Rozmowa z byłym Prefektem Kongregacji Nauki Wiary JEm. ks. kard. Gerhardem L. Müllerem dla TV Trwam, Radia Maryja i „Naszego Dziennika”, Myszyniec 22.08.2021

Rozmowę przeprowadził o. Zdzisław Klafka CSsR

Wasza Eminencjo Księże Kardynale, dzisiaj wiele mówi się o reformie Kościoła. Czy po Soborze Watykańskim II możemy jeszcze mówić, że Kościół jest mistycznym Ciałem Chrystusa? Jaką rolę pełni i powinien pełnić dzisiaj sobór watykański II?

Kościół, założony przez Jezusa Chrystusa, jest Jego mistycznym Ciałem, świątynią Ducha Świętego, i jako mający swoje źródło w Bogu, nie potrzebuje reform ze strony człowieka. Wierni, jako członkowie Kościoła, muszą podejmować drogę naśladowania Chrystusa, drogę odnowy i pokuty. Możemy z całą pewnością powiedzieć, że Sobór Watykański II jest owocem działania Ducha św. i może stać się owocnym dla wiernych, jeśli przyjmą naukę Kościoła i będą żyć Ewangelią. Sobór Watykański II nie założył nowego Kościoła, lecz był soborem w długim nurcie soborów, soborów ekumenicznych, wypowiedzią Urzędu Nauczycielskiego. Stąd ważną rzeczą jest, aby teologowie i biskupi czerpali z Soboru Watykańskiego II orientację dla współczesnego Kościoła i świata, dla Kościoła, który w Chrystusie jest sakramentem zbawienia świata, Kościoła, który jest na drodze pielgrzymowania ku życiu wiecznemu, i wreszcie dla Kościoła, który całej ludzkości proponuje Ewangelię, dzięki której ludzie mogą w Bogu osiągnąć pełnię życia.

Święty Alfons Maria de’ Liguori, założyciel zgromadzenia redemptorystów, 150 lat temu został ustanowiony doktorem Kościoła. Mówił, że rajem Boga jest serce człowieka. Cytował też słowa św. Tomasza z Akwinu, że Bóg zajmuje się człowiekiem tak, jakby człowiek był dla Niego Bogiem. Czy Ewangelia w zlaicyzowanym dziś świecie może jeszcze ukazać prawdę o osobie ludzkiej?

Tak, to jest wypowiedź mająca swe źródło w samym sercu wiary. Nasza wiara, nasza religia chrześcijańska, nie jest żadnym konstruktem, żadną teorią o świecie, nie jest próbą wyjaśniania świata, lecz opisuje relację Boga do człowieka oraz człowieka do Boga. Z miłości Bożej jesteśmy stworzeni, dzięki Bożej miłości jesteśmy w Jezusie Chrystusie odkupieni oraz w miłości Ducha św. jesteśmy przeznaczeni do życia wiecznego. Poprzez chrzest staliśmy się w Jezusie Chrystusie dziećmi Bożymi, synami i córkami Boga, przyjaciółmi Boga w Duchu św., co oznacza, że żyjemy w samym sercu Boga. Znakiem tego, rzeczywistością, w której stało się to widoczne, jest przebicie włócznią przez żołnierza boku Jezusa, Jego Serca, z którego wypłynęły krew i woda, jako symbole chrztu i Eucharystii. Jesteśmy więc w sercu Boga, w sercu Jezusa Chrystusa. Na bazie tego człowiek nie jest jakąś biomasą, o której można powiedzieć: „Za dużo ludzi żyje na świecie, niektórych należy się pozbyć, musimy ograniczyć przyrost naturalny poprzez aborcję bądź eutanazję, poprzez zabijanie ludzi starych”. Każdy człowiek jest od wiecznych czasów umiłowany przez Boga, upragniony i przeznaczony do wieczności. Dlatego też musimy ukształtować właściwą relację pomiędzy godnością człowieka a tym, co jest światem, co jest środowiskiem naturalnym. Nie możemy powiedzieć: „dla ratowania klimatu muszą umierać ludzie”. Kolejność jest zupełnie odwrotna: to człowiek jest na pierwszym miejscu, a wszechświat został stworzony ze względu na człowieka i człowiekowi służy. Bóg stworzył zwierzęta, rośliny, minerały, całe środowisko naturalne i to wszystko służy człowiekowi, a człowiek w sposób jedyny i niepowtarzalny objawia chwałę Boga w stworzeniu.

Czy w obecnej sytuacji nie powinniśmy zmienić antropologii?

