„W grudniowe noce, zimowe noce…”, czyli Boże Narodzenie po hiszpańsku

„…dzieciątko Boże z zimna dygoce,
Idzie przez pola pokryte szronem
Wiatr mu wydzwania piosnki znajome.

Hej kolęda, kolęda, hej kolędy to czas,
Kto ogrzeje rączęta, kto schronienie mu da
Hej kolęda, kolęda, hej kolędy to czas,
Kto ogrzeje rączęta, kto schronienie mu da…”.

Ta kolęda utkwiła mi w pamięci chyba najbardziej. Usłyszałam ją po raz pierwszy nie gdzie indziej jak… w Hiszpanii. Wszystko za sprawą Chóru Polskiego działającego przy Stowarzyszeniu Polskim „Nasz Dom – Nuestra Casa” w Madrycie.

Dowiedziałam się o istnieniu tej grupy „przypadkiem” – za sprawą o. Marka, redemptorysty, który posługuje dla Polonii w hiszpańskiej stolicy. Tak więc, moja przygoda ze śpiewem rozpoczęła się w listopadzie, jednak najbardziej intensywnym czasem był dla mnie miesiąc grudzień 2020 r.

Oprócz egzaminów końcowych na Uniwersytecie CEU SAN PABLO miałam również intensywne próby do koncertów Bożonarodzeniowych. W sumie było ich prawie dziesięć. Pomimo tego, że byłam „świeżynką”, zostałam przyjęta przez wszystkich z otwartym sercem. Każdy koncert cechował się orginalnością, ze względu na różnorodność repertuaru. O nim decydował w dużej mierze pan Janusz Wanat, który był naszym opiekunem oraz przewodnikiem muzycznym. Jego dyrygentura oraz gra na skrzypcach sprawiała, że wszystko łączyło się w dźwięczną całość. Śpiewanie polskich kolęd oraz pastorałek było dla mnie ogromną radością! Nauczyłam się także kilku hiszpańskich utworów, które również mogliśmy zaprezentować podczas naszych występów.

Niewątpliwie jednym z największych przeżyć, które zapamiętam do końca życia, będzie polsko-hiszpańska Wigilia Bożego Narodzenia. Z uprzejmości Pani Małgosi, również chórzystki u Pana Janusza, zostałam zaproszona na uroczystą kolację.

Dzięki temu spotkaniu mogłam poznać hiszpańskie tradycje oraz zwyczaje związane ze Świętami. Oczywiście nie zabrakło polskich potraw, które szczyciły się dużą popularnością wśród obcokrajowców.

Dla mnie jednak najsłodszą zagraniczną niespodzianką był „Turron”, czyli obowiązkowy słodki przysmak podawany zazwyczaj po kolacji. Składa się on z miodu, cukru, białek jaj oraz orzechów, np. laskowych. Można było skosztować także owoców morza: krewetek, małż, a nawet ośmiorniczek. Co ciekawe, królują one od dawna na hiszpańskich stołach świątecznych.

Jak prawie we wszystkich zakątkach świata, nie zabrakło Papa Noel, czyli… Świętego Mikołaja z workiem prezentów. Oprócz tego – gry integracyjne o tematyce świątecznej i śpiewanie tradycyjnych kolęd do północy.

Grudzień był jednym z najbardziej zaskakujących miesięcy, jakich doświadczyłam, będąc w Madrycie. Koncerty Bożonarodzeniowe, rozmowy z Polonią, czy też Święta w innym wydaniu niż zawsze, sprawiły, że nie tylko ubogaciłam się kulturowo, ale także nawiązałam wartościowe relacje.

Emilia Komar