Cisza na morzu, cisza w komnacie, cisza na TVN-ie i cisza w Polsacie oraz we wszystkich innych „niezależnych” mediach. Niektórzy fani lub wyznawcy partii rządzącej z wielką radością, włączając 10 lutego 2k21 swoje domowe okna na świat, zobaczyli na wielu swoich „ulubionych” do nieoglądania kanałach komunikat, że nic tego dnia tam nie zobaczą i świętowali koniec propagandy i faktów na miarę TVN-u. Rozpoczął się protest „niezależnych”, bo nad światem mediów zawisła groźba nowych podatków. I dobrze im tak – mówili niektórzy – bo przecież i tak są w rękach zagranicznych: niemieckich, amerykańskich, a nawet ruskich (pewnie też izraelskich, chińskich, azerbejdżańskich i Demokratycznej Republiki Konga).

Druga strona barykady podzielonego narodu pisała na socialach, że będzie trochę smutno bez Mazurka rano w drodze do pracy, ale cel szczytny, więc są gotowi posłuchać jakichś smętów muzycznych z głośnika, byleby temu PiSowi pokazać, że się nie popisał, chcąc zniszczyć niezależne media. Wolność, równość, demokracja muszą być i wara nam od naszych mediów, karmiących nasze dusze, serca i umysły i mówiących, panie premierze, „jak mam żyć”! Jak na TVP rok temu 2 miliardy poszły zamiast na pacjentów, było dobrze, a teraz wszystkie media muszą zrzucać się na NFZ. Farsa! Rzecznik rządu od rana w TVP Info tłumaczy, że publiczna, też jako jeden z wielkich graczy, płacić będzie musieć. Tylko, że gdy zacznie upadać i tak ją przecież uratują…

Stojąc między młotem a kowadłem (a może w oczach niektórych między sierpem a młotem w myśl tego, co mówi Ator z „wideoprezentacje”, że mamy „PRL bis by PiS”), chcę pozostać dziś… pomiędzy. Tak naprawdę, jedna strona warta drugiej. Trochę jak podczas pierwszej światowej dwie armie mogły mieć Polaków w swych nieszarych szeregach i ze sobą musieli się oni naparzać, walcząc o interes wroga, tak samo i tutaj. Rząd święty nie jest, bo rozdaje pieniądze na lewo i prawo za nic, zamykając biznesy (a dochodzą głosy, że szykuje się sprzedaż prywatnych przedsiębiorstw gigantom za bezcen) i wszędzie szuka pieniędzy jak kieszonkowiec w portfelach Polaków (sam prezydent to powiedział: Chodzi o kasę! Bo jej nie ma…), a z drugiej strony media walczą – wiadomo – o swój interes, ale wolne są one jak struś pędziwiatr wraz ze Speedym Gonzalesem.

Wolne może są od wpływu rządu. To racja. Choć TVN-y boją się, bo Discovery chce ich sprzedać, a Orlen już wyciąga rękę, by przejąć gniazdo wroga. Kto by pomyślał, że różnica jednej literki (N i P), może tak wiele znaczyć. Kiedyś za Platformy, aż takich skrajności nie było. Ale właśnie – to, że publiczna telewizja (nie będę jej nazywać narodową, jak próbują czasami nam forsować, bo hasłem „naród” to oni już sobie wszystko wycierają, żeby tylko zdobyć głosy), nadaje w przeciwnym kierunku, niż redakcja z Wiertniczej 166, to nie znaczy, że mówi lepiej. Obie ładują w siebie, poziom propagandy ten sam (jak nie z TVP większy, by przebić TVN) i jak widzisz, że Chotecka wita się z Tobą o 19:30, to już boli. Metoda TVN-u też perfidna, lecz zniośniejesza, bo chociaż możesz poczuć się jak podczas superprodukcji z Holywoodu, przeżywając catharsis.

Ani jednych nie chce bronić, ani drugich wspierać. Protest sam uważam słuszny, bo niestety PiS stał się jak Platforma partią śmieszną. Co krok sami sobie zaprzeczają, publicznie łamią swoje własne obostrzenia, nie dotrzymują słowa, a mówiąc, że są wiarygodni, kłamią (jak choćby z tym, że 100% służby zdrowia już jest po szczepieniach…). „Niezależni” też są podejrzani i choć cieszy jakoś, gdy cisza w eterze części z radiów i brak sygnału na niektórych telewizjach, to jednak w sumie wolę, żeby były. Pan Jezus kazał pozwolić rosnąć pszenicy i kąkolowi, aż do zbiorów. Jeśli uczciwie spełniają podstawowe zasady jak wszyscy, to nie szukajmy w dochodach z reklam ratunku dla naszego głupiego zarządzania państwem. Niech działają i kłamią. Ostatecznie ich sprawa. Jak się znajdzie miejsce, gdzie naprawdę będzie prawda, ludzie sami to zobaczą i za prawdą pójdą. W raju też Bóg pozwolił wybrać człowiekowi. Ważne, by pamiętać, że prawda to nie zawsze radykalna kontra w drugą strona. Prawda jest tam, gdzie jest. Nie gdzie indziej.

Na post scriptum: okazuje się, że wolne media – tak naprawdę wolne – to te, gdzie nie ma przymusu nadawania konkretnych treści, bo jest się od kogoś zależnym z powodu reklam, dotacji partyjnych czy innych subwencji. Takie media w Polsce mamy i oby było takich więcej, i by zawsze szukały prawdy. Na pewno nie w politycznym interesie, ale tam, gdzie ona jest. Naprawdę.