Antropologia została nam niejako narzucona przez Boga. Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, obdarzył go chwałą, powołał do życia wiecznego. Istotą człowieka jest miłość, dlatego musimy sprzeciwiać się fałszywym antropologiom, które mówią, iż „prawo stoi po stronie mocniejszych”. To już raz przeżywaliśmy – prawo silniejszego, w którym Übermenschen [nadludzie] panują nad Untermenschen [podludźmi]; kto należy do właściwej klasy [klasy robotniczej], ten posiada przywilej zabijania innych… Tego typu ideologie XX wieku były bardzo szkodliwe i niszczące. Dzisiaj natomiast ideologia gender, używając pseudoargumentu o „sprawiedliwości płciowej”, w rzeczywistości niszczy właściwy związek pomiędzy mężczyzną i kobietą, gdyż kobieta i mężczyzna są przez Boga stworzeni dla siebie, mogą stać się ojcem i matką, mogą być rodzicami, a przez to mieć udział w drodze ku pełni człowieczeństwa: i tej biologicznej – poprzez dawanie życia nowym pokoleniom ludzi, jak również poprzez wychowanie i wrastanie w kulturę, która jest wyrazem wiary w to, iż jesteśmy dziećmi Bożymi. Tę prawdę zbawczą, tę Ewangelię, tę Dobrą Nowinę, o godności człowieka winniśmy przeciwstawiać wszelkim ideologiom uderzającym w godność człowieka, wszelkim fałszywym antropologiom, które głoszą, iż bogaci mogą panować nad ubogimi, silni nad słabymi, a wybrane elity mogą uzurpować sobie prawo do posiadania wszystkiego.
Dziesięciu najbogatszych ludzi na świecie posiada tyle, ile całe Niemcy lub cała populacja Polski. I to jest niesprawiedliwe. W Afryce, Azji czy Ameryce Południowej jest tak wielu ludzi, którzy nie mają nic, a inni posiadają tak wiele bogactw. I to właśnie ci superbogaci, którzy wzbogacili się w sobie tylko wiadomy sposób, często kosztem innych, to właśnie oni chcą nas pouczać, jak stworzyć nowego człowieka, nowe społeczeństwo, nowy świat. Szafuje się dziś terminami: big reset, great reset, mówi się o tworzeniu całkowicie nowego początku, jednakże błędem w tym wszystkim jest to, iż w centrum stawia się jedynie gospodarkę i politykę, a nie człowieka i jego godność. Gospodarka, polityka i kultura mają służyć człowiekowi, a nie odwrotnie. Jeśli zaś zasadę tę sformułuje się odwrotnie: „człowiek ma służyć państwu, człowiek ma służyć gospodarce, człowiek ma służyć polityce”, to wtedy dochodzi do katastrof, które zdominowały nie tylko wiek XX, lecz także wiek XIX: plantatorzy z Ameryki sprowadzali sobie niewolników z Afryki, w wyniku czego rasizm jest do dziś problemem w USA. Nie może tak być, że jedni panują nad drugimi, bo przecież wszyscy ludzie są przed Bogiem równi, wszyscy mają tę samą szansę, tę samą godność. Dla nas istotna jest braterska i siostrzana współpraca, a nie dominacja jednych nad drugimi. I taka jest właśnie prawda Ewangelii.

Jesteśmy dzisiaj świadkami radykalnego burzenia dotychczasowego systemu wartości. Społeczeństwo, w tym też katolicy, zapomina o wielkich owocach ostatnich świętych papieży. Dokonuje się desakralizacji rzeczywistości, a nawet niektórzy chcą dekanonizacji św. Jana Pawła II. Jak przeciwdziałać tej tendencji życia „wolnością” bez odpowiedzialności, gdzie można czynić, co się chce bez żadnej konsekwencji?

