„Transhumanizm − największe zagrożenie ludzkości”

„Czy zdajemy sobie sprawę, że sztuczna inteligencja wkroczyła już w nasze życie tak daleko, że powoli się do niej przyzwyczailiśmy i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że zajmuje coraz więcej miejsca w wielu obszarach ludzkiej działalności?” – pyta na łamach „Naszego Dziennika” (wydanie z 13 lutego 2017 r.) dr Grzegorz Osiński, wykładowca WSKSiM.  Do czego zmierza świat, w którym to robotowi wydaje się akt urodzenia?

Zachęcamy do lektury!
Parlament Europejski zatwierdził dokument określający prawa robotów i wprowadzający pojęcie ”osoby elektronicznej.

W ostatnich dniach świat obiegła szokująca informacja dotycząca wydania pierwszego w historii aktu urodzenia robotowi. Uczyniono to w belgijskim miasteczku Haaselt, gdzie burmistrz, zgodnie z wytycznymi Parlamentu Europejskiego, wydał oficjalny akt urodzenia robotowi, który waży 28 kilogramów i ma 120 cm wzrostu. Robot otrzymał imię Fran i nazwisko Pepper. Rodzicami ustanowiono dwoje naukowców, współtwórców robota: Astrid Hanne i Francisa Foksa.

Nie jest to dowcip, szokujący performance czy też inne wydarzenie pseudokulturalne, tylko normalny akt formalnoprawny. Stał się on możliwy, ponieważ w połowie stycznia 2017 roku Parlament Europejski zatwierdził dokument określający prawa robotów na terenie krajów Wspólnoty Europejskiej. Zakłada on wprowadzenie pojęcia „osoby elektronicznej” dla najbardziej zaawansowanych robotów. Taka „osoba” posiadać będzie status prawny podobny do tego, który posiadają ludzie, łącznie z objęciem robota systemem ubezpieczeń społecznych oraz określeniem ich praw oraz obowiązków. W ten sposób Belgia jako pierwszy kraj na świecie ma pełnoprawnego obywatela, który jest robotem.

fot. Nasz Dziennik

Robot Fran będzie „dorastać” na kampusie uniwersyteckim, gdzie ma wykonywać pracę na recepcji, codziennie udzielając pomocy i informacji studentom oraz naukowcom. Ponieważ jest wyposażony w autonomiczny algorytm sztucznej inteligencji, będzie się uczył na bieżąco dzięki codziennej interakcji ze studentami i naukowcami.

Algorytm zastępuje człowieka

Kiedy w ubiegłym roku prowadziłem cykl wykładów otwartych dla studentów WSKSiM, dotyczących problemów transhumanizmu, w ramach Koła Filozoficznego, spotykałem się raczej z niedowierzaniem i dziwną pewnością młodych ludzi, że z tymi problemami będziemy się musieli zmierzyć dopiero za wiele lat. Na niewiele zdały się moje wysiłki, aby wykazać studentom, iż właśnie teraz stajemy przed wyzwaniem, przy którym inwazja ideologii gender była tylko małą przygrywką.

Czy zdajemy sobie sprawę, że sztuczna inteligencja wkroczyła już w nasze życie tak daleko, że powoli się do niej przyzwyczailiśmy i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że zajmuje coraz więcej miejsca w wielu obszarach ludzkiej działalności? Dziennikarze amerykańscy i angielscy już od dawna korzystają z pomocy algorytmów piszących artykuły do gazet. Program WordSmith sam potrafi wygenerować prosty na razie tekst na zadany temat. Dzisiaj jest on wykorzystywany powszechnie przy tworzeniu newsów dotyczących analiz ekonomicznych, wiadomości sportowych czy też generowania plotek z życia celebrytów.

Ale firma pracuje już nad udoskonaleniem algorytmu, tak aby pisał on teksty bardziej skomplikowane. Wystarczy, że dziennikarz poda temat artykułu i główne założenia dotyczące tekstu, a program sam odnajdzie, sprawdzi i zweryfikuje dane źródłowe i stworzy w języku naturalnym odpowiedni tekst. Czytelnik nawet nie wie, czy tekst, który czyta, został napisany przez człowieka, czy też w całości przez maszynę.

