, Peru, Anglia, Hiszpania, Kolumbia, Polska, Irlandia, Syria, Meksyk, Norwegia, USA, to tylko niektóre z państw, których przedstawicieli poznałam dzięki programowi Erasmus+.

Ostatecznie wszystko musi się zawsze jakoś ułożyć. Tak i nasze problemy z dnia na dzień malały, i w końcu mogliśmy cieszyć się Hiszpanią. Codziennie zachwycały mnie wysokie temperatury. Pomimo początku października, tutaj wciąż utrzymywało się ponad 30 stopni. Podczas gdy ludzie w Polsce wyciągali z szafy kurtki, my wciąż chodziliśmy po mieście w koszulkach.

Pomimo, że to wszystko jest dla mnie zupełnie nowe. Czuję, że odnajduję się w tej sytuacji i nie obawiam się wyzwań, jakie postawi przede mną życie w Murcji.