Przeżywamy tę tragiczną farsę, w której instytucje europejskie – począwszy od Komisji Europejskiej aż po Parlament Europejski i trybunały europejskie – krytykują Polskę i Węgry w imię „wartości europejskich”. Te tzw. wartości generują np. „prawo” do aborcji lub „prawo” do zmiany płci. Jeśli tego typu „prawa” są uznawane za „wartości europejskie”, a kraje, które opowiadają się za godnością człowieka od momentu poczęcia aż do jego naturalnej śmierci, są za to zwalczane, to jest to postawienie systemu wartości na głowie. Wartości mają swe źródło w godności człowieka, reprezentują sobą dobro, a nie destrukcję, samolubstwo i egoizm, życie kosztem innych – kosztem ich życia, zdrowia, dobrobytu i normalnego życia. Tak być nie może i dlatego ci ludzie – przedstawiciele tych ideologii –nienawidzą przedstawicieli chrześcijaństwa, jak np. Jana Pawła II. Ogłaszanie kogoś świętym zostało zsekularyzowane. Jest ono jak przyznanie jakiemuś generałowi orderu, który jakiś nowy rząd mu odbiera. Świętymi stajemy się poprzez chrzest, w którym Bóg ogłasza nas świętymi, a my zachowujemy tę świętość poprzez naśladowanie Chrystusa i święte życie. Święci, których wynosimy do chwały ołtarzy, zostali wcześniej takimi uczynieni przez Boga, który daje nam znaki, iż żyli oni świętością w stopniu heroicznym, świętością, którą otrzymaliśmy na chrzcie św. Jeśli Urząd Nauczycielski Kościoła, rozpoznając takie znaki w Duchu Bożym, ogłasza kogoś świętym, to nie na zasadzie, że wydaje o kimś osąd, lecz uznaje jedynie osąd, który Bóg dał rozpoznać Kościołowi. Człowiek duchowy osądza wszystko właściwie. Człowiek cielesny nie rozumie, dlatego musimy – jako Kościół – stanowczo przeciwstawiać się tendencjom przenoszenia z zewnątrz na teren Kościoła kategorii, które z Kościołem i jego nadprzyrodzoną misją nie mają nic wspólnego. Nie możemy się autosekularyzować ani dopuścić do tego, by czynili to ludzie, którzy nie mają żadnego pojęcia ani o Kościele, ani o wierze, chrześcijaństwie, historii czy nauce, którzy są zniewoleni przez swoje ideologiczne szaleństwa, a którzy teraz decydują o tym, jak Kościół powinien postępować. Musimy uniezależnić się przede wszystkim od nacisku, który stosują niektóre media – te media, które nie są wolne, lecz znajdują się w rękach ideologów. Słyszałem, że „Washington Post” został kupiony za 250 mln USD przez Jeffa Bezosa, najbogatszego człowieka na świecie, tak że media takie są zależne od tych, którzy je finansują. Pod pojęciem „wolne media” rozumiem, iż dziennikarze w wolności swego sumienia, wykształcenia, swej wiedzy zawodowej formułują również krytyczne oceny – tak aby czytelnik mógł się rozwijać, a nie być wpędzanym w myślenie ideologiczne. W takim wypadku mówi się o „mainstreaming”, co oznacza, że ludziom w duchu propagandy serwuje się to, w co winni wierzyć i jak powinni myśleć, a co nie ma żadnego związku z rzeczywistością i prawdą. Dziennikarz, który nie jest wierny prawdzie, nie jest wolny. Wolność bowiem nie istnieje bez prawdy. Prawda jest drugą stroną medalu, na którym widnieje słowo „wolność”. Prawda i wolność są współzależne.

Jak podchodzić do tzw. skandali związanych z postawą duchownych, o których tak wiele mówią mass media? Czy nie uważa Ksiądz Kardynał, że praktyczny permisywizm moralny wśród niektórych duchownych wynika z przyzwolenia na liberalną etykę seksualną we współczesnym świecie?

Jezus zapowiedział, że zawsze będą skandale i zgorszenia. Nawet wśród dwunastu apostołów, jak czytamy w Ewangelii (słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii), był Judasz, który zdradził Jezusa i który od początku nie wierzył w mesjanizm Jezusa. Zatem i w przyszłości znajdą się zawsze wśród księży, biskupów, zakonników pojedyncze osoby, które grzeszyć będą z ludzkiej słabości, ale czasem również świadomie i ze złej woli lub dlatego, że mają złą orientację. Gdyby każdy katolik, mężczyzna i kobieta, począwszy od sprawujących ważne urzędy, od księdza po Papieża, przestrzegał nauki moralnej Kościoła, nie doszłoby do tego, nad czym teraz trzeba nam ubolewać.

Musimy także zauważyć, że ta ideologia moralnego permisywizmu w zakresie moralności seksualnej przeniknęła również do kręgów kościelnych i przyniosła katastrofalne skutki. Ale należy też wyraźnie powiedzieć, iż to konkretna osoba odpowiada za to, co uczyniła – i to wobec prawa zarówno świeckiego, jak i kościelnego. Nie ma też podstaw – gdy chodzi o przeciwników Kościoła, aby wykorzystywać te wykroczenia pojedynczych osób do oskarżania całego stanu duchownego, czy też mówienia wprost, że „to Kościół” [uczynił]!

