Polska – Czechy – Indonezja

Pan Bóg realizuje nasze pragnienia. Jako dziecko byłam przekonana, że trzeba o czymś marzyć. Przecież każdy kiedyś pisał o tym wypracowanie. Być może właśnie przez takie zadanie domowe podjęłam ten temat w swoim życiu. Później posiadanie nierealnych, cichych marzeń było czymś dla mnie oczywistym, ale… może niepotrzebnym? Po prostu było. Nie miałam odwagi dużo marzyć. Starałam się doceniać to, co mam, bo wiedziałam, że „powinnam się z tego cieszyć”. Jednak… gdzieś tam w głębi serca były na przykład… podróże i czerpanie z mądrości innych ludzi.

Retrospekcja + nowe przeżycia

Praga urzekła mnie już 5 lat temu. Wtedy, zwiedzając miasto z rówieśnikami ze szkoły nie mogłam oderwać oczu od jej architektury. Stare Miasto, Hradczany, Mała Strana, Wyszehrad. Józefów i Nowe Miasto. Minione wakacje były dla mnie powrotem do tego Miasta Tysiąca Wież z racji praktyk w ramach Programu Erasmus+. Wytwórnia filmów historycznych Three Brothers Production, pod opieką której tam byłam, pozwoliła mi rozwinąć umiejętności dziennikarskie i językowe. Z kolei czas wolny przeznaczyć mogłam na wypoczynek i poznanie stolicy Czech. Właśnie podczas spacerów odkryłam piękno jej natury. Rezerwat przyrody Prokopské údolí bardzo często był celem moich wieczornych przechadzek. 10 minut od domu, kręta asfaltowa uliczka, pierwsze wzniesienie, przejście przez tory, najbardziej męcząca dróżka przez łąki i już jestem na szczycie pionowej skały. Przede mną widok zapierający dech w piersiach. Spoglądam w dół. Trochę mi niedobrze, więc daję sobie czas by dojść do siebie. Siadam na krawędzi i patrzę. Zielona dolina, współgra z pomarańczowymi dachami budynków, a fragmenty linii kolejowej i wiaduktu z II połowy XIX wieku nadają całości bajkowy charakter. Na horyzoncie przez mgłę przebijają się surowe budynki nowoczesnej dzielnicy. Takie zderzenie dwóch światów jest tutaj nierzadko spotykane. W samym centrum miasta liczne ogrody i parki zgrabnie przeplatają się z siecią ulic i budynków codziennego użytku. Kilka tajemniczych miejsc odkryłam też podczas planu zdjęciowego z ekipą filmową z Indonezji.

AKCJA! ………………………….. CIĘCIE!

Ad: Stand by take. Stand by. Sound roll?

Sound: Rolling.

Ad: Camera?

Asscam: Set.

Ad: Slate in!

C: Slate dua kosong sembilan, scene tiga delapan, shot satu, take satu.

Ad: Camera roll.

D: ACTION!

Tymi słowami rozpoczął się pierwszy praski dzień zdjęciowy indonezyjskiej produkcji kinowej. Film pod tytułem „Surat dari Praha”, czyli „Listy z Pragi” opowiada o młodej dziewczynie (Julie Estelle), która po śmierci matki postanawia przyjechać do Pragi. Kiedy córka segreguje jej rzeczy, znajduje listy miłosne, stąd cel podróży: odnalezienie i poznanie nadawcy korespondencji. Jest to historia częściowo oparta na faktach, ponieważ w latach 60. XX wieku podczas wojny domowej wielu Indonezyjczyków wyemigrowało do  Czechosłowacji. Był wśród nich około 80-letni już dziś mężczyzna, którego poznałam na planie. W scenie wieczornego spotkania przy herbacie zagrał bliskiego znajomego głównego bohatera – nadawcy listów (Tio Pakusadewo). Plan pełen zawodowców (zaczynając od reżysera Angga Dwimas Sasongko, który na Indonezyjskim Festiwalu Filmowym w 2014 r. otrzymał nagrodę za Najlepszy Film, była to produkcja: „Cahaya Dari Timur”), a przy tym ludzi dobrego serca, życzliwych i ‘normalnych’. Zawsze uśmiechnięci, gotowi porozmawiać nawet ze mną, która była tam tylko (czynnym) obserwatorem i pomocą, gdy potrzebowali wody, lunchu czy statysty do wypełnienia pustki w kadrze. Chętnie opowiadali o początkach w branży, o Indonezji, o pikantnej azjatyckiej kuchni. Nauczyli mnie też kilku podstawowych zwrotów, na przykład: „Terima kasih!” (Dziękuję bardzo!), „Salamat makam!” (Smacznego!) czy „Apa kabar kamu?” (Jak się czujesz?). Te 10 dni, które razem spędziliśmy były dla mnie doświadczeniem pracy na planie filmowym z prawdziwego zdarzenia, delikatnym ukierunkowaniem moich dążeń i poznaniem niezwykłych ludzi, z drugiego końca świata.

Wehikuł czasu

Jest między 4 a 5 nad ranem. Po nocnych wojażach wracam z koleżanką do domu. Odczuwalna temperatura powietrza jest na tyle wysoka, że zdejmuję wiosenną kurteczkę. Dochodzimy do Rynku Staromiejskiego a tam… ani jednej żywej duszy! Miejsce każdego dnia wizytowane przez tysiące ludzi, teraz tętni ciszą! Nie mogę przegapić takiej okazji. Zachęcam moją towarzyszkę, byśmy się położyły. Tutaj, na środku. Między wieżą Ratusza Staromiejskiego a Kościołem Matki Bożej przed Tynem, blisko pomnika Jana Husa. Zamykam oczy, a szum miasta pomaga przenieść się w czasy średniowiecza. Wyobrażam sobie okrzyki kupców, podstępne rozmowy rzezimieszków, matkę pocieszającą zapłakane dziecko, dumnie spacerującą damę dworu i podekscytowane służki u jej boku, nędznych łachmaniarzy pod murem i młodzieńców grających w piłkę. Niezwykłe! Te budynki były świadkiem tylu wydarzeń. Wielkich tragedii rodzinnych i radości wszystkich mieszkańców. A przy tym tak pięknie zdobione!

Jednak Pan Bóg pamięta o moich marzeniach. Spoglądając wstecz widzę, że je realizuje, ale nie są to te wizje z dzieciństwa. Były one zbyt ubogie wobec tego, co On wplata teraz w moje życie. Życie, które jest dla mnie pięknym czasem budowania siebie. Zatem… uważaj, o czym marzysz!

Agata Pniewska