Wykładowca WSKSiM dr Jan Wiśniewski udzielił wywiadu wpolityce.pl na temat sytuacji w Turcji

Dr Jan Wiśniewski: Przyznam, że już od dwóch miesięcy pojawiały się pogłoski o pewnych działaniach, wskazujących na to, że coś się zaczyna w Turcji dziać. Wszyscy jednak myśleli, że armia jest już pod wystarczają kontrolą Erdoğana.

Bez wątpienia można powiedzieć, że ten pucz był bardzo słabo przygotowany w porównaniu do poprzednich, których dokonywali wojskowi w Turcji. W oczy rzucał się brak wsparcia ze strony służb specjalnych. Ponadto armia turecka nie stanowiła jedności, jak to miało miejsce podczas poprzednich zamachów stanu.

Wydaje się, że w Turcji doszło do konfliktu pomiędzy Służbami Bezpieczeństwa, Służbami Specjalnymi a także Wywiadem, który opowiedział się za prezydentem Turcji, a armią lądową, szczególnie oddziałami, które stacjonują w zachodniej części Turcji. Oddziały wschodnie zdecydowanie poparły obecny rząd turecki. Błędem puczystów było nieodcięcie prezydenta Erdoğana i premiera Yildirima od możliwości komunikacji ze społeczeństwem tureckim. Jak się okazało Turcy wraz częścią armii, z Siłami Specjalnymi, a także z partiami opozycyjnymi wobec tureckiego rządu, opowiedziały się za obecną władzą. Co dziwne za rządem Turcji opowiedzieli się nawet polityczni reprezentanci Kurdów.

Komentatorzy podkreślają specyficzną rolę armii tureckiej. Na czym ona polega?

Rzeczywiście, historia tureckiej armii, która jest drugą armią NATO jest bardzo specyficzna. Ostatnimi czasy przeszła ona bardzo dużą modernizację za sprawą właśnie Erdoğana, czemu niewątpliwie sprzyjał szybki wzrost gospodarczy. Armia nie tylko otrzymała olbrzymie pieniądze i nowoczesny sprzęt wojskowy, ale także bardzo dobrze wykorzystała kwestie amerykańskich czy też europejskich offsetów na sprzęt wojskowy.

Specyfika armii tureckiej polega na jej funkcji, która skupiała się na strzeżeniu państwa przed islamską radykalizacją. Armia stała na straży świeckości państwa. Dopiero dojście do władzy Erdogana spowodowało odsunięcie armii na dalszy plan i zduszenie jej ambicji. Przypomnijmy, że w 2006 roku mieliśmy do czynienia z Aferą Ergenekon. Dotyczyła ona spisku wewnątrz armii, który doprowadził do czystek w kadrach wojskowych. Bardzo dużo generałów pożegnało się wtedy z armią, odeszło na emeryturę lub zostało po prostu skazanych. Afera ta doprowadziła do ograniczenia roli armii i jej ambicji, które nadał jej i przyszłym pokoleniom Mustafa Kemal Atatürek. Możemy także zaobserwować, że armia turecka nijako przyzwyczaiła się do działań zgodnych z prawem. Od mniej więcej 2003 roku, mamy w Turcji sytuację, kiedy tureccy politycy zaczęli przekonywać, że armia powinna być apolityczna.

W puczu wzięła udział tylko część armii, dotychczas było inaczej.

W armii tureckiej mamy obecnie podział na dwa nurty. Pierwszy z nich akceptował zachodzące procesy, jak i władze Erdoğana i jego ambicje mówiące o powrocie Turcji do wielkości Imperium Osmańskiego. Z kolei druga grupa była temu coraz bardziej przeciwna. Do tego nurtu należeli wojskowi wyżsi rangą, którzy mieli większe ambicje i chcieli powrotu armii do polityki. Uważali oni, że polityka Erdogana ma coraz mniej wspólnego z duchem państwa tureckiego. Na to wszystko nałożył się jeszcze jeden konflikt. Trzeba podkreślić, że prezydent Recep Tayyip Erdoğan ma bardzo wielu wrogów. Po objęciu urzędu prezydenta zaczął skupiać w swoich rękach coraz większą władz, wręcz dyktatorską, co spotkało się ze sprzeciwem części społeczeństwa i armii. Obecnie wielu Turków jest przeciwna prezydentowi, czuje wręcz do niego nienawiść.

Należy podkreślić, że najwięksi przeciwnicy Erdoğana mieszkają w zachodniej części Turcji, która jest bardziej rozwinięta i bardziej europejska. Jednak mimo to, że ta część społeczeństwa jest przeciwna rządom Erdoğana, to jest ona również przeciwna wobec wszelkich zamachów stanu. Jest to społeczeństwo o wiele bardziej politycznie wyrobione, bardziej obywatelskie. Widać to było podczas puczu, który spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem Turków. W mojej opinii obok słabej organizacji, jest to drugi powód niepowodzenia puczystów.

Jaka przyszłość czeka Turcję?

W mojej opinii po tym nieudanym zamachu stanu, będziemy świadkami tzw. dokręcania śruby przez Erdoğana. Można spodziewać się represji wobec wojskowych czy niektórych opozycjonistów. Już teraz mieliśmy do czynienia z oskarżaniami czy wręcz aresztowaniami obywateli tureckich za wypowiedzi czy działania uderzające w rząd Turcji. Trzecią ofiarą tej polityki z pewnością będą media.

Ponadto myślę, że te wydarzenia osłabią relacje Turcji z Europą, która uświadomi sobie, że jednak nie jest to jeszcze w pełni stabilny kraj. Patrząc na Turcję przez perspektywę krajów arabskich, oczywiście ta wypada bardzo dobrze, aczkolwiek nie jest już tak, kiedy porównamy ją do krajów Europy.

Rozmawiał Kamil Kwiatek/Absolwent WSKSiM/Dziennikarz wpolityce.pl