Przeciwnicy Kościoła próbują wykorzystać tę okoliczność do urzeczywistniania swojej nienawiści do Kościoła – by móc teraz w Polsce doprowadzać do podziałów w państwie, społeczeństwie, rodzinach i samym Kościele.

Z tego, co zauważam, chodzi tu o ruchy finansowane z zagranicy przez jakichś sponsorów czy polityków, którzy uważają, że muszą teraz sprowadzić Polskę na „odpowiednią drogę”, wiodącą do ideologii, które oni wyznają. Jest to oczywiście wielki skandal, jakiego dopuścili się zachodni politycy, mocarstwa zachodnie, które w 1939 roku haniebnie zdradziły Polskę i pozwoliły, żeby Polska została rozdarta między wilki Hitlera a niedźwiedzie i krokodyle Stalina.

Albo też owa ogromna zdrada, kiedy to po 1945 roku Polska rzucona została na nowo w szczęki krokodyla Stalina, chociaż – jak niedawno przeczytałem – „pośród aliantów to właśnie Polacy na emigracji stworzyli największą armię przeciwko ludziom Hitlera”. I to Polska właśnie w ciągu ostatnich 200 lat wycierpiała najwięcej i poświęciła ogromną liczbę istnień ludzkich za wolność, praworządność, państwo konstytucyjne i demokrację.
Dlatego jako wielką niesprawiedliwość postrzegam fakt, iż ludzie na Zachodzie, którzy nie mają pojęcia o tym, co naprawdę dzieje się w Polsce, którzy zgarniają ogromne pensje z unijnych pensji, pouczają Polaków.

I mogę tylko zaapelować do Polaków – od prezydenta poczynając, a na najmniejszym dziecku kończąc – abyście nie pozwalali na tego rodzaju zarozumiałość i bezczelność. Polska nie jest nieletnim dzieckiem, które powinno być upominane przez niekompetentnych polityków Zachodu. Wystarczy tylko spojrzeć na katastrofę, jaką ci krzykliwi zachodni politycy spowodowali w Afganistanie. Dwadzieścia lat zaangażowania. Ilu żołnierzy po naszej stronie, po stronie zachodniej, straciło tam życie? Jak czytałem, 250 tys. Afgańczyków zginęło w wyniku tych działań wojennych, 5,5 mln przebywa na wygnaniu, ich rodziny są rozbite, a teraz, po 20 latach, efekt jest gorszy niż wcześniej. Te ofiary poszły na marne, a wszystko to tylko z powodu krótkowzrocznej, ideologicznej polityki.

Ludzie, którzy ponoszą za to odpowiedzialność, są ostatnimi, którzy mieliby prawo udzielać teraz wielkich pouczeń moralnych Polakom, Węgrom czy pozostałym krajom, które wcześniej były zniewolone węzłami rosyjskimi, znajdowały się w sowieckich kajdanach. Oni powinni najpierw powiedzieć mea culpa wobec tego wszystkiego, czym sami i czym mocarstwa zachodnie zgrzeszyły wobec Polski w ciągu ostatnich 200 lat.

To należy uświadamiać, a nie jedynie mówić, że „Polska jest taka nacjonalistyczna”. Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem w sposób zasadniczy! Nacjonalizm panował przecież w Europie Zachodniej: rewolucja francuska, w XIX wieku Anglia i Francja jako potęgi kolonialne, później Prusy i Rzesza Niemiecka aż do Hitlera. Tam nacjonalizm był czymś ekspansywnym, imperialistycznym, skierowanym przeciwko innym.

Dla Polski „bycie narodem, narodowość” oznacza bowiem zachowanie tożsamości w obliczu trzech wielkich mocarstw, a fakt, że to się udało aż do 1989 roku, jest wielkim wyczynem, który musi zostać zapisany w historii Europy. Inne narody pod taką presją rozpadały się, rozmyły swoją tożsamość, Polska zaś zachowała swoją kulturę, język, tożsamość etniczną i wiarę katolicką, która to wszystko spaja, która jest sercem tego Narodu. I dlatego jest to niesprawiedliwe, gdy ignoranci na Zachodzie projektują własne kategorie nacjonalizmu, splamionego krwią, na inne narody. Ich bowiem krew została przelana przez mocarstwa na Zachodzie, zaborców, przez Hitlera i Stalina, i to na masową skalę. Polska straciła 6 mln obywateli, w tym 3 mln wiary żydowskiej i 3 mln wyznania katolickiego.

