Welkom in België!

Właśnie mija miesiąc od mojego przyjazdu do Belgii, gdzie spędzam semestr w ramach programu Erasmus+ wraz z koleżanką z kierunku, Alevtiną Samussevą. Ktoś mógłby powiedzieć, że jesteśmy tu stosunkowo krótko, a ja mam wrażenie jakbyśmy były w Belgii już co najmniej rok. Zresztą jak Wam zaraz opowiem, jak wiele się w tym czasie wydarzyło.
Nasz pobyt rozpoczął się od poszukiwań mieszkania, co okazało się nie lada wyzwaniem. Pierwszą noc spędziłyśmy w hostelu w Antwerpii – jednym z największych belgijskich miast, gdyż nie było możliwości noclegu w Mechelen, mieście gdzie studiujemy. Niestety mogłyśmy tam zostać tylko na jedną noc. Dlatego kolejnego wieczoru wraz całym naszym dobytkiem, czyli ogromnymi walizkami, udałyśmy się na poszukiwania jakiegokolwiek noclegu. Bardzo szybko zrozumiałyśmy, że tak naprawdę do szczęścia nie potrzeba nam aż tylu rzeczy, które przywiozłyśmy ze sobą, a spełnieniem wszelkich marzeń będzie jakiś ciepły kąt i łóżko. Po długich poszukiwaniach natrafiłyśmy na hostel, który był usytuowany w samym rynku. Zostałyśmy w nim bardzo ciepło przyjęte, z życzliwością i troską. Tam właśnie spędziłyśmy kolejne cztery dni.

Czas w hostelu wspominamy bardzo miło. Poznałyśmy niesamowitych ludzi z całego świata, delektowałyśmy się tradycyjnymi belgijskimi frytkami i zwiedzałyśmy centrum miasta pełne małych, jakże urokliwych sklepików. Jednak ciągłe poszukiwania, duża ilość stresu spędzały nam sen z powiek oraz sprawiły, że się rozchorowałyśmy. Powoli zaczęłyśmy tracić nadzieję, czy w ogóle jest szansa, by znaleźć coś na tak krótki okres na miarę naszych możliwości. Rozważałyśmy także opcję powrotu, gdyż wszystko sprzeciwiało się przeciwko nam. Patrząc teraz z perspektywy czasu stwierdzam, iż przetrwanie tego czasu zawdzięczam: nadziei jaką pokładałam w Bogu zawierzając mu to wszystko, modlitwom wielu bliskich oraz wsparciu ze strony Alevtiny.

Ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu w dniu, w którym miałyśmy opuścić hostel otrzymałyśmy telefon od właściciela domu studenckiego z Sint-Katelijne-Waver. Wcześniej kontaktowałyśmy się z nim, ale wtedy był dostępny jedynie jeden pokój. W między czasie jakby właśnie specjalnie dla nas zwolnił się dodatkowy. Jeszcze tego samego dnia spotkałyśmy się z właścicielem, by zobaczyć pokoje i dość szybko zdecydowałyśmy, że zostaniemy tam na okres naszej wymiany.

Teraz może kilka słów o tym gdzie mieszkamy. Jak już wcześniej wspominałam miejscowość nazywa się Sint-Katelijne- Waver i jest położona około 5 km od naszej uczelni oraz miasta Mechelen. Obok naszego domu znajduje się przystanek autobusowy, a także bar, gdzie można zjeść tradycyjne belgijskie frytki. Okolica jest bardzo spokojna, dom jest otoczony przez jabłonie, a w najbliższym sąsiedztwie pasą się kozy.

W naszym domu studenckim jest nas ośmioro: pięciu Belgów, jedna Belgijka, Alevtina i ja. Nigdy wcześniej nie było tu studentów z zagranicy, więc dla wszystkich jest to swego rodzaju nowość, ale wraz z mijającym czasem coraz bardziej się integrujemy. Dzięki temu ćwiczę także język niderlandzki, co mnie bardzo cieszy, gdyż jak na razie posługuję się głównie językiem angielskim, w którym są prowadzone wykłady.

Od kilku dni w końcu jesteśmy zdrowe, udało nam się już dość zaaklimatyzować w Sint-Katelijne-Waver i z optymizmem patrzymy na to co przyniosą nam kolejne miesiące na belgijskiej ziemi, o czym Wam oczywiście wkrótce napiszę.

Ada Kostrubiec