Zwykle, na początku sezonu pielgrzymkowego, sanktuarium Notre Dame de La Salette przysypane jest jeszcze śniegiem. Kwietniowe słońce roztapia białą pierzynę na południowych graniach położonego na 1800 m n.p.m. sanktuarium, ale od północy śnieg nadal zalega na wzgórzach. Miejsce to na wiosnę często spowite jest mgłą, a raczej chmurą, która wchłania całą górę na długie godziny, by tylko na chwilę przepuścić promienie Słońca i odsłonić część zabudowań oraz figur. W takie pochmurne dni wszystko w promieniu dłuższym niż 2 metry chowa się za mleczną powłoką. To miejsce zrodziło we mnie pewien metaforyczny obraz, w którym wiara człowieka oznacza te promienie Słońca, a te przebijają się przez ową mgłę i sprawiają, że widać wtedy o wiele więcej, niż można było sobie wyobrazić.

Historia objawienia w La Salette zaczęła się w 1846 roku, w Alpach, gdy dwójce młodych pasterzy ukazała się Matka Boża. 15-letnia Melania Calvat i 11-letni Maksymin Giraud nazwali ją z początku Piękną Panią. Maryja spowita była świetlną łuną, która promieniowała z krzyża – zawieszony był na jej piersi, a z jej policzków spływały łzy. Płacząca Matka przekazała dzieciom orędzie nawołujące do nawrócenia się ludzi. Maryja zwróciła w nim uwagę na to, że ludzie nie modlą się wystarczająco, a także bluźnią przeciw Bogu. Maryja nakazała, aby dzieci opowiedziały całemu światu o tym, co usłyszały. Istota orędzia jest jednak dużo szersza i zachęcam do jego zgłębiania. Już pierwsze dni po objawieniu przyniosły cuda. Nawrócił się ojciec Maksymina – człowiek, który miał problem z alkoholem, a także drwił z Kościoła. Gdy wieść dotarła do biskupa Grenoble, Philiberta de Bruillard, ten podjął się badań nad autentycznością objawienia i po 5 latach uznał je za prawdziwe. W 1952 roku położył kamień węgielny pod budowę sanktuarium.

Obecnie sanktuarium w La Salette gości pielgrzymów i wolontariuszy z całego świata. Ludzie, chcący odwiedzić Piękną Panią, ściągają z wielu krajów, a jedną z najliczniejszych grup są Polacy, u których Maryja ma szczególne miejsce w sercach. Niezwykłe położenie miejsca kultu zaprasza również zwykłych turystów. Wielu może usłyszeć tu głos Boga po raz pierwszy od lat, a także zobaczyć więcej i spojrzeć szerzej.

Gdy chmura się przerzedza, powoli wyłaniają się z niej figury Matki Bożej i słuchających jej dzieci. Stopniowo można dostrzec miejsca, w których Maryja siedziała zapłakana z rękami przy twarzy, miejsce, w którym rozmawiała z dziećmi, a także drogę, po której weszła na wzniesienie, prawie nie dotykając stopami trawy i uniosła się do Nieba. Z mgły wyłania się również położony wyżej maleńki cmentarzyk, a także szczyty góry, na której zbudowane jest sanktuarium. Dopiero przy bezchmurnym niebie można dostrzec wszystkie, otaczające sanktuarium ogromne i skaliste masywy górskie, na których śnieg wyraźnie odcina się bielą od błękitu nieba.

Będąc na Erasmusie, w laickiej Francji, niezwykle istotne jest mieć takie miejsce, w którym można odetchnąć Bogiem, wspiąć się wyżej, by mieć lepszy punkt widzenia na swoje mgliste życie. Może to właśnie czas pojednania, które dokonać się może w sercu każdego z nas, a także wśród narodu, który już ponad 170 lat temu został wezwany do nawrócenia.

Emil Książczak