Wymienić trzeba wiele innych niesprawiedliwości: Warszawa została całkowicie zniszczona – nie tylko na skutek działań wojennych, ale także zrównana została z ziemią zgodnie z planami okupanta. 250 000 dzieci polskich rodziców uprowadzono z zamiarem ich „germanizacji”, jak to wówczas nazywano. To ogromna zbrodnia przeciwko prawom człowieka.

Gdyby politycy zachodni poznali i zrozumieli to tło, to z dużo większym szacunkiem wypowiadaliby się o Polsce, Węgrzech czy Czechach i Słowacji, krajach nadbałtyckich, Białorusi i Ukrainie, które musiały tyle wycierpieć i którym pomocy nie udzielono. Wszędzie tam, gdzie zabrakło solidarności europejskiej, oraz wszyscy ci, którym jej zabrakło, nie powinni teraz występować w roli wielkich nauczycieli i traktować Polski jak głupiego ucznia, którego trzeba ciągnąć za ucho, żeby wrócił na właściwą drogę. To nie może być styl, w jakim Europa wspólnie sie rozwija. Co więcej, Polska nie jest żadną kolonią Unii Europejskiej, bo wszystkie narody w Europie są całkowicie równe. Nie jesteśmy jakimś „scentralizowanym państwem”, nie jesteśmy Imperium Rzymskim, gdzie jest stolica, a na zewnątrz są prowincje, które potem można poświęcić polityce. Europa jest rodziną równych sobie braci i sióstr.

Nie tylko w świecie, ale też w Europie jesteśmy świadkami prześladowań chrześcijan. Niedawno we Francji zamordowano katolickiego kapłana. Jak Ksiądz Kardynał widzi przyszłość Kościoła w Europie?

Unia Europejska i jej instytucje świadomie i celowo realizują program dechrystianizacji Europy. Być może uczestniczą w tym procesie również tacy, którzy w ogóle tego nie zauważają i promują ideologię gender, lgbt i edukację seksualną opierającą się na seksualności nie odpowiedzialnej, lecz takiej, która narkotyzuje i depersonalizuje człowieka seksem i narkotykami. Oni prawdopodobnie nie zauważają, że kwestionuje się tu pozytywny, chrześcijański obraz człowieka.

Byłoby rzeczą ważną, aby Ojciec Święty Franciszek, który zawsze cieszy się wielkim uznaniem instytucji i polityków UE, wykorzystał swój prestiż w celu jasnego przedstawienia tym ludziom fundamentów chrześcijańskich. Na tych politykach nie można polegać, ponieważ wielu z nich to zwykli „politykierzy”, którzy nie posiadają żadnego wykształcenia zawodowego, nie ukończyli studiów, nie mają doświadczenia życiowego, którzy weszli do polityki w wieku ok. 20 lat. Nie zamierzam teraz dokonywać oceny poszczególnych osób, ale jest to niepokojąca tendencja. Ktokolwiek bowiem zamierza przewodzić całemu krajowi, musi być osobowością zrównoważoną duchowo i moralnie, posiadającą umiejętność i pragnienie bezinteresownego służenia dobru wspólnemu, a nie jedynie umieć wygłaszać ideologiczne slogany. Obserwujemy to zjawisko aktualnie we Włoszech, gdzie przedstawiciele różnych partii spełniają kryteria przeciętnej europejskiej edukacji, tzn. edukacji zasadniczo na niskim poziomie. Nie biorą przy tym za wzór włoskiego renesansu, ale chcą na siłę na nowo napisać historię Europy. Chcą ją poprawić, nie znając jej historii, i chcą zobowiązać wszystkich do myślenia w kategoriach ideologii gender i lgbt.

Jest to przykład zachowania totalitarnego, kiedy jacyś prostaccy ludzie chcą zmusić innych, wykształconych, karami finansowymi i więzieniami do swoich własnych przekonań, do powtarzania ich prymitywnej ideologii i do myślenia tak, jak oni każą. Jakiś włoski parlamentarzysta, który ani nie czytał Arystotelesa, ani nie wie nic o iliadach z południowych Włoch, dyktuje profesorom filozofii i teologii, co mają mówić i myśleć. Jest to oburzające, podobnie jak za czasów Związku Radzieckiego. A potem jakiś nikczemny człowiek, idiota, głupiec, jak Lenin czy Stalin, dyktuje ludziom, co mają mówić.

