Polskie ziarno w Turcji

Czułem, jak z każdym kilometrem coraz bardziej opada ze mnie kurz wielkiego miasta. Siedziałem na tylnym siedzeniu białego Volkswagena. Bloki znikały, zamiast nich pojawiały się zielone pagórki. Minęliśmy tablicę: „Polonezköy – Adampol wita was”.

Adampol to ziarno polskie rzucone na turecką ziemię prawie 200 lat temu. Wioska, założona przez elitę Powstania Listopadowego, w planach rodziny Czartoryskich miała być w przyszłości drugim po Paryżu ośrodkiem emigracyjnym Polaków. Jaki plon wydało to ziarno? O tym miałem zamiar się przekonać.

Zaraz za warsztatem, w którym pracownicy malowali krzesła przed rozpoczęciem sezonu, był piękny ogród z monumentalną sosną, rzucającą cień na całą jego powierzchnię.

To drzewo zasadzili moi rodzice, gdy się pobrali – oznajmił po polsku mój gospodarz i przewodnik, pan Antoni Dochoda.

Pokazał mi swoją restaurację i jej teren. Elegancko wystrzyżone trawniki, kwitnące klomby bratków, róże, widok na lasy ciągnące się aż za horyzont. W karcie menu obok tureckiego dönera i baklavy można znaleźć racuchy, pierogi, prawdziwki i barszcz. W weekendy przyjeżdżają tu goście ze Stambułu. Za jedzenie płacą drogo, ale są w stanie dać dużo, żeby uciec w ten ocean zieleni z dwudziestomilionowej góry betonu, jaką jest miasto. Skierowałem jednak kroki w kierunku bardziej interesującego miejsca.

Adampolski cmentarz

„Światłość. Wielka Księżna Halicz Kalicka. W ujściu jaźni śpi w tem kurhanie smutku od dnia 28. Che: val 1324 26. grudzień. Siła lotos ramię; Światłem ozdób ramię. Wierna sercu ramie; Wstała, dała ramię.”

Zwyczajny cmentarz, który można znaleźć na każdej większej polskiej wsi, odnaleziony w Turcji jest czymś niezwykłym. Miejsce pochówku Adampolan jest niewielkie, ale ilość tajemnic, jakie w sobie mieści, jest nie do policzenia. Nierozwiązaną zagadką pozostaje grób „Księżnej Halicz Halickiej” z tajemniczą inskrypcją. Odnowione groby bohaterów walki o niepodległość, którzy w Adampolu zakończyli burzliwy żywot, szepczą wraz z powiewem wiosennego wiatru: „O Tobie, Polsko, jest nasz sen ostatni!”

Największym grobem jest sarkofag Jadwigi Śniadeckiej, muzy Juliusza Słowackiego z czasów młodości. Na płycie wybudowana jest pęknięta kolumna. Jedni twierdzą, że symbolizuje ona przerwane życie. Inni, że oznacza złamanie wiary, którego zmarła w rzeczywistości się nie dopuściła, w przeciwieństwie do jej męża, Michała Czajkowskiego, później Mehmeda Sadyka Paszy.

Turcy polskiego pochodzenia

Zaszczytem była dla mnie możliwość przeprowadzenia wywiadu z panem Antonim. Należy do czwartego pokolenia osadników. Języka polskiego uczyły go mama i ciotka Zofia Ryży, słynna krzewicielka polskości w Adampolu. Po jej śmierci pan Dochoda otworzył Dom Pamięci Zofii Ryży, w którym mieszczą się wszelkie zdjęcia, pamiątki, dokumenty, księgi pamiątkowe. Słowem wszystko, co świadczy o polskich śladach. Gospodarz, pomimo całego wysiłku, jaki włożył w stworzenie tego miejsca, nie uważa się za Polaka. Mówi, że jest Turkiem polskiego pochodzenia.

Moja ciotka pisała w pamiętniku: „zintegrowaliśmy się, ale nie zasymilowaliśmy”. Zachowaliśmy wiarę, co tydzień w naszym kościele odprawiana jest Msza święta. Zachowaliśmy też polską mowę, ale to Turcja jest naszym domem. Tutaj pracujemy, płacimy podatki, głosujemy, służymy w wojsku. Sprawy tego kraju bardziej nas dotyczą – tłumaczył.

Z tą mową jednak bywa różnie. Młodsze pokolenie rozmawia prawie wyłącznie po turecku. Wnuk pana Antoniego, według opowiadania dziadka, zaczął uczyć się polskiego, gdy będąc nad Wisłą zetknął się z polskimi dziewczynami.

Zostałem zaproszony na kolację. Jeśli coś z polskości zostało w Adampolanach, to na pewno polska gościnność. Posiłek poprzedziła modlitwa, cała rodzina zebrała się przy stole, a jej członkowie nie chcieli dać mi poczuć, że nie jestem jej członkiem. Po udzieleniu odpowiedzi na mnóstwo pytań i pochłonięciu mnóstwa potraw, które pojawiały się na moim talerzu, zostałem zaproszony do popływania w basenie przez wnuka pana Dochody. Po jedzeniu nie pora na pływanie, ale po upalnym dniu spędzonym na dworze, po chwili zawahania zgodziłem się. Gdy szliśmy w kierunku wody wnuk spojrzał na mnie porozumiewawczo i spytał:

A ty które dziewczyny wolisz – tureckie, czy polskie?

Eugeniusz Romer, student WSKSiM