W szpitalach amerykańskich od dawna stosowany jest algorytm wspomagający diagnostykę medyczną IBM Watson. Rola lekarza sprowadza się wtedy do wprowadzenia do sytemu podstawowych danych dotyczących pacjenta, a system sam podpowiada, jakie jeszcze procedury wdrożyć, jakie badania wykonać, i wystawia zarówno diagnozę, jak i proponuje stosowne leczenie. Po drogach jeździ już coraz więcej samochodów bez ludzkiego kierowcy, a program TensorFlow tworzy komercyjne utwory muzyczne.

Ostatnio coraz częściej dyskutowane jest użycie algorytmu opracowanego przez profesora Philipa Parkera, który pozwala w 20 minut napisać całą książkę na zadany temat. Powstają tutaj dodatkowe pytania. Czy taka książka będzie miała autora, czy algorytm będzie właścicielem prawa autorskiego do tekstu i czy książki, których cena będzie dużo niższa niż napisana przez człowieka, wyprze z rynku oryginalne, wartościowe pozycje. Jeśli przyjrzymy się statystykom sprzedaży książek, zauważymy, że ponad połowa z nich to niskich lotów kryminały, romanse i wszelkiego rodzaju poradniki. Na tym polu algorytm może uzyskać przewagę, a ponieważ uczy się on sprawności grafomańskich w czasie tworzenia nowych pozycji, to z pewnością za jakiś czas będzie potrafił tworzyć bardziej skomplikowane utwory.

Technologiczny złoty cielec

Totalna inwazja ideologii gender pokazała, iż współczesne społeczeństwa europejskie, tresowane od wielu lat przez lewicowo-liberalne środowiska naukowe, nie są już w stanie samodzielnie przeciwstawić się postępującej dekonstrukcji człowieczeństwa. Relatywizm moralno-etyczny stępił nie tylko naturalną wrażliwość wielu ludzi, ale wręcz zupełnie pozbawił ich nawet instynktu samozachowawczego. Na takim podatnym gruncie kolejna ideologia transhumanizmu może rozwijać się w sposób nieskrępowany.

Według ideologów tego ruchu, transczłowiek to istota przejściowa, a celem jest stworzenie idealnej formy nadczłowieka. Podstawowa znajomość historii zupełnie wystarczy, aby zdać sobie sprawę, do czego doprowadziły totalitarne ideologie, które jako cel stawiały sobie ukształtowanie „nadczłowieka” lub „nowego człowieka”. Tylko teraz ideolodzy transhumanizmu mogą wykorzystywać bardzo zaawansowaną technologię.

Sztuczna inteligencja, która powstała w celu pomocy człowiekowi w żmudnych i skomplikowanych pracach intelektualnych, może zostać wykorzystana w zupełnie innym, niebezpiecznym celu. Plan jest dokładnie taki sam jak w „izmach” XX wieku. Najpierw dekonstrukcja człowieczeństwa, a potem budowa nowego człowieka.

Istnieje bardzo silna, wpływowa grupa naukowców, którzy ślepo zapatrzeni w technologie stawiają sobie za cel doprowadzenie społeczeństw do punktu krytycznego, nazywają go singularity.

Ta grupa naukowców, dla których Bóg nie istnieje, stworzyła sobie nowego „technologicznego bożka”. Wierzą oni, iż wykorzystując technologie, które zostały wymyślone, aby pomagać ludziom, stworzą transczłowieka, który zastąpi „przestarzałych” ludzi. Ten „nowy człowiek” zostanie sprzężony z technologicznymi możliwościami technonauki i finalnie przeniesie swoją świadomość do przestrzeni wirtualnej, stworzonej właśnie w punkcie singularity. Mają oni dokładnie opracowany plan owego technologicznego przejścia, jedyne rozbieżności dotyczą możliwości technicznych, ostatnio dyskutowany jest problem, czy stanie się to w latach 20. czy 40. XXI wieku.