Kilka lat temu byłem w Tobolsku. To tam przybyli bolszewicy, którzy wyrąbali w zamarzniętej rzece dziurę i wrzucili do niej prawosławnego arcybiskupa. A teraz tu, na Zachodzie, ludzie są stawiani przed sądem, bo używają słów, które są nakazane i zakazane przez parlamenty. Parlamenty nie powinny wtrącać się do kultury, nauki, języka; one mają za zadanie jedynie dbać o doczesny dobrobyt społeczeństwa, a nie kontrolować teologię, filozofię, historię i nauki przyrodnicze. Wszędzie tam, gdzie nauka poddana jest kontroli jakiegoś państwa lub partii, tam jesteśmy w pełni na drodze do ideologicznej dyktatury, dyktatury przeciętności. Przeciętność jest dziś sloganem, za pomocą którego ludzie sprawują władzę. Znajdujemy się tu w samym środku walki władzy, politycznej przemocy przeciwko duchowi. A wystarczy cofnąć się do początków historii Europy i zrozumieć, że nie jest to rzeczą zupełnie nową, gdyż to posłowie i sędziowie skazali na śmierć Sokratesa. Również Arystotelesowi groziła śmierć ze strony ludzi, którzy byli bardzo daleko od jego poziomu. On uciekł z Aten. A potem powiedział: „Ateńczycy byli tak dumni ze swojej demokracji, ale potem stała się ona tyranem, aby nie dać Ateńczykom drugiej szansy, żeby zwrócić się w kierunku filozofii”. Czy też Boecjusz – skazany na śmierć przez gockiego króla Teodoryka, albo Tomasz More – przez Henryka VIII w Anglii. Zawsze mamy do czynienia z tą samą grą: władza walczy z duchem. Także Jezus został potępiony przez władcę, Piłata. „Czy nie wiesz, że mam moc uwolnić Cię albo skazać na śmierć?”. Oto wielkie niebezpieczeństwo, że marnujemy naszą demokrację, zwłaszcza na Zachodzie, także w Niemczech, w obliczu dwóch ideologicznych dyktatur: narodowego socjalizmu w całych Niemczech i komunizmu w Niemczech Wschodnich.

Zwłaszcza sądy powinny w końcu zrozumieć, że mają wymierzać sprawiedliwość na podstawie praw człowieka i wobec prawa, które nie może być arbitralne, ale które uwzględnia prawa człowieka; które nie określa jedynie: „to jest wymagane, a to zabronione”, ale które jako prawo pozytywne samo odpowiada przed podstawowymi prawami człowieka.
Prawo służy człowiekowi, a nie człowiek jakimś rozporządzeniom, które będę przestrzegane ze względu na nie same, w sensie zwyczajnej „służby literze”.

Na tym polega niebezpieczeństwo, z którym mamy dziś do czynienia od Waszyngtonu po Brukselę. Gubimy demokrację i w konsekwencji na pozór trudno zauważalnych działań dochodzimy do monolitycznej jedności myśli, która następnie kontrolowana jest przez „elitę”: Grupę Bilderberg lub Klausa Schwaba, który pisze książki o „Wielkim Resecie”, lub Sorosa, który ze swoją ideą społeczeństwa otwartego bez demokratycznego przyzwolenia ingeruje w Polsce, na Węgrzech i kupuje ludzi, kupuje opinie. To wszystko jest nie do przyjęcia!

Albo też Bill Gates, który decyduje o tym, czy cała ludzkość powinna się zaszczepić, czy nie. Jakim prawem to czyni? Tylko dlatego, że posiada on dużo pieniędzy, może przypodobać się rządom. Kanclerz Angela Merkel chwali Billa Gatesa i wybiera go jako wzór do naśladowania. Jakby Niemcy nie były w stanie zarządzać wszystkimi niezbędnymi środkami rządowymi w demokratycznie usankcjonowany sposób za pomocą własnych pieniędzy, pieniędzy pochodzących z podatków obywateli.

My w Niemczech nie potrzebujemy Billa Gatesa, a ubogie państwa w Afryce nie mogą dać się szantażować w myśl hasła: „Jeśli nie zrobicie tego, co chcemy, nie dostaniecie pieniędzy”! Albo Unia Europejska, która mówi: „Jeśli Polska nie będzie robić tego, co my chcemy, to nie damy wam żadnych pieniędzy”. To nie są pieniądze europejskich polityków, to są pieniądze europejskich podatników. A Polska składa się z wolnych obywateli i jest w stanie w wolnych wyborach potwierdzić lub odrzucić dany rząd. I żaden europejski trybunał czy politycy z innych krajów nie mają moralnego prawa mówić: „Polacy źle głosowali. Teraz trzeba nam tak długo zastraszać Polaków, aż zagłosują w taki sposób, jak my chcemy!”. To jest koniec demokracji.

Cały świat z przerażeniem obserwował w tych dniach przejęcie władzy w Afganistanie przez talibów. Jaki jest osobisty komentarz Księdza Kardynała do tych wydarzeń?

Tak jak wszyscy, jesteśmy przerażeni i wstrząśnięci. Już sam obraz startujących samolotów i wieszających się na nich ludzi, którzy za wszelką cenę, próbując się ratować, tracą życie, jest wstrząsający. A wszystko z powodu nieudolności zachodnich polityków. Zachowują się oni jak partacze. Kiedy konieczna jest ewakuacja, trzeba uczynić wszystko, aby najpierw wycofać żołnierzy i współpracowników zachodnich sił zbrojnych. Dopiero wówczas można opuszczać kraj, a nie tak, jak uczynił to Biden – winę przypisywać armii afgańskiej, którą pozostawiono bez żadnego wsparcia. Zachodni politycy wiedzieli dokładnie, że armia afgańska sama z siebie nie jest w stanie stawić czoła talibom. Błędem jest też oskarżanie prezydenta Trumpa. Nie, to prezydent Biden ponosi winę, ponieważ już pierwszego dnia swojego urzędowania podpisał ustawy dopuszczające aborcję, czyli mord dzieci w łonach matek. To on przekazuje miliardy z podatków obywateli na organizacje promujące aborcję i czerpiące z aborcji korzyści finansowe. To na handlu organami dzieci abortowanych w ostatnich miesiącach ciąży robi się ogromne interesy. Za tym wszystkim stoją eufemistyczne stwierdzenia: „Chodzi przecież o wybór kobiety i jej zgodę na urodzenie dziecka bądź nie”. Życie ludzkie nie powinno być przedmiotem dyskusji. Powinniśmy otaczać troską każde życie, ponieważ każdy człowiek już od poczęcia jest w pełni człowiekiem i nikomu nie przysługuje prawo, aby mu to życie odebrać. Jest to podstawowa prawda. Nie można jej relatywizować, bądź też w jakikolwiek sposób usprawiedliwiać.

Jeśli prezydent Biden jedną decyzję pozostawił tylu Afgańczyków, to czyż jednym podpisem nie może uratować tysięcy poczętych, bezbronnych dzieci, których życie jest zagrożone; które pozostawione przez swoich rodziców mordowane są przez lekarzy – lekarzy zarabiających na mordowaniu drugiego człowieka?

Albo eutanazja – przedstawiana w zachodniej Europie jako „bezbolesna śmierć”. Nie, nie można starszych ludzi, którzy już nie odprowadzają do budżetu państwa podatków, tak po prostu usuwać ze społeczeństwa. To jest brutalna i oczywista prawda. Kto ma mieć prawo, aby powiedzieć: „jesteś teraz stary i chory” albo „może jesteś młody, ale za to zmęczony życiem, pomożemy ci – zgodnie z prawem – zakończyć żywot”. Jeśli chcemy coś zrobić dla drugiego człowieka, to możemy to czynić na wielu płaszczyznach: możemy troszczyć się o chorych, towarzyszyć im w chorobie, pocieszać strapionych, modlić się z nimi i za nich – tak aby mimo choroby postrzegali oni swoje życie jako dar od Boga. Chodzi o to, abyśmy my: Papież, biskupi, księża, mieli odwagę głosić prawdę. Trzeba zdemaskować demona. Jan Chrzciciel powiedział do Heroda: „Nie wolno ci tego czynić”; Jezus wyraził się o Herodzie: „Donieście temu lisowi”. Jan Chrzciciel został ścięty, ponieważ odważył sprzeciwić się Herodowi. A Jezus został przybity do krzyża, ponieważ sprzeciwił się Cesarstwu Rzymskiemu. Ale czyż na końcu nie wygrywa prawda?! Gdzie jest dzisiaj Piłat? W wyznaniu wiary jest wielkim przegranym. Nie możemy ugiąć się przed możnymi tego świata – bez względu na to, jaką szerzą propagandę. Swoją pracę doktorską pisałem o Dietrichu Bonhoefferze. Był on protestanckim pastorem i teologiem. W 1933 roku po dojściu Hitlera do władzy miał dopiero 27 lat. A jednak od samego początku potrafił przeciwstawiać się Hitlerowi. Nie dał się omamić nazistowskiej propagandzie. Od samego początku mówił: „Jest to fałszywa ideologia, która będzie miała swoje konsekwencje. Nie wolno nam bagatelizować tego człowieka”.