Żniwo ideologii

Technologie usprawniające człowieka rozwijane są od dawna, a ich głównym celem była zawsze pomoc ludziom chorym i niepełnosprawnym. Technologicznie opracowaliśmy już protezy ludzkich kończyn, implanty słuchu, sztuczną siatkówkę i wiele innych bardzo pomocnych urządzeń, które na co dzień pomagają milionom ludzi. Są to technologie bardzo drogie, dostępne tylko dla nielicznych. Jednak ich użycie w celu stworzenia „nadczłowieka” to zupełnie inny problem.

Główny ideolog ruchu transhumanizmu Ray Kurzweil twierdzi, że „istnieje transhumanizm egalitarystyczny, którego postęp jest tak samo nieuchronny jak każdy inny postęp w nauce, chyba że nastąpi katastrofa wojny atomowej lub zderzenie z asteroidą. Poza tym nic go nie zatrzyma. Będzie się on odbywał w krajach z dużymi nakładami na rozwój technologii i nauki”.

Niestety, większość naukowców przypatruje się biernie tym poczynaniom, często myśląc, iż mamy jeszcze sporo czasu, zanim roboty staną się ludzkie, a ludzie zaczną przypominać roboty. Bierność w tym przypadku jest najgorszym wyborem. Podział społeczności naukowców również jest niebezpieczny.

Kiedy rozmawiam z naukowcami na temat transhumanizmu, zazwyczaj spotykam się ze stwierdzeniem: „To nie moja działka, ja zajmuję się innymi zagadnieniami”. Podobnie było z ideologią gender – w świecie naukowym nie było specjalistów w tym zakresie. Ideologie potrafią zmieniać ludzi w sposób zasadniczy, czyniąc olbrzymie spustoszenie. Ideologia wsparta specjalistyczną technologią jest jeszcze bardziej niebezpieczna.

Dawno minęły już czasy, gdy po drugiej stronie robota wyposażonego w sztuczną inteligencję stał człowiek, który sprawował pieczę nad robotem. Dzisiaj roboty są autonomiczne, same potrafią się uczyć i wyszukiwać źródła energii. Sztucznej inteligencji nie można już w prosty sposób wyłączyć, algorytmy zostały wbudowane m.in. w strukturę sieci internetowej. Zastanówmy się zatem, czy możemy jako ludzie wyłączyć internet?

Co zatem powinniśmy zrobić? Odpowiedź jest raczej prosta: winniśmy oprzeć się na systemie podstawowych wartości. Ponownie jasno zdefiniować pojęcie człowieczeństwa w ujęciu współczesnych odkryć naukowych i wynalazków technologicznych. Nade wszystko jednak trzeba rozpocząć szeroką dyskusję, nie tylko w świecie naukowym, ale w całym społeczeństwie, które zapewne jest zupełnie nieświadome.

Problemy transhumanizmu są oczywiście dużo szersze, niż zasygnalizowałem w niniejszym artykule. Jednak systematycznie wskazując kolejne istotne informacje na ten temat, które dotyczą zarówno korzyści, jak i zagrożeń, winniśmy rozpocząć dyskusję. Nie możemy tych problemów lekceważyć i odkładać na potem, kiedy zauważymy, że kłopoty okazały się istotne.

Czy jesteśmy gotowi bronić naszego człowieczeństwa, czy też zostawimy to „specjalistom”, którzy podejmą za nas decyzje? To zależy od nas, ale najpierw musimy podjąć trud dokładnego poznania problemu. A nie jest to proste zagadnienie, gdyż obejmuje problemy technologiczne oraz szeroko rozumiane zagadnienia filozoficzno-etyczne. Podzielone dziedzinowo środowisko naukowe nie odpowie nam jednoznacznie, jak powinniśmy prawidłowo zareagować na pierwszego obywatela Unii Europejskiej, który jest robotem.