Diabeł zawsze przybiera postać anioła i chce być postrzeganym jako uosobienie dobra. Demon nie mówi: „Jestem zły”, ale udaje dobrego. Bycie chrześcijaninem i rozsądnym człowiekiem oznacza umiejętność rozróżniania pomiędzy dobrem i złem. Wspomina o tym – wiele lat przed narodzeniem się chrześcijaństwa – etyka: do czego zdolny jest człowiek? Do rozróżniania pomiędzy dobrem i złem, pomiędzy fałszem i prawdą. W chrześcijaństwie idziemy znacznie głębiej. To co dobre – prowadzi nas do Boga, to co złe – oddala nas od Niego. Boże słowo jest Prawdą i Życiem – jeśli za nim nie podążamy, kierujemy się w stronę zła. Diabeł jest od samego początku mordercą i kłamcą. Jest tym, który nienawidzi życia i prawdy. To właśnie Bóg jest Życiem i Prawdą. „Ja jestem Życiem i Prawdą” – mówi Jezus, i to za Nim powinniśmy podążać – bez względu na to, co będzie o nas mówił świat, co o kardynale Müllerze napiszą gazety. Jeśli piszą o mnie źle – to dobrze. Nie powinniśmy się lękać ludzi tego świata. Jesteśmy apostołami i naszym obowiązkiem jest służyć Prawdzie i Życiu.

Jak ludziom młodym w tym czasie zakłamywania obiektywnej prawdy i w dobie dyktatury relatywizmu moralnego ukazywać radość życia Ewangelią?

Każdy człowiek, który dokonuje pewnej refleksji, dochodzi do wniosku, że życie jest czymś pięknym. „Lepiej jest być niż nie być” – powiedział św. Tomasz z Akwinu. Świat nie miałby sensu, gdyby to piękno nie realizowało się w każdym z nas. Człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Jest on stworzony Słowem, stąd też słowo Boga – objawione w Jezusie Chrystusie, w Jego człowieczeństwie, męce krzyżowej i zmartwychwstaniu – jest Prawdą i Życiem. Kiedy człowiek się starzeje, mówi: „Cieszę się, że jestem już stary i nie muszę angażować się w to, co dzieje się wokół mnie”. Chrześcijanin nie powinien tak myśleć. Każdy człowiek żyje w swoim czasie i dokonuje wyborów pomiędzy dobrem i złem. Augustyn albo inny ojciec Kościoła powiedział: „Współcześni uważają zawsze za lepsze czasy te, które minęły. Dlaczego? Ponieważ w nich nie żyli”. Mówi się, że w historii bywały okresy dobre i złe. Ktoś mógłby powiedzieć, że jakaś epoka była szczególna: czasy Cesarza Augusta i wielkich poetów, takich jak Wergiliusz – tak, to była piękna epoka. Z drugiej jednak strony był to okres niewolnictwa: biedni ludzie pozbawieni byli swojej godności, a stawką w walkach gladiatorów było ich życie. Tak więc każda epoka ma swoje blaski i cienie. Kiedy będzie rok 2070 czy 2090, o ile świat będzie jeszcze istniał, można za historykiem [Eckhardem] Radke powiedzieć: „Jesteśmy blisko Boga. Powinniśmy przyjmować nasze życie takie, jakie ono jest; takie, jakie zostało nam dane; przyjmować kulturę, w której wzrastaliśmy, i być solidarni z całą rodziną ludzką”.

Zadanie, do jakiego zaproszeni są młodzi ludzie, to zakładanie rodzin: ojcostwo i macierzyństwo, przyjmowanie odpowiedzialności za swoje dzieci, tak jak i ich rodzice przyjmowali odpowiedzialność za nich. Inni, którzy czują się po imieniu wezwani przez Chrystusa, niech odpowiedzą: „Tak, wybieram drogę kapłaństwa, aby tak jak apostołowie służyć królestwu Bożemu”. Również młode dziewczęta i kobiety, wybierając życie zakonne, mogą przez modlitwę i pracę służyć Kościołowi w duchu miłości bliźniego.

W przyszłość nie patrzę ani optymistycznie, ani pesymistycznie. Jest dla nas nadzieja, nadzieja, która nas prowadzi, która nie pozwala nam upaść, ponieważ miłość Boga wylała się w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany.

Jesteśmy Waszej Eminencji bardzo wdzięczni za poświęcony czas i za to umiłowanie Polski.

Dziękuję bardzo.